KOD prześwietlony

Komitet gorszego sortu
Ludzie się skrzyknęli w internecie i stworzyli KOD. Szybko odnieśli sukces. W ślad za nim przyszły kłopoty. KOD się kończy czy wręcz przeciwnie?
Demonstracje KOD pod hasłem „W obronie twojej wolności” w Warszawie.
Joanna Borowska/Forum

Demonstracje KOD pod hasłem „W obronie twojej wolności” w Warszawie.

Demonstracje KOD pod hasłem „W obronie twojej wolności” w Gdańsku.
Łukasz Dejnarowicz/Forum

Demonstracje KOD pod hasłem „W obronie twojej wolności” w Gdańsku.

Lider KOD Mateusz Kijowski: – Zgłaszają się do nas różni ludzie, również nadaktywni, z przerostem ambicji.
Andrzej Iwańczuk/Reporter

Lider KOD Mateusz Kijowski: – Zgłaszają się do nas różni ludzie, również nadaktywni, z przerostem ambicji.

audio

AudioPolityka Piotr Pytlakowski - Komitet gorszego sortu

To, że rośnie groźny przeciwnik, natychmiast zauważył prezes PiS i narzucił ton rozmowy o Komitecie Obrony Demokracji: „W Polsce jest fatalna tradycja zdrady narodowej. To jest w genach niektórych ludzi, najgorszego sortu Polaków”. Dopytywany o szczegóły sam zadał pytanie: „Czy gestapo i akowcy to ten sam sort ludzi?”. Na manifestacji PiS rzucił hasło: „Cała Polska z was się śmieje, komuniści i złodzieje”. Potem pojawiły się swoiste dla prawicy spod znaku PiS bon moty o demonstrantach: protesty to kwiczenie świń odrywanych od koryta, a w manifach uczestniczą wyłącznie ludzie w norkach i szynszylach. Głównie starzy, zero młodych.

Przeciwko KOD skrzyknęli się prawicowi hejterzy. Ktoś otworzył fałszywą stronę ruchu. Założono na Facebooku kilka fałszywych grup, rzekomo działających w ramach KOD. Próby kompromitacji przy pomocy internetowej prowokacji wprowadziły trochę zamieszania, ale szybko zostały rozszyfrowane. Jeden z tropów prowadził do proputinowskiej Zmiany.

Koderzy (uczestnicy protestów KOD) dostali prezent. „Najgorszy sort Polaków” i „Komuniści, złodzieje i gestapowcy” – to najczęściej pojawiające się napisy na transparentach. Wojnę na hasła KOD wygrał, ale wizerunkowo przegrał, kiedy na konferencji prasowej lider ruchu Mateusz Kijowski wystąpił razem z politykami opozycji, główna zaś informacja o nim po prawej stronie dotyczyła niespłaconych alimentów i że jego rodzina „była związana z komunistycznym aparatem represji”, jak wytropił sam minister Jarosław Gowin. Szybko zrozumiano, że eksponowanie na pierwszej manifestacji polityków to błąd. Trudno było potem tłumaczyć, że KOD nie jest ruchem politycznym, narodził się w innym gronie i powstał z powodu bezradności polityków opozycji, którzy nie wiedzieli, jak reagować na ewidentne łamanie konstytucji przez nową władzę.

Krzysztof Łoziński, niezależny publicysta i pisarz, w czasach PRL działacz opozycji antykomunistycznej, w listopadzie 2015 r. na stronie portalu „Studio Opinii” opublikował artykuł „Trzeba założyć KOD”. Pierwszy użył nazwy Komitet Obrony Demokracji i nakreślił sposób działania nowego ruchu, trochę na wzór Komitetu Obrony Robotników, w którym w latach 70. sam aktywnie działał. „I trzeba pamiętać – napisał – celem nie jest obalanie legalnie wybranych władz, ale obrona demokracji, praworządności, praw człowieka, praw obywatelskich i prawdy”. To zainspirowało nieznanego nikomu informatyka Mateusza Kijowskiego, aby 20 listopada (dwa dni po artykule Łozińskiego) otworzyć na Facebooku stronę pod nazwą KOD.

Po kilku dniach grupa KOD na FB liczy już 50 tys. i ciągle przyrasta. Kijowski dostaje wsparcie z kilku miast od nieznanych osób. Chcą przyjechać do Warszawy i pogadać twarzą w twarz. 2 grudnia dochodzi do spotkania w wynajętej od jednej z fundacji salce. 21 osób (czyli członkowie założyciele) zakłada już formalny KOD. Uchwalają powołanie stowarzyszenia, układają tymczasowy statut, wybierają zarząd. Do czasu sądowej rejestracji władzę dzierży Komitet Założycielski. Procedura rejestracji może, zgodnie z prawem, trwać do trzech miesięcy (najpierw wniosek opiniuje organ nadzorujący, w tym przypadku Urząd M.St. Warszawa, potem rejestruje sąd).

Ustalają, że pora wyjść na powierzchnię. Organizują pierwsze nieśmiałe pikiety. Kilkanaście osób, kilkadziesiąt, wreszcie prawie 300. Stoją z transparentami przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego i wyglądają dość żałośnie. Jest zimno, przechodnie mijają ich obojętnie. Prawicowe media kpią z działaczy KOD. A potem?

Potem już nie kpią. Na pierwszą warszawską manifestację przychodzi według szacunków policji 10 tys. osób, według władz miasta ok. 20 tys., a według organizatorów przynajmniej dwa razy więcej. To już jest siła, z którą władza musi się liczyć.

Łagodna obrona demokracji

W tramwaju dojeżdżającym do placu Unii Lubelskiej tłok. Młody mężczyzna ogłasza: „Przystanek Demokracja, wysiadamy”. Tramwaj pustoszeje, tłum podąża w kierunku alei Szucha. Jest biało-czerwony i niebieski. – Dobrze się tu czuję – mówi pan w średnim wieku. – Ludzie tacy jacyś życzliwi dla siebie.

Andrzej Celiński (w PRL opozycjonista z pierwszego szeregu) prowadzi pod rękę uśmiechniętą starszą panią. Potem napisze na Facebooku, że to była jego mama, ponad 96-letnia Zofia Celińska, siostra Jana Józefa Lipskiego: „Kiedy jakiś łotr mówi o złogach komunizmu, potem opowiada, kto skupia się wokół Trybunału – Ona, Sprawiedliwa Wśród Narodów Świata, komandor Orderu Odrodzenia Polski, czuje obowiązek być tam, gdzie każdy, kto ceni wolność, być powinien”. Pani Zofia na tyle ceni wolność, że uprosiła syna, aby zabrał ją na manifę KOD. Chcąc nie chcąc, zgodził się, a potem nie mógł nadążyć za swoją mamą, kiedy ta dziarsko maszerowała.

Znajomy dziennikarz: – Jeździłem po Azji. Dowiedziałem się o demonstracji. Skróciłem pobyt, przebukowałem bilety, żeby zdążyć. Musiałem tu być.

Pan z Nasielska: – Tutaj czuję, że nie jestem sam. Że mój protest jest ważny, bo łączy się z protestem tysięcy innych.

Tłum maszeruje w kierunku Sejmu. Przy placu Na Rozdrożu na chodniku stoi Maciej Jankowski, związkowiec, były szef Regionu Mazowsze Solidarności. Kilka dni wcześniej gościł u Moniki Olejnik w „Kropce nad i”. Położył na stoliku order otrzymany od prezydenta Lecha Kaczyńskiego. „Profesor Bartoszewski mawiał, że jak nie możesz nic zrobić, to zachowaj się przyzwoicie. To przyzwoicie będzie, jak się pozbędę tego orderu” – oświadczył i dodał, że to jego protest przeciwko niszczeniu demokracji przez PiS. Tłum na placu Na Rozdrożu bije Jankowskiemu brawo.

Kolejne demonstracje – i ta w obronie TK, i ta przeciwko zawłaszczaniu mediów publicznych, i ta w obronie demokracji – są coraz lepiej zorganizowane. Uczestnicy, początkowo nieśmiali i trochę zagubieni, nabierają doświadczenia. Już wyczuwają rytm manifestacji, śpiewają wraz z innymi, skandują, używają trąbek, zgodnie machają flagami i podskakują, bo „kto nie skacze, ten jest z PiS-em”. Duch wspólnego protestu jednoczy ludzi.

Fala wzbudzona przez KOD rozlewa się po kraju. W ostatnich sobotnich protestach manifestowano w kilkudziesięciu miastach. To zamach na demokrację, oznajmiają politycy PiS. To obrona demokracji, odpowiada tłum. Trzeba powiedzieć, że łagodna forma obrony. Bez wyzwisk, palenia opon, wygrażania. Z uśmiechami, wzajemną życzliwością i śpiewaniem hymnu. Mateusz Kijowski śpiewa do megafonu. Ma silny głos.

Krzysztof Łoziński mieszka pod Giżyckiem i to jest główny powód, że w KOD pełni jedynie funkcje honorowe. Ale bacznie wszystko obserwuje i doradza. Kiedy pisał artykuł o potrzebie powołania KOD, nie spodziewał się aż takiego odzewu. – Miałem wcześniej negatywne doświadczenia – mówi. – Napisałem przed wyborami z Piotrem Rachtanem „Raport Gęgaczy”, gdzie ostrzegaliśmy przed tym, co nastąpi, jeśli PiS wygra, ale reakcją była cisza.

KOD wyobrażał sobie jako mały KOR. Zaskoczyło go, że powstało coś innego – olbrzymi ruch społeczny, wymykający się prostym porównaniom. Mówi, że KOR czy Solidarność z roku 1980 zakładali ludzie, którzy się wcześniej znali. – A tutaj podczas trwającej bitwy tworzy się wielka armia z nieznających się nawzajem szeregowców – porównuje.

Radomira Szumełdę z Trójmiasta, właściciela klubu nocnego i restauracji, członka zarządu i szefa regionalnych koordynatorów KOD, narodziny nowego ruchu ucieszyły. Wcześniej działał w Platformie Obywatelskiej i już rok przed wyborami ostrzegał, że jeżeli ta partia nie zmieni taktyki, to przegra z kretesem. Po wyborach sfrustrowany oddał legitymację PO. Do KOD wstąpił na Facebooku. – Ktoś mnie po prostu dopisał do tej grupy – mówi. Przyjechał do Warszawy na spotkanie założycielskie, wtedy dopiero poznał Kijowskiego i pozostałych.

36-letni politolog (dodatkowo studiuje prawo, jest na ostatnim roku) Jarosław Marciniak z Katowic przeczytał artykuł Łozińskiego i w tym samym czasie, kiedy Mateusz Kijowski zakładał stronę KOD na FB, sam otworzył fanpage pod nazwą KOD. Skontaktowali się, spotkali i od tej pory działają już razem. Dzisiaj jest członkiem władz KOD i koordynatorem na Śląsku, gdzie organizuje manifestacje. – Przychodzi cały przekrój społeczny – mówi. – Profesorowie i górnicy, studenci i urzędnicy. Ludzie, którzy podobnie jak ja nigdy wcześniej nie angażowali się w taką działalność.

Nagłośnienie dostali za darmo od właściciela firmy eventowej. Było trochę za słabe, ale zaraz zgłosił się ktoś z lepszym sprzętem. Ochronę zapewnia pewien były wojskowy. Profesjonalnie kieruje grupą ludzi w kamizelkach z napisem KOD. Dzielą plac na strefy, każdy dostaje swój przydział. Porozumiewają się za pomocą krótkofalówek ze słuchawkami, jak prawdziwi ochroniarze. – Każdy przychodzi ze swoimi umiejętnościami – opowiada Marciniak. – Doradzają nam prawnicy i ekonomiści. Pewien grawer ma trochę materiału na znaczki KOD, robi je dla nas bezinteresownie. Rozdaje ludziom.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną