Niespodziewany sukces TW „Bolka” na antenach TVP publicznej (pardon, narodowej)
TVP w sprawie TW „Bolka” powraca do praktyk sprzed lat. Ale tak jak wtedy propagandę uznawano za farsę, tak też wypada to czynić obecnie.
AŻ/Polityka

W 1985 r. napisałem krótki list do jednej z polskich gazet. Dotyczył on wzrostu cen książek naukowych importowanych (z Zachodu). Wskazywałem, że ma to fatalny wpływ na budżety bibliotek. Gdzieś w połowie listu był fragment: „wzrost cen jest zrozumiały, bo książki za granicą są coraz droższe, ale trudno zrozumieć, dlaczego przelicznik książkowy za dolara został znacznie podwyższony”. List został opublikowany, ale kończył się na słowie „zrozumiały”. I tak stałem się zwolennikiem wzrostu cen książek.

22 lutego 2016 r. program publicznej (pardon, narodowej) TVP został zdominowany materiałami w sprawie TW „Bolka”, dostarczonymi przez panią Marię Kiszczak. Pan Krzysztof Ziemiec, nowa twarz narodowej telewizji, zacytował nawet słowa Lecha Wałęsy. Uczynił to tak:

„Tak, przegrałem, ale tylko w tym miejscu, gdzie prawie wszyscy uwierzyli, że jednak jakaś zdradziecka, agenturalna współpraca z SB 46 lat temu incydentalnie, krótko, ale była, i na krótko zostałem złamany”.

Ziemiec coś jednak opuścił na końcu, mianowicie słowa: „To nieprawda”. W ten sposób Ziemiec dał do zrozumienia, że Wałęsa przyznał się do tego, że prowadził zdradziecką działalność agenturalną.

Ziemiec pojawił się niedługo po wypowiedzeniu zacytowanych słów na wręczeniu Telekamer. Zgromadzona publiczność nie przywitała go nadmiernie życzliwie, ale szczegóły pomijam. Brak życzliwości wobec Ziemca można tłumaczyć tym, że owa postawa była dziełem gorszego sortu Polaków. Może tak było, ale mniejsza o to.

Ja natomiast, na pewno przedstawiciel tego sortu, traktuję Ziemca z niekłamaną atencją, ponieważ uważam, że walnie przyczynił się do niespodziewanego sukcesu TW „Bolka”. Kimkolwiek TW „Bolek” był w rzeczywistości lub w czyichś imaginacjach, wykreował sytuację znakomicie ilustrującą powiedzenie, że historia powtarza się jako farsa. Zawsze można spodziewać się wielu  powtórek z historii. Wszelako to, że erystyczne chwyty władzy ongiś praktykowane przez prezenterów ubranych w wojskowe mundury czy anonimowych cenzorów zostaną dobrowolnie powtórzone przez elegancko przyodziane nowe twarze narodowej TVP, jest nie lada niespodzianką, zważywszy że kontekstem tego, co obecnie obserwujemy, nie jest jakaś ohydna dyktatura, ale ład (jeszcze?) demokratyczny.

Zaraz po „Wiadomościach” Ziemiec przeprowadził wywiad z Antonim Macierewiczem, ministrem obrony narodowej. Faktycznie, ten interview odznaczał się oczekiwaną (jak drzewiej bywało, gdy ministrowie pojawiali się w TVP) zmianą miejsc, mianowicie to Macierewicz przepytywał Ziemca i instruował go, co też powinno być obwieszczane przez dziennikarzy, aby zasłużyli sobie na miano narodowych.

Jest to niewątpliwa kontynuacja szczerej opinii Ryszarda Terleckiego, szefa klubu parlamentarnego rządzącej partii, który stwierdził: „Jeśli media publiczne myślą, że będą zajmować Polaków krytyką zmian, to trzeba to przerwać”. Inaczej mówiąc, kto nie z nami, ten przeciw nam. Otóż Macierewicz wcale nie musiał uczyć Ziemca, co jest jego powinnością, bo tenże już wcześniej zdał egzamin i to celująco.

TVP Info (także publiczna, czyli narodowa) poświęciła 22 lutego 2016 r. sprawie TW „Bolka” bite dwie godziny (od 20 do 22). Po wywiadzie Macierewicza z Ziemcem wypowiadał się dr hab. Sławomir Cenckiewicz, który wie wszystko (i jeszcze trochę) o TW „Bolku”. Prowadzący program (niestety przeoczyłem nazwisko, a w wydaniu internetowym też nie znalazłem, może z własnej winy; dalej będę używał kryptonimu X) wykazywał pełne zrozumienie dla wiedzy Cenckiewicza. Wprawdzie nieśmiało pytał o to, co byłoby, gdyby okazało się, że dokumenty nie są prawdziwe, autentyczne, ale wielce uradował się z kategorycznej odpowiedzi, że jest to niemożliwe. I ja czegoś nauczyłem się z tej debaty. Mianowicie że nie tylko logiczne sprzeczności są niemożliwe, ale także bywają stwierdzenia empiryczne mające atrybut niemożliwości.

Moja świadomość filozoficzna w sprawie tego, co jest niemożliwe, została jednak zaburzona przez Cenckiewicza tylko na moment. Nazajutrz przeczytałem, że już w latach 90. grafolodzy uznali niektóre dokumenty obciążające Wałęsę za sfałszowane. Nadto TVP Info zamieściła wywiad z pewnych grafologiem, który nie wykluczył, że dokumenty z szafy Kiszczaka zostały podrobione.

Coś jednak nie pasowało, bo wywiad najpierw został opublikowany na stronach internetowych tej stacji, potem zniknął, ale w końcu został przywrócony. Być może X lub ktoś podobny nie był pewien, czy zwrot „mogło być sfałszowane” nie znaczy podstępnie „zostały sfałszowane”, ale chyba doszedł w końcu do wniosku, że tak nie jest i, dla podkreślenia pluralizmu, zdecydował, że narodowy interes nie jest zagrożony przez grafologiczne spekulacje.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną