Bratkowski ostrzega: „oni chcą zniszczyć państwo”, publicyści komentują
Ludzie mogą sobie jeszcze nie do końca uświadamiać, że ta rewolucja może ich osobiście dotknąć – mówił Wiesław Władyka w Poranku Radia TOK FM.
Jarosław Kaczyński i jego najbliżsi współpracownicy
Facebook

Jarosław Kaczyński i jego najbliżsi współpracownicy

Jacek Żakowski
Tadeusz Późniak/Polityka

Jacek Żakowski

Wybory, czyli zderzenie cywilizacji

Rozpoczynając dyskusję publicystów, Jacek Żakowski przytoczył tekst Stefana Bratkowskiego z „Gazety Wyborczej”, gdzie pisze m.in.: „Nasze państwo, nasza cywilizacja i demokracja dalekie są od ideału. Rządzący czasem coś partolą. Ale ta cywilizacja jest naszą cywilizacją – jak ją zrobiliśmy. Oni chcą obalić, zniszczyć to państwo ze wszystkimi jego strukturami, wymienić urzędników prawie do czysta. Zwolnią wszystkich pracowników radia i telewizji – kilkuset – jak to już raz zrobili. Wymienią skład prokuratur i sądów, zmienią ich ustrój, żeby wszystko kontrolować. Już raz to robili, tyle że nie zdążyli do końca. Przejmą władzę nad policją i wojskiem. Żeby miał kto pacyfikować zamieszki!”.

Żakowski czuje, że znalazł się w szpagacie: z jednej strony jest przerażony wizją Polski po wyborach kreśloną przez Bratkowskiego, a z drugiej uspokajającym tonem Henryki Bochniarz, prezydentki organizacji pracodawców Lewiatan. – Może ta zmiana, która nam się szykuje, dla zwykłych ludzi nie ma takiego znaczenia? – pytał prowadzący audycję.

Ludzie mogą sobie jeszcze nie do końca uświadamiać, że ta rewolucja może ich osobiście dotknąć. Ona może mieć wszechogarniający charakter, dotyczyć wielu środowisk, branż, regionów, miejsc w Polsce – mówił Wiesław Władyka, który przyznał, że z niepokojem przeglądał dzisiejszą prasę, z której dowiedział się o pomysłach „głębokiej sanacji” w polskich uczelniach. Nawet jeśli, mówił publicysta POLITYKI, z niektórymi się zgadza, to obawia się ich realizacji, podszytej czystą polityką. – W tym sensie rozumiem krzyk Stefana Bratkowskiego, bardzo mocny, emocjonalny. Przed wyborami, kiedy ludzie mają jeszcze kartkę w ręku, trzeba budować również bardzo radykalne scenariusze – uważa Władyka.

Jego zdaniem Henryka Bochniarz też może mieć rację, że aż tak czarny scenariusz się nie zrealizuje ze względu na zawiłą materię rządzenia. Żakowski przypomniał, że Henry Kissinger radził, by podejmując ważne decyzje w polityce zagranicznej, rozważać zawsze najgorszy możliwy scenariusz. – Rozumiem, że Bratkowski rozważa właśnie taki najgorszy możliwy scenariusz – dodał Żakowski.

Prezes w dobrej formie

Publicyści odnieśli się do ostatnich wydarzeń w kampanii wyborczej, w tym publicznych wystąpień Jarosława Kaczyńskiego. – Tony były momentami bełkotliwe, a całość zafałszowana, ale trzeba Kaczyńskiemu oddać, że wywód był wewnętrznie spójny. To było dobrze powiedziane, ze swadą, były anegdoty i powaga, i uśmiech. Choć fundamentalnie nie zgadzam się z przesłaniem, miało jednak dar uwodzicielski – mówił Tomasz Lis.

Zdaniem redaktora naczelnego „Newsweeka” na tle niezbornych wypowiedzi premier Ewy Kopacz i kandydatki na premiera Beaty Szydło wystąpienie szefa PiS miało „intelektualną moc”. – Ale kogo to mogło uwieść? – polemizował Tomasz Wołek. – Tylko elektorat tej partii.

Wiesław Władyka zgodził się z Lisem i z Wołkiem, że wystąpienie Kaczyńskiego było adresowane do jego zwolenników, a PiS „przebił szklany sufit”, jakim było 30 proc. w sondażach. Obecnie według różnych sondaży ma od 33 proc. do nawet 40 proc. w notowaniach. – Jest więc jakaś siła przekazu, bardzo zręczna. Jarosława Kaczyńskiego przez długi czas nie było, teraz się pojawił z dużą aktywnością. Jest bardzo przemyślany, dopracowany, bardzo sprawny, w dobrej formie – uważa publicysta POLITYKI.

Wiesław Władyka wspomniał o dwóch ostatnich wystąpieniach Jarosława Kaczyńskiego – w Łowiczu i w Poznaniu. W tym ostatnim Jarosław Kaczyński przedstawił 11 punktów programowych: – 9 z nich miało charakter absolutnie rzeczowy. To były na przykład takie pomysły jak podzielenie administracyjne państwa na nowo, traktuję to jako rzecz do poważnego rozważenia. Na końcu powiało, kiedy zaczął mówić według takiej logiki: wszystkie programy i wyzwania, przed jakimi stanie państwo, muszą być zbudowane na mocnym polu wartości, że naród musi wiedzieć, po co żyje i w jaką stronę idzie. Za tym były słowa o polityce historycznej i powrocie do kanonu lektur szkolnych. To spotkało się z niezwykłym entuzjazmem sali – relacjonował Władyka.

Dlatego jego zdaniem potrzebne są takie głosy jak Stefana Bratkowskiego  żebyśmy dobrze wiedzieli, za czym głosują, co wybierają. Publicysta POLITYKI przywołał też słowa Kaczyńskiego z Łowicza, że „musimy wiedzieć, że przed nami ważne, historyczne wybory”: To, co my mówimy ze strachem, on mówił z triumfem – dodał Władyka.

Kto lubi krótkie spódniczki

Tomasz Lis uważa, że mamy do czynienia ze starciem fundamentalnym: z jednej strony między „koalicją obrony demokracji”, czyli PO, Zjednoczona Lewica, ugrupowanie Petru, w jakimś stopniu też PSL a „partiami w perspektywie koszmarnie złej zmiany” – PiS z Kukizem i Korwin-Mikkem w tle. – Ta zmiana będzie rozwalała to, co jest istotą osiągnięć ostatnich 25 lat – mówił Lis.

Zdaniem Tomasza Wołka zmiana władzy nie dotknie tylko elit, ale też zwykłych ludzi: – Pewnej książki nie będziesz mógł kupić, nie będziesz mógł włożyć na siebie jakiegoś ubioru – dodał Wołek. – No, już nie przesadzaj – żachnął się Lis. Prowadzący audycję Jacek Żakowski przypomniał jednak, że ostatnio Jarosław Kaczyński wystąpił w obronie krótkich spódniczek, chociaż w Szwecji. – Ja zresztą też jestem zwolennikiem swobodnych strojów – wyznał Żakowski.

To będzie zderzenie między ludźmi, którzy cenią swobodę i wolności, a ludźmi, którzy nawet deklaratywnie mogą o tym mówić, ale w istocie marzą, by w męce dokonywania codziennych wyborów ktoś ich wyręczałpaństwo czy jakiś przywódca – uważa Wołek, który powołał się na badania, z których wynika, że większość Polaków wolałaby, by ktoś za nich podejmował decyzje, zwłaszcza te trudne, przykre czy niosące za sobą jakieś zagrożenia. – Absolutnie należę do tej grupy, zwłaszcza kiedy mam coś kupić, radzę się sprzedawcy: „a co pan radzi”. W polityce też to działa – wtrącił Żakowski.

Tomasz Lis przypomniał, że malowany na nieuchronny obraz przyszłej Polski wcale takim nieuchronnym nie musi się okazać. Wspomniał o najnowszym sondażu Millward Brown, w którym PiS ma 32 proc. poparcia, a to nie daje zdecydowanej większości, co najwyżej „fantastycznie dysfunkcjonalną”, czyli ewentualnie z Korwinem i Kukizem. Redaktor naczelny przywołał też inne sondaże, które dają dość rozpięte notowania dla poszczególnych partii: – Na ten moment guzik wiemy – stwierdził Lis.

Posłuchaj całej dyskusji publicystów w TOK FM »

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną