Kraj

Po wywiadzie dla POLITYKI blogerce Katarynie mocno się oberwało. Od pisofilskiej prawicy

Po wywiadzie dla POLITYKI blogerce Katarynie mocno się oberwało. Od pisofilskiej prawicy

Tadeusz Późniak / Polityka
Moja rozmówczyni po wywiadzie mocno oberwała. Ostro, niesprawiedliwie i to „od swoich”.

To, co się stało po opublikowaniu naszej rozmowy z Kataryną, najlepiej dowodzi, że zawarta w niej diagnoza jest słuszna. A brzmi ona tak: zafundowaliśmy sobie w Polsce plemienny i tożsamościowy obieg opinii publicznej. I musimy się z tego przeklętego kręgu jak najszybciej wyrwać.

Moja rozmówczyni po wywiadzie mocno oberwała. Ostro, niesprawiedliwie i to „od swoich”. Czyli od pisofilskiej prawicy. W internecie popłynęły na nią oskarżenia o zdradę i zaprzedanie się „salonowi”. Niektórzy posunęli się nawet do tego, by wzywać do bojkotu prowadzonej przez Katarynę organizacji pozarządowej.

Zirytowana Kataryna zamknęła swoje konto na Twitterze słowami, że „takiego hejtu jak od PiS nie przeżyła jeszcze nigdy i że to daje jej do myślenia”. Ale nie myślcie, że po drugiej stronie było jakoś zasadniczo inaczej. Jako pomysłodawca i autor rozmowy też musiałem wysłuchać „paru cierpkich słów”.

Tym razem prosto z obozu gorliwych pisożerców, którym nie podobał się już nawet sam pomysł rozmowy ze znaną z propisowskich sympatii blogerką. Wiele z tych opinii sformułowano jeszcze przed czytaniem samego wywiadu. Bo przecież w ich mniemaniu „i tak wiadomo, co taki pisowiec może powiedzieć”.

Ale w sumie nie ma co dramatyzować. Bo przecież właśnie o to w tej rozmowie chodziło. Jej celem było wszak pokazanie, jak jałowa, przewidywalna, agresywna i niemerytoryczna staje się polska opinia publiczna. Zwłaszcza gdy wchodzi na tory logiki „albo jesteś z nami, albo przeciw nam”. W tym świecie każdy nie dość zdeklarowany staje się albo „sługusem salonu”, albo odwrotnie: „pożytecznym idiotą PiS”. Taka logika prowadzi do radykalizacji postaw. W tym sensie zarówno pisofile, jak i pisożercy odpowiadają więc zarówno za falę hejtu w debacie publicznej, jak i kompletną niemożność porozumienia (na przykład w sprawie Trybunału Konstytucyjnego) przez obecną polską klasę polityczną.

Drugi cel tej rozmowy był jeszcze ambitniejszy. Było nim skłonienie sympatyzującej z PiS części opinii publicznej do większego krytycyzmu wobec rządzących. Bo jak dotąd spora część dawnych „mediów niepokornych” zachowuje się tak, jakby wyborów roku 2015 w ogóle nie było. I ciągle trzeba patrzeć na ręce Schetynie i Petru czy Rzeplińskiemu, a Kaczyńskiego, Macierewicza i Ziobrę tłumaczyć i rozgrzeszać.

A najgorsze jest to, że wielu kolegów i koleżanek z prawicy nie widzi nawet, że niepostrzeżenie staje się lustrzanym odbiciem tych wszystkich postaw, które krytykowali u swoich adwersarzy przez ostatnie 8 lat rządów PO-PSL. Miałem też nadzieję, że również po stronie dzisiejszych „mediów opozycyjnych” nastąpi konieczna autorefleksja. Bo z kolei oni przez minione pół roku rządów PiS niezwykle łatwo stawali się „lustrzanym odbiciem” dawnych „niepokornych”. Opozycją totalną, która od początku wie, że z „dobrej zmiany” nic dobrego wyniknąć nie może.

Kataryna odważyła się z tej logiki wyłamać. I jej postawa wydaje mi się intelektualnie bardzo uczciwa. Bo przypomina, że w debacie publicznej można walczyć „o”, a nie „z”. Czego sobie i Państwu życzę.

Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną