Kraj

Wszystko można

Piechociński chce być premierem w rządzie PO-PiS-PSL

Janusz Piechociński na premiera? Janusz Piechociński na premiera? Maciej Śmiarowski / Kancelaria Prezesa RM
Janusz Piechociński przewiduje powstanie w przyszłym parlamencie koalicji PiS, PO i PSL. W dodatku widzi się jako premier wysunięty przez trójczłonową koalicję.

W kampanii wyborczej, jak już od dawna wiadomo, można wszystko powiedzieć, zwłaszcza że nadal obowiązuje prawda, że w polityce nigdy nie mów nigdy. Janusz Piechociński oświadczył właśnie, że przewiduje powstanie w przyszłym parlamencie koalicji PiS, PO i PSL, choć jednocześnie zaznaczył, że PSL nie dołączy do PiS jako partner do rządzenia, gdyby partia Jarosława Kaczyńskiego taką propozycję złożyła.

Zagmatwane to i niejasne, niemniej komunikat poszedł w świat, a ludzie odebrali go jako początek targów PSL i kalkulacji politycznych wychylonych w różne strony. Jeszcze do tego Piechociński nie krył, że widzi się jako premier wysunięty przez trójczłonową koalicję. Nie brak szyderstw w internecie i naśmiewania się z lidera PSL, z czym powinien był się liczyć, gdy rozmawiał z dziennikarzem i popuszczał wodze fantazji, ambicji i, niestety, śmieszności.

Spokojnie na rzecz patrząc – mamy takie oto przesłanki i znaki. PSL próbuje zaczarować rzeczywistość i przekonać przede wszystkim, że do parlamentu wejdzie. Nota bene, sądzę, że rzeczywiście wejdzie, choć sondaże tego na razie nie gwarantują.

A jak wejdzie – w wyobrażalnych konfiguracjach, a jest ich wiele, bo niewiele wiadomo na pewno – może się liczyć i dokładać się ze swoją pulą mandatów. Janusz Piechociński już otwiera przetarg, a to dopiero początek targowania się. Przy okazji promuje sam siebie, z czym zresztą nigdy nie miał większych kłopotów. Przypomnieć może warto, że w latach 2005–2007, gdy Jarosław Kaczyński szukał koalicjantów i znalazł w Lepperze i Giertychu, ówczesny szef PSL Waldemar Pawlak mu odmówił.

Fantasmagoria PiS plus PO plus PSL wydaje się dzisiaj tak aberracyjna, że tylko można wzruszyć ramionami. Przecież wyobraźnia podpowiada scenariusze wedle zasady: jeśli tak, to tak, jeśli Szydło, to Schetyna, a aparaty się dogadają, jeśli Kaczyński nie będzie przeszkadzał. I tak dalej...

Tyle tylko, że jest Kaczyński. Jeśli go posłuchać – a mówi ostatnio chętnie i dużo – wydaje się, że ma przygotowanych sporo scenariuszy, zapowiada wielkie zmiany. I to na każdym właściwie polu, od bazy poczynając, a na nadbudowie kończąc (albo w drugą stronę). Nie ma tam miejsca dla Janusza Piechocińskiego jako premiera i w ogóle. Chyba że w charakterze przystawki.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Brunatne Podhale: Fajne chopaki, ideologiczne i narodowościowe

„Mundury – co tam. Schludnie ubrani. Po Chochołowskiej chodzą? A gdzie mają chodzić? Co do tych Żydów, to raczej niepotrzebnie na nich krzyczą. On osobiście raczej by nie krzyczał. Ale Żydzi są przebiegli, mają pieniądze, rządzą na świecie. Tak było, jest i będzie”.

Przemysław Witkowski
24.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną