Sejm uchwalił odwrót od reformy procesu karnego

Powrót do przeszłości
Przegłosowany właśnie przez większość parlamentarną powrót do modelu procesu karnego, w którym wiodącą rolę gra sędzia, nie na wiele się zda, jeśli nie zostaną stworzone mechanizmy pomocy prawnej dla słabszych stron postępowania.
Sebastian Duda/PantherMedia

Idea była szczytna: uproszczenie, a zatem przyspieszenie (szczególnie ważne w polskich realiach) postępowań przed sądami. Sędzia miał opierać się tylko na materiale dostarczonym na rozprawy przez prokuratora i obronę, a nie – jak dawniej – samemu prowadzić skomplikowane często postępowanie dowodowe. Miał być więc swego rodzaju „opiekunem” słabszej strony procesu. Wzorem nowych rozwiązań był tzw. kontradyktoryjny system sprawdzony choćby w Stanach Zjednoczonych.

Wielu prawników od razu zgłaszało wątpliwości. Najważniejsze dotyczyły tego, że siły uczestników procesu nigdy nie będą równe (mający za sobą siłę aparatu państwa prokurator jest zwykle w lepszej sytuacji niż oskarżony, nawet jeśli tego reprezentuje obrońca). Kontradyktoryjność tylko tę różnicę by powiększyła – i to mimo że procedury, co trzeba podkreślić, dawały sędziom także w nowym modelu pole do na aktywności.

Wszak nawet członkowie komisji kodyfikacyjnej, którzy opracowali zakwestionowane teraz przepisy, akcentowali, że ich ideą nie było ortodoksyjne traktowanie zasady kontradyktoryjności. „Nie wyobrażam sobie, że sądy będą ograniczały się tylko do nadzoru nad sprawiedliwością proceduralną – mówił Stanisław Zabłocki, sędzia Sądu Najwyższego i członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego. – Nie byłoby dobrze, gdyby to prowadziło do sytuacji, że zapadnie wyrok prawidłowy proceduralnie, ale niesprawiedliwy”.

Dlatego kluczową kwestią już wtedy było stworzenie systemu pomocy prawnej dla tych, których nie stać na zatrudnienie adwokata. Gdy sędzia miał być tylko bezstronnym i biernym arbitrem, takie osoby mogły zbyt łatwo przegrywać w starciu z prokuratorem – nie dość, że profesjonalnym prawnikiem, to jeszcze wspieranym przez aparat państwa.

Także teraz powrót do minionego modelu na niewiele się zda, jeśli nie będzie mu towarzyszyło stworzenie mechanizmu pozwalającego niezamożnym zachować przynajmniej w miarę równą pozycję przed sądem niż ich bogatsi przeciwnicy.

O tym jednak na razie nie ma mowy. Padają za to kompletnie absurdalne słowa o „końcu łapownictwa” (min. Ziobro). Plus czysto już propagandowe wezwania typu: „Platforma, obudźcie się! Koniec!” (tenże Zbyszek Ziobro).

W praktyce natomiast pojawia się inny kłopot: oto równocześnie przed sądami RP toczyć się będą trzy kategorie spraw. Te sprzed nowelizacji z lipca 2015 roku, te jej podlegające i wreszcie te prowadzone wedle najnowszej zmiany. Drobiazg? Nie do końca. Zabawa z prawem trwa.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną