Kraj

Rząd pomaga skrajnej prawicy w sporze z FB, choć nie powinien się w to mieszać

Rząd pomaga skrajnej prawicy w sporze z FB, choć nie powinien się w to mieszać

Skrajna prawica wchodzi w spór z Facebookiem. Skrajna prawica wchodzi w spór z Facebookiem. Tomasz Korzewski / Polityka
Skrajna prawica wchodzi w spór z Facebookiem. Oczywiście pod pretekstem obrony wolności słowa i suwerenności krajowej.

To stały element politycznej propagandy nacjonalistów. Ale rząd nie powinien się mieszać do tej akcji.

Ministrowie Błaszczak i Streżyńska de facto stanęli w obronie ekstremizmu prawicowego, mowy nienawiści, konfrontacyjnych nacjonalistycznych masówek. FB zablokował dostęp do takich treści na kontach polskiej skrajnej prawicy. Słusznie, bo tu nie chodzi o ograniczanie wolności słowa, tylko o ograniczanie propagandy wykluczania, rasizmu, przemocy.

Tymczasem członkowie polskiego rządu na ewidentne przejawy ekstremizmu manifestowanego publicznie nie reagują, a nawet je bagatelizują. Za to włączają się do działania na prośbę nacjonalistów.

Prawicowe portale pełne mowy nienawiści

Można to interpretować jako przyzwolenie, a nawet wyraz poparcia, choć minister spraw wewnętrznych powinien wiedzieć, że polskie prawo zakazuje mowy nienawiści, rasizmu, grożenia przemocą na tle religijnym i narodowościowym. A na portalach skrajnej prawicy roi się od tego rodzaju złych emocji.

Zwracanie uwagi demokratycznie wybranemu rządowi jest przykre, bo nie tego spodziewamy się po takim rządzie, tylko działania zgodnego z prawem i niefaworyzującego żadnej grupy obywateli tylko dlatego, że go popierają.

Jednocześnie kontrolowana przez PiS Krajowa Rada RTV milczy o przymiarkach do likwidacji mediów niezależnych od obecnej władzy. Pisze o nich środowa „Gazeta Wyborcza”. Komunikat jest jasny. Tak dla nacjonalizmu, nie dla mediów patrzących władzy na ręce. Milowymi krokami Warszawa zbliża się do Budapesztu i Ankary.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ukraińska kelnerka o swojej pracy w polskich hotelach

Kobiety traktują nas jak powietrze, mężczyźni często proponują nam seks, a dzieci uważają za służące, którym nie należy się szacunek – opowiada Ukrainka, która od czterech lat pracuje na polskim wybrzeżu.

Katarzyna Zdanowicz
17.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną