Marzena Paczuska straciła stanowisko szefowej „Wiadomości”

Żołnierz dobrej zmiany
Informację o tym, że zastąpi ją Jarosław Olechowski podano za pośrednictwem Twittera.
Marzena Paczuska w redakcji przy pl. Powstańców, 2010 r.
Ireneusz Sobieszczuk/TVP/PAP

Marzena Paczuska w redakcji przy pl. Powstańców, 2010 r.

Marzena Paczuska i Krzysztof Skowroński podczas konferencji prasowej TVP w 2003 r.
Przemek Wierzchowski/PAP

Marzena Paczuska i Krzysztof Skowroński podczas konferencji prasowej TVP w 2003 r.

audio

AudioPolityka Grzegorz Rzeczkowski - Żołnierz dobrej zmiany

[Artykuł został opublikowany w POLITYCE w lutym 2016 r., w pierwszych tygodniach, gdy Paczuska obejmowała swoje stanowisko]

Nowa szefowa „Wiadomości”, patrząc na świat w barwach, które maluje PiS, sprawiła, że niektórym wróciły wspomnienia, gdy telewizja nadawała tylko w czerni i bieli. O tym, że nadchodzi Marzena Paczuska, zwana Paczką, na korytarzach gmachu przy pl. Powstańców mówiło się na długo przed jej przybyciem. – Legenda krwiożerczej wydawczyni od lat krążyła po studiach telewizyjnych. Nasłuchałam się o wrzaskach, przekleństwach, wywracaniu do góry nogami gotowych materiałów – opowiada dziennikarka TVP. Inni mówią: samica alfa, wściekła bruneta. Ale też: pewna siebie, kompetentna.

Lęk przed Paczuską podsycały obawy przed zwolnieniami, które zapowiadali politycy PiS i wspierający ich tzw. niepokorni dziennikarze. Jak mówią byli pracownicy „Wiadomości”, każdy się spodziewał, że będzie źle, ale nie że aż tak. Z ponad 20 osób, które jeszcze na początku stycznia wydawały flagowy program informacyjny TVP, dziś została szóstka. Z bardziej znanych tylko prezenter Krzysztof Ziemiec. Nie ma Piotra Kraśki czy Beaty Tadli, których los był przesądzony już po jesiennych wyborach, ale także Piotra Jaźwińskiego, wydawcy z 24-letnim stażem, który pracował przy pierwszych wydaniach „Wiadomości”, czy Jacka Tacika, obiecującego reportera. Zwolniony z TVP znalazł już pracę w TVN24. – W normalnej firmie byłoby to potraktowane jako działanie na szkodę spółki – złości się jeden z byłych reporterów „Wiadomości”. Nie ma złudzeń – gdyby nie to, że kimś ten program trzeba robić, ofiarami „dobrej zmiany” zostaliby wszyscy ze starej ekipy.

Lans skrajności

Zwalniani dziennikarze i wydawcy wzywani byli przed oblicze szefa Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Mariusza Pilisa – jemu podlegają „Wiadomości” – by dowiedzieć się, że nie pasują do nowej koncepcji programu. Wszystko trwało kilka minut, może z wyjątkiem tych, którzy pytali o motywy albo o to, kto podjął decyzję. Od ludzi z pl. Powstańców można usłyszeć, że Paczuska wskazywała na szefa TAI, a ten na szefową „Wiadomości”. – Nie chciała sobie brudzić rąk – ironizuje jeden z dziennikarzy. Nikt jednak nie ma wątpliwości, kto decydował. – Paczka usuwała ludzi, o których wiedziała, że nie zyska nad nimi pełnej kontroli – zauważa nasz informator. Na ich miejsce przyszli reporterzy z TV Trwam i TV Republika oraz dziennikarz z „Naszego Dziennika”, który został wydawcą „Wiadomości”, choć nie ma w tym doświadczenia.

Niektórzy nie wytrzymują gęstej atmosfery. Po usunięciu większości starej ekipy na pl. Powstańców wyrósł mur milczenia. Nastrój pogłębiają informacje o spadającej oglądalności (o ponad 400 tys. widzów w porównaniu ze styczniem 2015 r.), a przede wszystkim silna krytyka programu, który mocno obniżył loty. – Nie da się tego oglądać. Nie trzeba być znawcą telewizji, żeby zauważyć, że materiały są fatalnie zmontowane. Nikt, łącznie z Paczuską, nie przykłada dostatecznej uwagi do warstwy zdjęciowej. Ale najgorsze, że do „Wiadomości” przyjęto ludzi, którzy nie dość, że źle prezentują się przed kamerą, to jeszcze nie potrafią poprawnie czytać – mówi dziennikarka z pl. Powstańców.

Kulminacją tej zniżki był słynny materiał o manifestacjach Komitetu Obrony Demokracji, których... nie było. „Wiadomości” na udowadnianie rzekomej słabości KOD i pokazanie pustych ulic Warszawy poświęciły trzyminutowy materiał. To był drugi temat niedzielnego wydania. Autorem był Klaudiusz Pobudzin, jeden z reporterów, który przyszedł prosto z TV Trwam.

Wiele innych manipulacji głównego programu informacyjnego TVP wypunktowała zresztą Rada Programowa Telewizji Publicznej, której jeszcze nie dosięgła „dobra zmiana” (o samych dobrych wiadomościach pisaliśmy w POLITYCE 7).

Ale ci, którzy znają Paczuską, nie są zdziwieni tym, jak wygląda informacyjny flagowiec TVP pod jej rządami. – Ona myśli tak jak PiS i daje gwarancje, że w „Wiadomościach” będzie tak, jak chce PiS – twierdzi dziennikarz, który zna Paczuską od lat. – Absolutna zdeklarowana antykomunistka i antypostkomunistka o prawicowych poglądach. Jako dziennikarka żołnierz PiS – dopowiada jedna z byłych twarzy „Wiadomości”. Tak jak wielu innych, z którymi rozmawialiśmy, prosi o anonimowość, bo – jak mówi – Paczka ma dobrą pamięć.

O jej pozycji zarówno przy pl. Powstańców, jak i w głównej siedzibie TVP przy ul. Woronicza krążą legendy. Od lat zna się dobrze z prezesem Jackiem Kurskim. W czasach prezydentury Lecha Kaczyńskiego wspólnie pracowali nad jego orędziami, w tym nad najsłynniejszym z 2008 r., który straszył niemiecką rewindykacją. Dobre kontakty Paczuskiej mają sięgać samych szczytów pisowskiej góry. Podobno ma dobre relacje z Adamem Lipińskim, wiceprezesem partii i prawą ręką Kaczyńskiego. Jedna z ważnych kiedyś na Woronicza osób twierdzi, że w trudnych sytuacjach zawsze rozkładał nad nią parasol ochronny.

Żywiołem Paczuskiej są tematy polityczne. Szefowa dziennika mocno przykłada się do ich szlifowania o ile wcześniej pisane przez reporterów teksty, które wygłaszają z offu, przechodziły przez wydawców w ciągu kilku minut, teraz trwa to nawet pół godziny. – Chce mieć nad materiałem pełny nadzór. Jeszcze w czasach, gdy była tylko wydawcą, stała reporterowi nad głową i palcem wskazywała akapity do poprawki albo mówiła, jaką osobę powinien nagrać, a jakiej nie. Później to się tylko nasiliło – opowiada osoba znająca realia redakcyjne przy pl. Powstańców. Nasiliło się na tyle, że jak zgodnie twierdzą nasi rozmówcy, Paczuska od nowa pisze teksty dziennikarzy, a ci mają je tylko odczytać. – Miałem wielu szefów, ale nie znam żadnego, który by tak otwarcie stosował ręczne sterowanie, i to z jawnie politycznych pobudek – dodaje nasz rozmówca.

Z Kaczyńskim akurat nie

Niektórym wydaje się, że Paczuska w TVP jest od zawsze. Do „Wiadomości” trafiła na początku lat 90., wraz z zaciągiem tzw. pampersów, czyli młodych mocno konserwatywnych dziennikarzy, których na Woronicza ściągnął ich guru z Ruchu Młodej Polski Wiesław Walendziak. W TVP nie czuła się samotnie – szefem biura zarządu był jej zmarły niedawno brat, również działacz RMP, Zbigniew Niezgoda.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną