Rząd PiS popiera Tuska w RE. Przejaw dobrej woli czy czysty pragmatyzm?
Rząd PiS poprze Donalda Tuska w jego staraniach o drugą połowę kadencji przewodniczącego Rady Europejskiej.
European Council/Flickr CC by 2.0

Ryszard Czarnecki napisał w „Rzeczpospolitej”, że rząd PiS poprze Donalda Tuska w jego staraniach o drugą połowę kadencji przewodniczącego Rady Europejskiej. Argument, który wysunął europoseł za takim rozwiązaniem, wydaje się dość wątły i opiera się na kryterium narodowości – otóż Polska poprze Tuska, bo jest Polakiem.
 
Na debacie POLITYKI INSIGHT miałem okazję spytać o tę sprawę Konrada Szymańskiego, ministra ds. unijnych. Również on zasugerował, że rząd poprze byłego premiera, a argumentację nawet rozbudował. Pochwalił działania Tuska w sprawie kryzysu uchodźczego, powiedział, że negocjacje z nim były udane i że potencjalni inni szefowie Rady Europejskiej mogliby być gorsi.
 
Z tych deklaracji niewiele na razie wynika, bo zanim stolice na serio zabiorą się za wybór przewodniczącego Rady, wiele się jeszcze zdarzy, a połowa kadencji byłego premiera upływa w 2017 r. Co więcej, Polska nie mogłaby samodzielnie zablokować nominacji, wydaje się też wątpliwe, żeby np. przy jednoznacznym poparciu Niemiec PiS kładł się Rejtanem, by Tuska utrącić.
 
Załóżmy jednak, że w naszym równaniu są tylko rząd PiS i Tusk, a ściślej – Jarosław Kaczyński i Tusk. Czy prezes PiS, gdyby to tylko od niego zależało, przedłużyłby kadencję człowiekowi, z którym tyle razy przegrywał? Słowa Czarneckiego nie padły bez powodu; są świadectwem rozterek w partii rządzącej, a być może nawet wahań samego Kaczyńskiego.
 
Te wahania sprowadzają się w zasadzie do jednego pytania – czy Tusk będzie chciał wrócić do polityki krajowej. Jeśli tak, to pozostawienie go w Brukseli do końca 2019 r. wyłącza go z kampanii parlamentarnej. Owszem, mógłby wówczas wrócić na wybory prezydenckie, no ale to będzie już zmartwienie Andrzeja Dudy, nie Kaczyńskiego. Zmartwienie zresztą spore, co jest oczywiste dla wszystkich, którzy widzieli konferencję prasową Dudy i Tuska w Brukseli, na której, mówiąc językiem piłkarskim, prezydent sobie nie pograł.
 
Wcześniejszy powrót Tuska to ryzyko, że włączy się w budowę wielkiego bloku opozycyjnego i stanie na jego czele przed wyborami 2019 r. Tu oczywiście rodzi się szereg pytań dodatkowych; czy Tuskowi będzie się chciało wstawać o 6 rano? Jeździć po Polsce na wiece od Szczecina po Rzeszów? Kursować od prokuratury do prokuratury?
 
Polska, ta rządowa, nie będzie bowiem dla Tuska przyjaznym miejscem, a nawet gdyby jakimś cudem okazała się w miarę neutralna, to zostają przyziemne problemy człowieka, który po latach wraca do kraju i odkrywa, że to już trochę inny kraj i trochę mniej jest w nim dla niego miejsca. Nawet w jego byłej partii.
 
Wahania Kaczyńskiego zderzają się więc z dylematami Tuska i nijak nie da się teraz zawyrokować, jak się zachowa rząd PiS, gdy przyjdzie do podejmowania decyzji. Ktoś mógłby powiedzieć, że Tusk nie ma szans, bo prezes obarcza go moralną odpowiedzialnością za śmierć brata, ale tak się składa, że Kaczyński potrafi w tej kwestii wykazać się pewną elastycznością. Nie miał żadnych oporów, by podejść do żegnającego się z urzędem Tuska, pogratulować mu nominacji i złożyć życzenia powodzenia. W Kaczyńskim myślenie symboliczne często przegrywa z pragmatyzmem.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną