Kraj

Defensores democratiae et majestatis

Czym się różni „demokracja” od „demokracji według PiS” – na licznych przykładach

Karolina Żelazińska / Polityka
Oto konkretne przykłady obrony demokracji (deklaratywnej) i suwerenności w ramach dobrej zmiany.

Niniejszy tekst zawiera konkretne przykłady obrony demokracji (deklaratywnej) i suwerenności w ramach dobrej zmiany. Zgodnie z teorią polityczną suwerenność może być zewnętrzna (niezależność na arenie międzynarodowej) lub wewnętrzna (suweren jest najwyższym autorytetem politycznym w danym państwie). Zarówno jedna, jak i druga jest realizowana przez najwyższe władze ustawodawcze i wykonawcze danego państwa, chociaż na ogół działają one w imieniu podmiotu uznawanego za suwerena.

W Poznaniu miał miejsce konflikt w sprawie postawienia pomnika Jezusa. Władze miasta nie zgodziły się na to, ale pomnik został mimo to postawiony. Został przywieziony w eskorcie wojska i policji. Pan Macierewicz, minister obrony narodowej, usprawiedliwił ten fakt. W demokracji zwykłej decyzje samorządowe są respektowane tak długo, jak długo nie zostaną prawomocnie uchylone. W demokracji deklaratywnej jest inaczej, i oczywiście słusznie.

W Opolu odbył się doroczny festiwal piosenki polskiej. Ochrona imprezy odbierała widzom flagi biało czerwone i gadżety KOD, ponieważ zostały uznane za przedmioty zagrażające bezpieczeństwu. Nikt jednak nie odbiera flag organizacji narodowych wnoszonym na stadiony czy do kościołów. W demokracji zwykłej służby chroniące obywateli stosują zasadę analogicznego interweniowania w podobnych przypadkach zagrażających bezpieczeństwu obywateli. W demokracji deklaratywnej jest inaczej, gdyż odróżnia się podobieństwo słuszne (zachowania się narodowców) i podobieństwo niesłuszne (zachowania się krytyków obecnej władzy).

Skoro już jestem przy festiwalu opolskim, to zwrócę uwagę na coś, co może być ważne dla obrony suwerenności Polski. Oto p. Jacek Kurski, szef TVP, rozpoznał cudzoziemców po tym, jak gwizdali. Niech zatem p. Kurski przeprowadzi stosowne szkolenie dla policji i wojska, a przede wszystkim dla wojsk obrony terytorialnej, gdy już powstaną. Rozpoznawanie osób groźnych dla prawdziwej suwerenności (zewnętrznej i wewnętrznej) państwa po sposobie ich gwizdania może okazać się fundamentalną sprawnością bojową.

Służby prokuratorskie mogą obecnie powiedzieć o sobie „defendemus verae democratiae”. Prokuratura warszawska uznała, że zapowiedź wieszania opozycji (transparent na stadionie Legii) jest elementem dopuszczalnej debaty publicznej. Ta sama prokuratura uznała, że nazwanie, przez rzeczniczkę PiS sędziów Sądu Najwyższego zespołem kolesi nie jest znieważeniem funkcjonariusza publicznego, ponieważ nie miało to miejsce w czasie obrad SN. Prokuratora zapomniała jednak, że art. 226§1 powiada także: „w związku z pełnieniem obowiązków służbowych”. W demokracji zwykłej prawo jest stosowane, chroni wszystkich i w ten sam sposób. W demokracji deklaratywnej są słuszne aplikacje i niesłuszne, w zależności od tego, komu słusznie się grozi i kto słusznie obraża.

Całkiem niedawno doszło do ostrej wymiany zdań pomiędzy dwoma posłami. Gdy jeden skończył, drugi odpowiedział. Problem jednak w tym, że ten drugi udał się na mównicę sejmową samorzutnie, tj. bez zapisania się do głosu, a prowadzący obrady to zaakceptował. W demokracji zwykłej obrady parlamentarne toczą się zgodnie z regulaminem, w demokracji deklaratywnej jest inaczej. Zbyteczne jest dodawać, że prowadzący obrady i poseł, by tak rzec, przemawiający poza regulaminem są z tej samej opcji, najsłuszniejszej rzecz jasna.

Zasadą demokracji deklaratywnej jest też niedopuszczanie do głosu parlamentarzystów reprezentujących opcje niesłuszne. Podsumowując wszystkie podane przykłady, demokracja deklaratywna jest wtedy, gdy nie ma zwykłej. I na odwrót.

Pan Szyszko, minister od środowiska i ekologii, broni suwerenności Polski. Wprawdzie jego resort zdementował pogłoskę, że pan minister zamierza wnieść o skreślenie Puszczy Białowieskiej z międzynarodowego rejestru chronionych zabytków przyrody, ale rzeczony funkcjonariusz publiczny nie ukrywa, że wpisanie tego kompleksu leśnego do w/w wykazu było błędem. W 2007 r.

Komisja Europejska wymogła na władzach polskich zmianę lokalizacji obwodnicy Augustowa w związku z ochroną doliny Rospudy. P. Szyszko, wówczas także kierownik tego resortu, optował za budową drogi przez ten teren. Rząd wstrzymał prace i ostatecznie obwodnica przebiega innym traktem. P. Szyszko najwyraźniej nie zapomniał despektu, jaki go spotkał ze strony UE, i teraz broni suwerenności Polski w związku ze sporem o wyrąb lasu w Puszczy Białowieskiej, któremu to pomysłowi patronuje. Wystąpił nawet do prokuratury z zawiadomieniem o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z tym, że tereny pierwotnej lokalizacji obwodnicy (przez dolinę Rospudy) zarastają oraz że wymarły tam jakieś gatunki roślin. Nie wiem, czy to prawda czy nie, ale jest to rozumowanie paradne, gdyż chyba zakłada, że owe tereny nie zarosłyby, gdyby je zniwelowano pod budowę obwodnicy. Jest to zresztą oczywista oczywistość.

P. Szyszko jest zresztą niezłym kawalarzem. Ostatnio wykryto, że mając okazałą drewnianą willę, w swoim oświadczeniu majątkowym podał, że jest to stodoła, a nie podał wartości tego obiektu, bo nie jest ubezpieczony. To tak jak z doliną Rospudy, nie zarosłaby, gdyby została zniwelowana, tj. hacjenda w stodole miałaby wartość, gdyby została ubezpieczona.

Wracając do obrony prawdziwej suwerenności Polski (kwestia nieuzasadnionych poczynań instancji europejskich w sprawie Rospudy, a obecnie w związku z wycinką w Puszczy Białowieskiej), nasuwa się pytanie, czy p. Szyszko jest defensorem naszej niezależności z merytorycznie uzasadnionych racji czy z powodu swego urażonego ja, czy też z jakiś innych okoliczności, np. interesu przemysłu drzewnego. Eksperci nie bardzo zgadzają się, że ma miejsce przyczyna pierwsza.

Ks. K. Sowa udzielił wywiadu red. D. Wielowieyskiej. Rzecz dotyczyła m.in. przewidywanych losów projektu zaostrzenia tzw. ustawy aborcyjnej. Ks. Sowa powiedział, iż wie, że projekt zostanie skierowany do stosownej komisji sejmowej oraz że obecny stan rzeczy zostanie w zasadzie utrzymany. Prowadząca wywiad zapytała o stanowisko episkopatu. Duchowny odpowiedział, że episkopat pozwoli na dyskusje.

To wszystko brzmi niewinnie, ale tylko pozornie. W samej rzeczy ks. Sowa wyjawił, że wie, jak posłowie będą głosowali nad wnioskiem o skierowanie projektu do komisji oraz jak zakończą się prace ustawodawcze. To dość bulwersujące stwierdzenia, nawet przy założeniu, że ks. Sowa został oświecony przez moce nadprzyrodzone.

Najbardziej szokujące jest jednak stwierdzenie, że biskupi pozwolą na dyskusję w tej sprawie. Nie ma przy tym wątpliwości, że rzecz dotyczyła dyskusji w parlamencie. I tak, zdaniem ks. Sowy, dyskusja w najwyższym organie, konstytucyjnie realizującym wolę narodu, czyli suwerena, zależy od tego, czy episkopat zgadza się na debatę czy nie. To, że ks. Sowa powiedział to, co wyżej przedstawiłem, nie dziwi, zważywszy na ustrojowe postulaty Kościoła polskiego. Wszelako to, że nikt, ani z obozu rządzącego, ani z opozycji, nie zareagował na to jawne lekceważenie suwerenności wewnętrznej Rzeczpospolitej Polskiej, jest prawdziwym skandalem. Kto więc jest prawdziwym suwerenem wewnętrznym w Polsce?

A oto inne fakty, w żaden sposób nieskomentowane przez rządzących, związane z powyższym pytaniem:

Prezydent RP oficjalnie zaprasza do udziału w Światowych Dniach Młodzieży, aczkolwiek państwo polskie nie jest oficjalnym organizatorem tego wydarzenia, a tylko pomaga logistycznie.

Szefowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów będąca w składzie oficjalnej delegacji państwowej do Watykanu śpiewa psalm w jednym z rzymskich kościołów i nie ma nic przeciw upublicznieniu swojego występu.

Episkopat, nie pytając o stanowisko władz polskich, zgadza się na utworzenie korytarza charytatywnego dla uchodźców.

Na spotkaniu z ekspertami z zagranicy w sprawie Puszczy Białowieskiej duszpasterz leśników intonuje modlitwę.

Celnicy zamawiają mszę w intencji oświecenia przez Ducha Św. tych, którzy mają pracować nad ustawą o służbie celnej.

Z okazji Dnia Strażaka szef tej służby oświadcza, że strażacy przede wszystkim służą Bogu, a za Jego pośrednictwem – ludziom.

Trzeba przełożyć posiedzenie sejmowej komisji finansów mającej zaopiniować kandydaturę na prezesa Narodowego Banku Polskiego, bo część posłów udaje się na konsekrację kościoła w Toruniu, wybudowanego przez o. Rydzyka.

O ile dawniejsze władze lawirowały i starały się nie podpadać Kościołowi, obecne nie kryją, że mu podlegają w wielu przypadkach. Nie chodzi o to, ze politycy, celnicy, strażacy, leśnicy itd. mają nie demonstrować swych przekonań religijnych, ale niech czynią to w sposób nieośmieszający suwerenności państwa, którego są obywatelami.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Gdzie na świecie aborcja jest legalna, a gdzie kobiety muszą ją wykonywać w podziemiu?

Co roku na świecie dokonuje się ponad 40 mln aborcji – głównie w tych krajach, gdzie poziom wiedzy na temat antykoncepcji jest niski.

Redakcja
22.10.2020
Reklama