Czarne Jastrzębie zadziobały afrykańskiego kota. Polska armia nie kupi Caracali
Malgorzata Kujawka/Agencja Gazeta

Jest jeszcze inny, szerszy aspekt zerwania przez Polskę negocjacji. Airbus od wielu lat był obecny na polskim rynku przemysłu lotniczego. Kupił PZL Okęcie, współpracuje z wieloma podmiotami w produkcji cywilnej i wojskowej. Kontrakt na śmigłowce wielozadaniowej był zdaniem firmy szansą na strategiczne partnerstwo. Stąd pogłoski o planie przejmowania zakładów zbrojeniowych PGZ, określone zaledwie wczoraj przez ministra obrony jako przykład patologii poprzedniego układu władzy. Airbus jest drugim na świecie po amerykańskiej korporacji Lockheed Martin dostawcą uzbrojenia. Z pewnością najbardziej liczącym się w Europie. Dość powiedzieć, że zakłady w Mielcu przejął właśnie Lockheed, po tym jak w 2015 r. sprzedała je mająca kłopoty firma UTC. Amerykanie liczą na spore kontrakty zbrojeniowe w Polsce, które choć w części miałyby rekompensować nakłady na ich obecność wojskową w regionie – w ramach wzmocnienia sił NATO i indywidualnych decyzji USA. Europejski przemysł siłą rzeczy będzie poszkodowany.

Ale amerykańskie Black Hawki prawdopodobnie nie będą w stanie spełnić wszystkich wymagań polskiego wojska. Do ratownictwa morskiego trzeba większych, cięższych śmigłowców, które gotowe jest dostarczyć Leonardo Helicopters, obecny właściciel Świdnika. Tyle że AW-101 i proponowany Polsce też NH-90 wcale nie będą tańsze od Caracala, ba, na pewno będą dużo droższe.

Polska zapewne kupi więc trochę tego, trochę tego, a trochę amerykańskiego, grzebiąc koncepcję jednej platformy helikopterowej, z mozołem wypracowanej przez wojskowych. Tym samym polskie zamówienie na śmigłowce cofa się o 10 lat wstecz, ale być może wreszcie stanie się realne.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną