Kraj

Czyje to królestwo?

Chrystus Królem i Panem. Obóz władzy, co może niepokoić, wpisał się w politykę kościelną

Prezydent Andrzej Duda podczas uroczystości w Łagiewnikach Prezydent Andrzej Duda podczas uroczystości w Łagiewnikach Łukasz Krajewski / Agencja Gazeta
W dniu wielotysięcznego protestu nauczycieli przeciwko likwidacji gimnazjów prezydent Andrzej Duda stawił się w Krakowie.

Prezydent nie znalazł czasu, by spotkać się z delegacją protestujących i przyjąć od nich apel o zatrzymanie nieprzemyślanej reformy edukacyjnej minister Anny Zalewskiej. Znalazł czas na wzięcie udziału w kościelnych uroczystościach w sanktuarium łagiewnickim, gdzie odczytano akt ogłoszenia Chrystusa Królem i Panem.

Prezydent uczestniczył w mszy wraz z matką (ale bez żony) w związanej z tym aktem mszy, której przewodniczył kard. Stanisław Dziwisz. Tym samym obóz dzisiejszej władzy wpisał się w politykę kościelną. Akty religijne mają u nas konsekwencje polityczne i zwykle kończy się to całkiem inaczej, niżbyśmy sobie życzyli.

Co się wydarzyło w Łagiewnikach

Przemówienia dygnitarzy kościelnych, kard. Dziwisza i bp. Andrzeja Czai, wygłoszone podczas mszy, tłumaczyły religijne powody ogłoszenia aktu. Były pojednawcze w tonie, ale mogły budzić wątpliwości.

Bp Czaja, zajmujący się w Konferencji Episkopatu Polski tak zwanymi ruchami intronizacyjnymi – kościelnymi grupami orędowników ogłoszenia Chrystusa Królem Polski – zaznaczył, że wierni „nie za bardzo przejęli się myślą kościelnego Jubileuszu Miłosierdzia: Miłosierni jak Ojciec”. Krytykował wzrost negatywnych emocji w społeczeństwie, „niemających nic wspólnego z Bożym Duchem”. Kard. Dziwisz podkreślił, że Chrystus nikomu niczego nie zabiera, a tylko wszystko daje.

Warto odnotować, że akt nie spełnia oczekiwania wspomnianych ruchów intronizacyjnych. Nie ogłasza Chrystusa Królem Polski. I słusznie, bo byłoby to gestem prowokującym niewierzących i niechrześcijan do obywatelskiego nieposłuszeństwa. Religia i teologia to jedno, świeckie państwo demokratyczne to drugie. I na tym polegają uzasadnione wątpliwości dotyczące publicznego sensu kościelnego wydarzenia w Łagiewnikach.

Choć dostojnicy kościelni uspokajają, że akt ogłoszenia Chrystusa Królem i Panem dotyczy jego panowania w niebie, to obecność prezydenta państwa i dygnitarzy państwowych na uroczystościach kościelnych nie rozwiewają niepokoju tej części społeczeństwa, która z Kościołem się nie utożsamia.

Kościół (zbyt?) blisko państwa

Niepokoić może to, że pod rządami obecnej władzy wiara katolicka, a w istocie Kościół jako instytucja, przenika do ośrodków władzy państwowej. Katolicyzm jako pewien program ideologiczny staje się „duszą” państwa, w którym nie wszyscy są katolikami i w którym tylko połowa katolików chodzi do kościoła.

Mniejszości narodowe, religijne i kulturowe zadają sobie w takim kontekście pytanie, czy ich prawa obywatelskie nie ucierpią. Bo w praktyce społecznej i politycznej u nas w Polsce rządzonej przez jedną, ostentacyjnie katolicką partię, droga od Chrystusa Króla do przekuwania „Prawa Bożego” w instrument do spychania części obywateli na margines może być niebezpiecznie krótka.

Uroczystość w Łagiewnikach zbiegła się nie tylko z protestem nauczycielskim w Warszawie. W Watykanie ogłoszono listę nowych kardynałów, elity Kościoła Powszechnego. Papież Franciszek po raz kolejny nie kreował kardynałem żadnego Polaka. Jak widać, Kościół marszów intronizacyjnych i masówek religijno-państwowych to nie jest Kościół, o jakim marzy papież.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

56. Czy tzw. żołnierze wyklęci są powodem do dumy?

Rafał Wnuk
10.07.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną