Propozycje Platformy zmian w podatkach pachną rewolucją i rodzą wiele pytań

Niższe podatki tylko dla najuboższych
Sobotnia propozycja Platformy obniżenia PIT do 10 proc. budzi coraz większe zaciekawienie, nazywana jest nawet rewolucyjną. Na razie jednak te rewolucyjne pomysły osnuwa mgła, brak szczegółowych rozwiązań.
To pachnie rewolucją.
Joachim Wendler/PantherMedia

To pachnie rewolucją.

Z rzeczy pewnych (jak się na razie wydaje) wiemy tylko tyle, że stawkę 10 proc. PIT płacić mają tylko ci, którzy osiągają najniższe zarobki. Za te osoby składki na ZUS oraz zdrowie ma płacić budżet państwa. Według wstępnych obliczeń kosztować ma to około 10 mld zł, dlatego Platforma nie zamierza wprowadzać zmian już od przyszłego roku, ale później. Żeby nie huśtać finansowym bezpieczeństwem państwa.

Lepiej zarabiający będą, tak jak obecnie, wpadać w coraz wyższe progi podatkowe. W jakie? Na razie nie wiadomo. Jacek Rostowski, były wicepremier, obecnie wiceszef Rady Gospodarczej przy premierze, zapewnia, że w sumie z obciążeniami na zdrowie i ubezpieczenie społeczne nie zapłacimy więcej. Pojawia się też jednak stawka 39,5 proc. dla najbogatszych. To pytanie wymaga szybkiej odpowiedzi. Kolejne pytanie – czy nasze płace zostaną „ubruttowione”? To wydaje się logiczne, ale nigdzie nie zostało powiedziane.

Pytań jest o wiele więcej. Skoro rewolucja podatkowa obejmować ma wszystkich podatników PIT i skoro obowiązek płacenia wszelakich składek zdjęty ma być z pracodawców, to co to praktycznie oznacza? Czy wyliczaniem składek zajmą się urzędnicy skarbowi? Jeśli tak, to wedle jakich zasad? Dla każdego z osobna, tak jak to robią obecnie pracodawcy? Wtedy zatrudnić trzeba będzie armię dodatkowych urzędników. A jeśli zbiorczo, to co z naszymi indywidualnymi kontami emerytalnymi w ZUS? Ile pieniędzy będzie na nie wpływać? Co z zasadą, że nasze przyszłe emerytury zależeć będą od sumy zebranych przez całe zawodowe życie składek? Czy to oznacza odwrót od reformy i przymiarkę do tzw. emerytur obywatelskich, czyli każdemu po równo i każdemu bardzo mało?

Najważniejsze w tej podatkowej rewolucji wydaje się to, że po jej wprowadzeniu obciążenia (zarówno podatkowe, jak i innymi składkami) osób najmniej zarabiających mają być o wiele niższe niż obecnie. I to jest słuszne, ponieważ relatywnie płacą one obecnie najwyższe podatki. Wysokie koszty pracy zniechęcają też pracodawców do legalnego zatrudniania osób młodych, bez doświadczenia, a także tych z małymi kwalifikacjami. Wiemy, co Platforma chce zrobić.

Teraz mamy prawo i obowiązek pytać: jak? Krok po kroku, trzeba więc pomysł dopracować, czego najwyraźniej jeszcze nie zrobiono. Pytań będzie jednak coraz więcej. To naprawdę bowiem pachnie rewolucją. W dodatku taką, która ma nie zachwiać stabilnością naszego państwa. Karkołomne zadanie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną