Kraj

A jednak nie

Proces byłego arcybiskupa odroczony – ze względu na jego „złą kondycję psychiczną”

Erika Santelices / AFP
Kościół nigdy nie spieszy się ze szczegółami w sprawach trudnych, które go dotyczą, więc zainteresowani muszą czekać na więcej faktów.

Proces byłego arcybiskupa Józefa Wesołowskiego odroczony. Brak szczegółów. Wiadomo tylko, że tuż przed rozpoczęciem pierwszej rozprawy zaplanowanej na 11 lipca w Trybunale Karnym Państwa Watykańskiego nadeszła wiadomość, że oskarżony trafił do szpitala z powodu załamania nerwowego. Kościół nigdy nie spieszy się ze szczegółami w sprawach trudnych, które go dotyczą, więc zainteresowani muszą czekać na więcej faktów.

Ta sytuacja sprzyja spekulacjom. Uderza, że dotąd nie było żadnych wiadomości o złej kondycji psychicznej byłego duchownego pedofila. Wiadomość przyszła dopiero, gdy trzeba było stanąć przed kamerami i przed sądem. Przez długie lata Wesołowski mógł się mierzyć z tym, co robił chłopakom, w ciszy własnego sumienia, teraz musi się z tym zmierzyć publicznie.

Zabrakło odwagi? A może ktoś zasugerował, by oskarżony posłużył się wybiegiem z załamaniem nerwowym w celach procesowych? Aby proces przekierować na inne tory? Przedstawić oskarżonego jako ofiarę mediów i wrogów Kościoła?

Tuż przed terminem pierwszej rozprawy polski Episkopat wydał oświadczenie w sprawie Wesołowskiego. Dość drętwe, ale niepróbujące brać go w obronę. Wspomniano o ofiarach jego pedofilskich czynów. Wygląda na to, że dla polskiego Kościoła nagła zmiana akcji jest zaskoczeniem. Przygotowywał się raczej do „zarządzania kryzysem” wizerunkowym, który mógł przesłonić w mediach sprawę kościelnej kampanii przeciwko in vitro.

To w Polsce. A w Watykanie? Proces, na który Wesołowski się nie stawił, i tak zaczyna się z poślizgiem. Może Wesołowskiemu ktoś wpływowy chce pomóc w Rzymie ze względów osobistych albo innych?

Nieobecność Wesołowskiego na pierwszej rozprawie nie zmienia faktu, że kościelne młyny w jego sprawie poszły w ruch i nawet jeśli ktoś sypnął w nie piaskiem, proces będzie się toczył i zakończy zapewne surowym wyrokiem skazującym.

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną