List wigilijny do Pana Profesora Jana Dudy
Nie głosowałem na Pana syna w wyborach. Prawdę mówiąc, od początku miałem co do niego duże obawy.
Prezydent Andrzej Duda.
Facebook

Prezydent Andrzej Duda.

Prezydent elekt Andrzej Duda z żoną Agatą i rodzicami – Janiną i Janem.
Jacek Bednarczyk/PAP

Prezydent elekt Andrzej Duda z żoną Agatą i rodzicami – Janiną i Janem.

Szanowny Panie Profesorze,

zwracam się do Pana, mając w pamięci kilka długich rozmów, które przeprowadziliśmy kilka miesięcy temu, kiedy to Pana syn został wybrany prezydentem Rzeczpospolitej.

Opowiadał mi Pan wtedy (na potrzeby tekstu „Ród Dudów”, który ukazał się w POLITYCE 31 maja tego roku) o historii Waszej rodziny i wartościach, jakie starał się Pan zaszczepić Andrzejowi. Była to, mam wrażenie, relacja szczera.

Dowodem choćby to, co mówił Pan o realiach PRL – nie krył Pan bowiem rozmaitych niuansów tego okresu. Przyznawał Pan choćby, że po marcu 1968 r. zaangażował się Pan w działalność Zrzeszenia Studentów Polskich. Potwierdzał Pan również, że po 1981 r. na Pana uczelni przyzwoicie zachowywali się także partyjni i że nie bez powodu miał Pan wśród nich przyjaciół. Nie próbował się Pan też kreować na wielkiego opozycjonistę. Przyznawał nawet, że pomysł porozumienia przy Okrągłym Stole przyjął z entuzjazmem, a cała rodzina sympatyzowała z Adamem Michnikiem, czytała „Gazetę Wyborczą” i głosowała na Lecha Wałęsę.

Mówił Pan też pięknie o dumie, o patriotyzmie – pojmowanym głównie jako wdzięczność dla tych, którzy walczyli o Polskę. I o tym, że Pana dziadowie mogli być pewni, że w rodzinie Dudów nikt nikomu nie odda swojej duszy.

Nie głosowałem na Pana syna w wyborach. Prawdę mówiąc, od początku miałem duże obawy co do kierunku, jaki przybierze jego prezydentura. Lecz trudno nawet powiedzieć, że się one potwierdziły. Bo nigdy przede wszystkim nie przypuszczałem, że to akurat prezydent Andrzej Duda poważy się łamać konstytucję Rzeczpospolitej. Przede wszystkim zaś, że przyłoży rękę do likwidowania Trybunału Konstytucyjnego, obrażając przy okazji najwybitniejszych polskich prawników (rzecz nie tylko w tym, że obaj jesteśmy absolwentami tego samego Wydziału Prawa UJ).

Nie przypuszczałem także, że to akurat prezydent Andrzej Duda będzie obrażał ludzi, którzy wywalczyli dla mojego i jego kraju wolność. Ani że to prezydent Andrzej Duda będzie negował – używając na dodatek słowa „wstyd” – dorobek Wolnej Polski.

I wreszcie: nie sądziłem, że prezydent Andrzej Duda nie będzie choćby próbował dochować słów przysięgi, którą złożył, obejmując urząd. Ta mówi i o dochowaniu wierności postanowieniom konstytucji, i o dbaniu o dobro ojczyzny i pomyślność obywateli.

Niepisaną zaś powinnością głowy państwa jest dążenie do porozumienia między siłami politycznymi i tonowania nastrojów wśród obywateli. Niestety, prezydent Andrzej Duda, nie tylko w mojej ocenie, nic w tej mierze nie zrobił. To m.in. dlatego tysiące Polaków wyszło ostatnio w proteście na ulice.

Tym bardziej, Panie Profesorze, chciałbym prosić Pana o chwilę refleksji – zwłaszcza że czas tych akurat świąt temu sprzyja. Może podczas wigilijnej kolacji – jako Ojciec – powinien Pan z synem o tych wątpliwościach porozmawiać? Właśnie w imię wartości Waszej rodziny, o których mi Pan mówił. Choćby tego, że nikomu nie powinno się oddawać duszy.

Szanowny Panie Profesorze,

pozwalam sobie życzyć Panu dobrych świąt. Obyśmy w nadchodzącym 2016 r. w Polsce znowu mogli cieszyć się wolnością. I oby słowo „demokracja” odzyskało swe właściwe znaczenie.  

                                                                                                             Z poważaniem
                                                                                                             Krzysztof Burnetko

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną