Prof. Andrzej Leder o polskiej duszy i poczuciu skrzywdzenia

Nasze krzywdy i winy
Profesor Andrzej Leder, filozof i psychoterapeuta, o duszy Polaka i polskiego społeczeństwa.
„Jesteśmy swojakami i będziemy tej naszej swojskości bronić przed zagrożeniami, które uosabiają tak naprawdę naszą głęboką frustrację i niezadowolenie”.
Łukasz Dejnarowicz/Forum

„Jesteśmy swojakami i będziemy tej naszej swojskości bronić przed zagrożeniami, które uosabiają tak naprawdę naszą głęboką frustrację i niezadowolenie”.

„Chłopska kultura jest kulturą krzywdy – a już w szczególności chłopska kultura folwarczna”. Obraz Aleksandra Kotsisa „Ostatnia chudoba”, 1870 r.
repr. Wojciech Kryński/Forum

„Chłopska kultura jest kulturą krzywdy – a już w szczególności chłopska kultura folwarczna”. Obraz Aleksandra Kotsisa „Ostatnia chudoba”, 1870 r.

Andrzej Leder, filozof kultury, psychiatra. Kieruje Zespołem Filozofii Kultury w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN.
Karol Serewis/EAST NEWS

Andrzej Leder, filozof kultury, psychiatra. Kieruje Zespołem Filozofii Kultury w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN.

„Sprawność Jarosława Kaczyńskiego pozwoliła mu zbudować blok na bazie symboliki wspólnej w jakimś stopniu i konserwatystom miejskim, i tradycyjnej wsi”.
Simona Supino/Forum

„Sprawność Jarosława Kaczyńskiego pozwoliła mu zbudować blok na bazie symboliki wspólnej w jakimś stopniu i konserwatystom miejskim, i tradycyjnej wsi”.

Jerzy Baczyński, Edwin Bendyk, Ewa Wilk: – Dynamika zdarzeń politycznych jest zaskakująca, zmierza do przesilenia, jakiego wcześniej się nie spodziewaliśmy. Nadchodzące wybory – ze względu na charakter podziałów politycznych w Polsce – to coś więcej niż normalna rotacja partii. Wyraźnie dochodzi do zderzenia dwóch polskości. Kogo i co reprezentuje PO, kogo i co reprezentuje PiS, główne siły polityczne? A kogo i co reprezentuje Paweł Kukiz, bo to jest fenomen, który w tym roku wstrząsnął naszą polityką?
Andrzej Leder: – W polityce podstawową logiką jest logika symboli. Siła podmiotów politycznych, ugrupowań i partii, w dużym stopniu opiera się na tym, jak potrafią posługiwać się tą logiką. Problem opcji liberalnej w Polsce polega na tym, że to mieszczaństwo, które doszło do władzy po 1989 r., nie wypracowało oryginalnego systemu symboli, które uprawomocniałyby jego hegemonię. Na tyle silnego, by pozwalało to powiedzieć: to my jesteśmy tymi najgodniejszymi w społeczeństwie, najlepiej je rozumiemy i dlatego to my wyznaczamy drogę. Najsilniejsze w Polsce uprawomocnienie opiera się na tradycji, przede wszystkim tradycji męczeństwa. Na dodatek zdarzył się Smoleńsk, wydarzenie o bardzo mocnym historycznym sensie. Takie, które zmienia bieg historii. Smoleńsk umocnił siłę symboliki konserwatywnej, nawiązującej do wizji Polski skrzywdzonej, zawsze cierpiącej. Ten rodzaj uzasadnienia i ta symbolika dają w Polsce bardzo silną prawomocność polityczną, taką która pozwala bardzo wielu indywidualnym osobom z poczuciem krzywdy włączyć się w silną, zbiorową podmiotowość polityczną. Obecnie mamy do czynienia ze zderzeniem słabego nowoczesnego mieszczaństwa z silnym mieszczaństwem konserwatywnym, bo – dodajmy – PO i PiS reprezentują mieszczaństwo. I niezależnie od tego, kto wygra wybory, w Polsce hegemonia mieszczaństwa pozostanie.

Posługuje się pan pojęciem mieszczaństwa. Jak pan je rozumie?
Można używać też kategorii klasa średnia. Ale ona została wypracowana przede wszystkim w anglosaskiej tradycji myślenia i odzwierciedla społeczeństwo, które ma inną niż nasze genealogię. Tak czy inaczej, pozycja społeczna tej grupy umieszcza ją na pozycji swego rodzaju „obrotowego” życia politycznego w nowoczesnych społeczeństwach.

Czyli dwie największe partie pan traktuje jako mieszczańskie. Jedna bardziej liberalna, druga bardziej konserwatywna. Czy one obsługują też w sensie politycznym pozostałe grupy społeczne, np. wieś?
Myślę, że polityczna sprawność Jarosława Kaczyńskiego pozwoliła mu zbudować blok na bazie symboliki wspólnej w jakimś stopniu i konserwatystom miejskim, i tradycyjnej wsi. A jeszcze tym wszystkim, którzy czują się skrzywdzeni, wykluczeni. Wspólna narracja narodowego heroizmu i krzywdy mobilizuje nie tylko konserwatywną część mieszczaństwa, ale również wieś, część prekariatu, część proletariatu. To rodzaj sojuszu, który z jednej strony daje siłę polityczną, ale z drugiej jest niebezpieczny. Historia uczy, że tego rodzaju sojusze potrafią co najmniej zagrażać demokracji, bo z punktu widzenia tych ludzi demokracja nie jest najwyższą wartością.

W pańskim opisie historyczno-społecznym, znanym choćby z głośnej książki „Prześniona rewolucja”, kategoria krzywdy jest czymś fundamentalnie ważnym, to jest ta główna emocja polityczna. Polska odbiera hołdy za swój niebywały sukces, ludzie – jak wskazują choćby diagnozy prof. Janusza Czapińskiego – mają poczucie także indywidualnego sukcesu. I nagle okazuje się, że kilkadziesiąt procent społeczeństwa żywi poczucie krzywdy. Kto ich skrzywdził, w jaki sposób? Jaką krzywdę zagospodarowuje PiS?
W Polsce często łączy się sprawność i sukces w wymiarze indywidualnym z głębokim poczuciem rozczarowania i nieufności w stosunku do szerszej wspólnoty, przede wszystkim politycznej, a także państwa z jego instytucjami. To na tym poziomie brakuje właśnie wspólnych symboli, które łączyłyby sukcesy indywidualne w poczucie sukcesu wspólnego. Z przyczyn historycznych to właśnie poczucie krzywdy jest czynnikiem budującym tożsamość. Do tego dołącza się ciągła frustracja na styku obywatel–państwo, w kontakcie z urzędem, służbą zdrowia, szkołą… A na dodatek, poza „zadowolonymi” z badań Czapińskiego, bardzo duże grupy mają zupełnie realne powody do niezadowolenia.

Za mało zarabiają?
Chodzi przede wszystkim o to, że bardzo wielu ludzi zarabia na tyle mało, że odbiera im to życiowe perspektywy. To zaś oznacza pułapkę. Argument, że i tak mają lepiej niż za PRL, niczego nie daje, bo co ich to miałoby obchodzić; z ich punktu widzenia problemem są tak fundamentalne kwestie jak niemożność założenia samodzielnej rodziny i realizacji jakiegokolwiek życiowego planu. Nie mogą znaleźć stałej pracy, nie dostaną kredytu, mieszkają kątem, nie stać ich nawet na porządne wesele. Łączy się więc realna, głęboka frustracja bardzo licznych grup, częste upokorzenie w kontakcie z instytucjami państwa, i wreszcie jeszcze jedno. Specyficzny „rozjazd” pomiędzy ogromnymi, godnościowymi aspiracjami karmionymi opowieściami o Wielkiej Rzeczpospolitej a wielowiekowym doświadczeniem braku uznania. Przecież 70 proc. społeczeństwa wywodzi się z warstwy chłopskiej, a dla bardzo wielu jest to tkwiąca gdzieś w „kościach” tradycja kultury folwarcznej.

Zatem w Polsce poczucie krzywdy łączy się z brakiem poczucia uznania, poszanowania godności. Ludzie są zadowoleni z życia w swoim małym kręgu prywatnym, lecz bardzo wielu kompletnie nie umie tego przełożyć na praktyki instytucjonalne. Na poczucie godności związane z przynależnością do państwa, samorządu, jakiejś instytucji, organizacji. To również przekłada się na poczucie krzywdy. Te rozmaite przyczyny zbiegają się w uogólnionym przeświadczeniu, że rzeczywistość nie jest taka, jak powinna być. Pojawia się poczucie krzywdy na poziomie politycznym. Bardzo pouczający jest historyczny przykład Niemiec z drugiej połowy XIX w., po wygranej wojnie z Francją. W sensie cywilizacyjnym niemieckie mieszczaństwo osiągnęło olbrzymi sukces, a całe społeczeństwo niemieckie awansowało wtedy tak, jak my w ciągu ostatnich 25 lat. Ale zabrakło podmiotowości politycznej, tę „ukradł” król pruski. Więc jednocześnie w Niemczech rozwijało się głębokie poczucie krzywdy i nieuznania, które wyraziło się w narastającej rewindykacji nacjonalistycznej – jesteśmy krajem, który ma za mało kolonii, którego Anglicy nie szanują… Ostatecznie sprowadziło się to do mitologii – my byliśmy Hermanem, który pokonał Rzymian w Lesie Teutoburskim, a teraz co?! Mamy pracować w jakichś fabrykach, urzędach? Ogromny, zawarty w tym resentyment – wiemy, czym skutkował w niemieckiej polityce.

W społeczeństwie przemysłowym ważnym źródłem tożsamości i godności była przynależność do grupy zawodowej. Ale takich grup jest coraz mniej i – jak górnicy – są coraz mniej liczne.
Tak, skądinąd przywódcy komunistyczni, przede wszystkim Edward Gierek, potrafili znakomicie operować uszanowaniem godności zbiorowej. Wyciskał z górników potwornie ciężką pracę, ale płacił ostentacyjnym okazywaniem szacunku. Dzisiaj, ze strony liberalnej, takich umiejętności brakuje i Polacy, którzy w procesie transformacji nie stali się przedsiębiorcami, mieszczaństwem albo klasą średnią, mają deficyt takiego uznania. A przecież ogromna większość nie zakłada swoich firm, tylko pracuje najemnie. Jeśli mało zarabiali, to mówiło się im, że są beznadziejni, przegrani, głupi, że są homo sovieticus itd. To rodzi głęboką urazę nakładającą się na kiepską sytuację materialną. W dawnych wielkich robotniczych skupiskach, jak np. Nowa Huta, rozwijają się potężne ruchy, także kibicowskie, będące w gruncie rzeczy wyrazem rewindykacji godnościowej. Narodowcy, którzy robią marsze niepodległości, to także przykład takiej rewindykacji. Oni chcą uznania. Ich rodzicom odebrano godność życia, oni też nie mają specjalnie perspektyw. Jedynym sensem jest próba wpisania się w wielką narrację: „My, naród”.

Pan przestrzega przed dewastującą mocą poczucia krzywdy. Pisze, że niczym jej nie można nakarmić, jedynie zemstą.
Dlatego tak ważne było rozliczenie z okresem komunistycznym. Za poczucie krzywdy wyniesione z PRL wiele osób nie uzyskało nawet symbolicznego zadośćuczynienia, gest pojednania Adama Michnika z Czesławem Kiszczakiem był dla nich niezrozumiały, wręcz niszczący.

Wynieśli to poczucie krzywdy z PRL czy z upadku PRL?
Stan wojenny, zniszczenie podmiotowości zbiorowej, jaką była Solidarność i upodlenie lat 80., to źródła bardzo głębokiego poczucia krzywdy; niekoniecznie związane z tym, że ktoś bardzo źle się miał materialnie. Sądzę zresztą, że ówczesne zniszczenie Solidarności jest jednym z podstawowych powodów, dla których nie daje się w Polsce obronić symboli politycznych, które byłyby jednocześnie związane z nadzieją i nowoczesne. A potem rozpad znanego modelu życia społecznego i transformacja ekonomiczna w duchu neoliberalnym, stawiająca przede wszystkim na indywidualny sukces, dodały do tego ogromny ładunek poczucia krzywdy wśród tych, którym się z takich czy innych przyczyn nie udało. Nie spotkało się ono z żadną symboliczną odpowiedzią. Lech Wałęsa miał rację w swoich intuicjach politycznych – wiedział, że potrzebny jest jakiś rodzaj symbolicznego odwetu, połączonego z zaspokojeniem poczucia sprawiedliwości. Brak tego dał bardzo dużą siłę polityczną całemu odłamowi kwestionującemu prawomocność III RP.

Jak mogłaby wyglądać ta „symboliczna zemsta”?
Mądra ustawa dekomunizacyjna i lustracyjna. Mądra, bo ta, którą uchwalono, miała charakter narzędzia służącego przeprowadzeniu czystki. Może mogłoby to odbyć się w podobny sposób, jak to Mandela wymyślił dla Afryki Południowej.

Polacy chyba niechętnie się rozstają ze swoim poczuciem krzywdy. Celebrują je. Celebrowalibyśmy je również, gdyby w kranach była wyłącznie ciepła woda i wszyscy żylibyśmy jak w Danii? Pan opisywał kobietę – Polkę, która jest pod stałą opresją męża, ale ta opresja daje jej wewnętrzną siłę. Czyż nie tak samo jest z naszą zbiorowością?
Tak, poczucie krzywdy właśnie w tym sensie jest potężne, uprawomocniające. Rozbudowuje całą masę rytuałów i sensów, które nasycają indywidualne życie. To często jest ważniejsze niż ta ciepła woda w kranach. W Polsce kultura skupiona wokół celebrowania poczucia krzywdy jest bardzo rozbudowana. Źródła wszyscy znamy – uczymy się o nich w szkole. To źródło szlacheckie – wszystkie nasze przegrane powstania, nasze wdowy. Oraz źródło chłopskie. Chłopska kultura jest kulturą krzywdy – a już w szczególności chłopska kultura folwarczna. To wszystko jest bardzo silnie w polskiej zbiorowej pamięci zapisane. Łącznie z rytuałem wódczanym: jak się pije, w imię czego się pije, co się potem robi, gdy się już popije.

Czy polskie mieszczaństwo – w swej genealogii folwarczne – pociągnęło soki z tej kultury krzywdy?
Oczywiście, choć część próbuje oderwać się od tego dziedzictwa i stworzyć w miarę nową kulturę. Sięga po wzorce, które wywodzą się ze współczesnej kultury globalnej, czego nieco zabawnym wyrazem są egzotyczne mody żywieniowe w środowiskach wielkomiejskich. Poszukuje takiej kultury, która będzie stanowiła alternatywę wobec tej zakorzenionej w poczuciu krzywdy. Ale tradycyjna jest wciąż silniejsza symbolicznie.

Trzeba dodać, że poczucie dziedziczonej krzywdy żywi się tłumionym poczuciem winy. Ważnym jego źródłem jest ciągle jeszcze nieprzepracowana pozycja świadka zagłady Żydów. To doświadczenie było o wiele powszechniejsze niż na przykład udział w ruchu oporu. Również bycie świadkiem tego, co stało się po 1945 r., czyli rozbicia dawnej struktury społecznej przez komunistów i Rosjan, wojny domowej, unicestwienia ziemiaństwa, terroru. Te dwa wydarzenia, z których na dodatek duża część społeczeństwa profitowała – pozostawiły osad poczucia winy, paradoksalnie napędzający poczucie krzywdy. To w sumie takie ogólne poczucie „nie w porządku”. Ja jestem nie w porządku i cały świat jest nie w porządku.

Jarosław Kaczyński dobrze uosabia krzywdę, zwłaszcza od czasu Smoleńska. On w sobie ją nosi, wygląda na takiego skrzywdzonego od dziecka. Ale jednocześnie on tę krzywdę pobudza. Bez przerwy ją przypomina, jak nie ma faktów, to je wymyśli. Wskazuje obiekt zemsty i obiecuje odwet?
Tak sądzę. Podobnie mógłby robić inny polityk, poczynając od Antoniego Macierewicza. Ale Kaczyński jest poza wszystkim sprawnym politykiem demokratycznym. Potrafi działać w warunkach polityki masowej, uruchamiać masowe poparcie i rozbudzać nadzieję wyrażającą się w okrzykach: „Jarosław, Polskę zbaw”.

Czy Paweł Kukiz też odwołał się do poczucia krzywdy?
Pierwszą potrzebą polityczną tych, którzy przeżywają silne poczucie krzywdy i wykluczenia ze wspólnoty politycznej, jest powiedzieć: Nie! Kukiz moim zdaniem nie mówi nic więcej. Wykrzykuje: Nie! w sposób wiarygodny. I na tym polega jego funkcja polityczna – pokoleniu wyobcowanemu ze świata polityki dał pretekst do wykonania pierwszego politycznego aktu, wykrzyknięcia: Nie!

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną