Dorota Kania skazana za wyłudzenie 270 tys. zł od rodziny Marka Dochnala
Autorkę „Resortowych dzieci” i czołową „dziennikarkę niepokorną” sąd skazał na dwa lata więzienia w zawieszeniu.

„Dorota Kania dopuściła się zamachu godzącego w prawidłową działalność instytucji państwowych, a powodem jej działania była chęć osiągnięcia korzyści majątkowej” – orzekł Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi. O wyroku poinformowała „Gazeta Wyborcza”. Ogłoszony w lipcu 2015 roku nieprawomocny wyrok został zaskarżony przez Kanię pod koniec stycznia 2016 roku.

Kania, od kilku lat w „Gazecie Polskiej”, specjalizująca się w ferowaniu oskarżeń o współpracę z bezpieką wobec osób niechętnych PiS, pod koniec 2005 r. zaproponowała Aleksandrze Dochnal transakcję. W zamian za pożyczkę miała użyć wpływów w PiS, który właśnie doszedł do władzy, by doprowadzić do zwolnienia z aresztu jej męża (Marek Dochnal był za kratami od września 2004 roku za skorumpowanie posła SLD Andrzeja Pęczaka).

Kania miała zapewniać Dochnal, że jest zaprzyjaźniona z ówczesnym prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego żoną, na dowód opowiadając o kulisach PiS i swych przyjaźniach z Jarosławem Kaczyńskim czy Zbigniewem Ziobrą. Dzięki wpływom Kani sprawę Dochnala przeniesiono do innej prokuratury, a jego adwokatów przyjęto w ministerstwie sprawiedliwości.

Dorota Kania nie zgłaszała „pożyczek”

Od żony Dochnala Kania otrzymała pieniądze w kilku ratach, od kilkunastu tysięcy do 100 tys. zł. Jak podkreślał sąd, Dochnal „pożyczała” pieniądze, bo obawiała się, że jeśli tego nie zrobi, sytuacja jej męża się pogorszy. „Pożyczki” nie zostały jednak zgłoszone do urzędu skarbowego, a Kania nie zapłaciła od nich podatku.

Zeznający w trakcie procesu Zbigniew Ziobro (wtedy prokurator generalny) i Janusz Kaczmarek (prokurator krajowy) potwierdzili, że dziennikarka wywierała naciski. „Była zaangażowana w sprawę Marka Dochnala nie tylko na niwie zawodowej, oprócz publikowania artykułów prasowych podejmowała również działania w przedmiocie przeniesienia sprawy do innej jednostki” – zeznał Ziobro.

Sprawa Kani zaczęła się jesienią 2007 r., gdy po wyborach parlamentarnych zwolniony z aresztu Dochnal opowiedział o sprawie w TVN. Kania broniąc się, przedstawiała wersję o „politycznej zemście”.

Parę miesięcy później Kania zaczęła pracować w „Gazecie Polskiej”. Zajmowała się głównie pisaniem o lustracji i korupcji. W książce „Resortowe dzieci”, razem z Jerzym Targalskim i Maciejem Maroszem, zlustrowała rodziny polskich dziennikarzy.

Za swoją „twórczość” dostała nagrodę zdominowanego przez propisowskich publicystów Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Aktualizacja (19.02.2018): Kania jednak uniewinniona

W sierpniu 2016 roku Sąd Apelacyjny uniewinnił Kanię. Wszelkie wątpliwości rozstrzygnął na jej na korzyść. Uznał, że działanie dziennikarki nie wypełnia znamion płatnej protekcji (a nie wyłudzenia, jak podaliśmy pierwotnie). Sąd przyjął, jak pisał Mariusz Jałoszewski w serwisie Oko.press, że Kania „kreowała się na osobę wiele mogącą i wiele znaczącą”. Ale było to tylko chwalenie się. Sąd nie znalazł dowodu, że znajomość z żoną D. miała podłoże korupcyjne.

Prokuratura opolska, która oskarżała dziennikarkę w tej sprawie, w sierpniu 2016 roku, a więc już za obecnych rządów PiS, napisała kasację do Sądu Najwyższego, zarzucając sądowi apelacyjnemu m.in. błędną ocenę przesłanek przestępstwa polegającego na powoływaniu się na wpływy oraz naruszenie przepisów procesowych, m.in. nieodniesienie się do wszystkich dowodów.

Ale kilka dni po złożeniu kasacji prokuratura ją wycofała. W tej sytuacji, w grudniu 2016 roku, Sąd Najwyższy nie miał innego wyjścia, niż pozostawić odwołanie bez rozpoznania. To ostatecznie zakończyło proces Kani. Formalnie dziennikarka jest osobą niewinną.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj