Karadżić winny zbrodni przeciwko ludzkości. Skazany na 40 lat więzienia

Sprawiedliwość po latach
Radovan Karadżić jest symbolem zbrodni wojennych na Bałkanach. Został właśnie skazany na 40 lat więzienia. Nie wyjdzie na wolność do końca swego życia, nawet gdyby doczekał setnych urodzin.
Radovan Karadżić w Hadze
Robin van Lonkhuijsen/Reuters/Forum

Radovan Karadżić w Hadze

Radovan Karadżić ponosi odpowiedzialność za ludobójstwo w Srebrenicy, morderstwa, prześladowania, branie zakładników i wysiedlenia podczas wojny w Bośni w latach 1992–1995, która kosztowała życie 100 tys. osób, a ponad 2 mln uciekło z kraju. Trybunał w Hadze wymierzył mu karę 40 lat więzienia. Jakie znaczenie ma ten wyrok po latach?

Radovan Karadżić jest symbolem zbrodni wojennych na Bałkanach. Pamiętam te niespokojne, duszne tygodnie przed wybuchem wojny w Bośni, kiedy w jugosłowiańskiej stolicy, Belgradzie, mówiło się wyłącznie o tym, że jeśli wybuchnie, to będzie najstraszliwszą, najbrutalniejszą od czasów II wojny światowej. Panowała niepojęta determinacja, że nic się nie da zrobić, że do wojny musi dojść i wszyscy znajomi czekali na jej wybuch pełni obaw i pesymizmu. Ludzie chodzili jak zaczadzeni, w kawiarniach snuły się kłęby dymu, a w Serbskiej Akademii Nauk wciąż toczono debaty o Wielkiej Serbii. Ale to, co potem się stało, przerosło nawet najgorsze obawy.

Rozpad Jugosławii właśnie się dokonywał, w 1991 r. trzy z sześciu republik federacji – Słowenia, Chorwacja i Macedonia – ogłosiły deklaracje niezależności.

W kwietniu 1992 r. parlament republiki – wtedy jeszcze jugosłowiańskiej – Bośni i Hercegowiny ogłosił niepodległość, co było logicznym rezultatem referendum, rozpisanego przez ówczesnego prezydenta Socjalistycznej Republiki BiH Aliję Izetbegovicia. Dwa dni później bośniaccy Serbowie, którzy wcześniej zbojkotowali niepodległościowe referendum, utworzyli suwerenną Republikę Serbską. Karadżić, lider Serbskiej Partii Demokratycznej BiH, został jej prezydentem.

I niemal natychmiast wojska serbskie rozpoczęły blokadę stolicy Bośni, Sarajewa, wybuchła wojna, w której trzy zamieszkujące BiH narody mordowały się nawzajem bez opamiętania.

Ta wieloetniczna, multikulturowa Bośnia stała się piekłem. Nienawiść, zemsta, wszystkie najgorsze instynkty doszły do głosu, a świat oniemiał z niedowierzania. Zbrodnie wojenne, dokonywane przez bośniackich Serbów, obciążają Karadżićia. Oblężenie Sarajewa, podczas którego zginęło ponad 10 tys. osób, głównie cywili, do których snajperzy strzelali jak do kaczek, czystki etniczne, bo Serbowie próbowali zdobyć jak najwięcej terytorium, obozy, gdzie głodzono, gwałcono i maltretowano ludzi. Morderstwa popełniane na cywilnej ludności, kobietach, dzieciach. Gwałty stały się elementem strategii wojennej. Nie walczono z wrogiem czy najeźdźcą, lecz zabijano współobywateli, sąsiadów, często znajomych i rodzinę. To była rozszalała nienawiść, która zdawała się nie mieć granicy.

Bośnia była wieloetniczna, ludzie żyli obok siebie, Serbowie, Chorwaci i Muzułmanie – uznani za naród w 1974 r. przez prezydenta Tito. Przyjaźnili się, żenili, razem pracowali, obchodzili święta. Prawosławni, katolicy, wyznawcy islamu. Religia nie miała znaczenia. Wydawało się to najnormalniejsze w świecie. Idealny model. A potem przyszła wojna i wszystko zburzyła. I pewnie nie da się już tego odbudować nigdy. Zresztą chyba nikomu już na tym dziś nie zależy.

Karadżić i generał Radko Mladić byli twarzami tej wojny, symbolami okrucieństwa i nacjonalistycznego zaślepienia. Z Belgradu wspierał ich nieoficjalnie Slobodan Miloszević. W lipcu 1995 r. w chronionej przez ONZ enklawie Srebrenica paramilitarne oddziały bośniackich Serbów dokonały najstraszliwszej zbrodni, mordując 8 tys. muzułmanów, mężczyzn i chłopców.

Masakrę w Srebrenicy uznano za największy akt ludobójstwa po II wojnie światowej. Wtedy świat już zdecydował położyć kres zabijaniu, operacja powietrzna NATO „Deliberate Force” zakończyła tę bezsensowną wojnę domową. Układ pokojowy zawarto w Dayton w listopadzie 1995 r.

Karadżić został uznany za zbrodniarza i był poszukiwany od 1997 r. przez haski Międzynarodowy Trybunał Karny dla b. Jugosławii. Oskarżono go o ludobójstwo, zbrodnie przeciwko ludzkości, naruszenie praw i obyczajów wojny oraz naruszenie Konwencji Genewskiej. Ukrywał się przez wiele lat i wokół jego ucieczki narosły mity i spekulacje. Widziano go w Rosji, Czarnogórze, mówiono, że ukrywa się w Bośni, w Republice Serbskiej.

Wreszcie za jego odnalezienie wyznaczono nagrodę, 5 mln dolarów. Belgrad twierdził, że nie ma nic wspólnego ze zbrodniami Karadżicia i jego ucieczką przed sprawiedliwością. Trudno było w to uwierzyć. Od wydania Karadżicia do Hagi uzależniony był przez wiele lat polityczny los Serbii, odsuniętej od europejskiej integracji i marginalizowanej na arenie światowej za wspieranie i rzekome ukrywanie Karadżicia.

Zaskoczeniem, wręcz szokiem dla wszystkich było, kiedy okazało się, że Radovan Karadżić mieszka w Belgradzie, pracuje jako terapeuta w prywatnej klinice – z wykształcenia jest lekarzem psychiatrą. Wiedzie zwykłe życie, bywa w ulubionej knajpce w Nowym Belgradzie, jeździ autobusami i tramwajami, robi zakupy, a nawet pisze wiersze. Wszystko to pod przybranym nazwiskiem, zmienił też wygląd, zapuścił długą brodę i włosy.

Został zdemaskowany przez agentów służb specjalnych rzekomo po anonimowym telefonie. Agenci weszli w posiadanie jego włosa i potwierdzili DNA. Został zatrzymany w lipcu 2008 r. i przekazany do Hagi. Trybunał postawił mu 11 zarzutów, proces toczył się niemal 8 lat.

Karadżić twierdził, że jest niewinny, że nic z tego, co się wydarzyło, nie wynikało z działalności państwa, na czele którego stał. Przyznał jednak ostatecznie, że czuje się odpowiedzialny moralnie za zbrodnie popełnione przez bośniackich Serbów w czasie wojny. Trybunał przesłuchał blisko 900 świadków i zgromadził ponad 11 tys. dowodów. Prokurator domagał się wyroku dożywotniego więzienia.

Karadżić, rocznik 1945, został skazany na 40 lat więzienia. Nie wyjdzie na wolność do końca swego życia, nawet gdyby doczekał setnych urodzin. Jakie znaczenie ma ten wyrok po latach? Wielkie, bo pokazuje, że zbrodnie nie pozostają bezkarne. Bo pozwala rodzinom i bliskim ofiar, wszystkim, którzy przeżyli, zamknąć pewien rozdział w życiu.

Można pytać, czy sprawiedliwość po tylu latach jest sprawiedliwością? Czy potrafi zrozumieć tamten czas, czas wojny, czy świadkowie zachowają trzeźwość? Chodzi o to, że zło zostało pokazane i nazwane, jest dowód na to, że chora ideologia, nienawiść i złość muszą przegrać. Jest wreszcie ostrzeżeniem i dowodem na to, że granica miedzy złem i dobrem pozostaje nienaruszalna i jasno wytyczona. Zawsze.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną