Kraj

Współpraca przy poczęciu

Z życia sfer

Film „Smoleńsk” miał być już dawno temu pokazany, ale okazuje się, że wciąż jest kręcony.

Zdaniem reżysera Antoniego Krauzego problemem są efekty specjalne, które producent filmu od miesięcy obiecuje wykonać, ale nie wykonuje. Z tym że niektórzy nie wykluczają spisku przeciwko reżyserowi – człowiekowi wyglądającemu na zmęczonego i trochę zdezorientowanego, który na pytanie, dla kogo nakręcił „Smoleńsk”, odpowiada: „dziś to już sam nie wiem”. I z jednej strony twardo deklaruje, że w zamach smoleński wierzy, bo „ktoś to musiał zorganizować”, a z drugiej twierdzi, że zrobił film zarówno dla tych, „którzy sądzą, że była sztuczna mgła, jak i dla tych, którzy uważają, że mgła była jak najbardziej naturalna”.

Szczerze powiem, że taka postawa artystyczna trochę razi, bo moim zdaniem trzeba kręcić filmy o tym, w co się wierzy, zamiast prezentować utwory ideowo rozmyte i wykalkulowane, a przez to nieszczere, licząc na to, że widz sam sobie dopowie zakończenie, jakie mu pasuje. Dlatego nie dziwię się, że wicepremier Gliński w rozmowie z red. Olejnik twierdzi, iż co prawda „Smoleńska” jeszcze nie widział, ale od osoby, której ufa, już słyszał, że nie jest on dobry. Być może rozczarowany jest również producent filmu, który inaczej umawiał się z reżyserem i teraz słusznie nie chce dać pieniędzy na efekty, które zamiast służyć pokazaniu prawdy o tym, jak było, posłużą pokazaniu nieprawdy o tym, że może tak było, a może nie było.

Nawiasem mówiąc, jeśli idzie o efekty specjalne, to w prasie czytam, że można je osiągnąć za darmo i bez używania nowoczesnych technologii. Katechetka ze szkoły podstawowej w Radomiu podczas lekcji religii poświęconej „mechanicznej” aborcji osiągnęła tak wstrząsający efekt, że dzieci długo nie mogły dojść do siebie, gdy dowiedziały się, że „z ciała kobiety wyciąga się główkę, którą się odrywa od ciałka, a następnie odrywane są pozostałe części”. Dorosłym Polkom lekcji na ten sam temat chętnie udzielają polscy biskupi, odnosząc przy tym sukces frekwencyjny. Trzeba powiedzieć, że na mszach, podczas których odczytywano ich list w sprawie aborcji, nieoczekiwanie pojawiło się więcej młodych kobiet niż zwykle, a słowa biskupów robiły na nich takie wrażenie, że niektóre szybko wychodziły z krzykiem. Ale nie wykluczyły, że jeszcze wrócą.

Niedawno kardynał Nycz wyraził opinię, że „nie człowiek, ale Bóg daje życie, współpracując z rodzicami”. Z tym że nie można wykluczyć, że wiele Polek nie ma już ochoty na taką współpracę. Może nie życzą sobie, żeby podczas czynności tak intymnej jak poczęcie współpracował z nimi ktoś oprócz ich mężów lub partnerów. Myślę zresztą, że nawet Polki niemające nic przeciwko temu, żeby Bóg w tej sprawie z nimi współpracował, zdecydowanie nie mają ochoty, żeby do aktywnej współpracy z nimi włączali się na trzeciego także polscy biskupi.

Polityka 16.2016 (3055) z dnia 12.04.2016; Felietony; s. 4
Oryginalny tytuł tekstu: "Współpraca przy poczęciu"
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Uzdrowiska i Covid-19. Zabiegi, dystans i tańce przytulańce

Tego jeszcze nie było. Mateusz Korkuć, prezes uzdrowiska Kołobrzeg SA, które we wrześniu zwykle nie ma wolnych miejsc, zachęca: jest okazja, ceny o 30 proc. niższe niż tydzień temu.

Ryszarda Socha
16.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną