Polityka historyczna w służbie władzy

Wyziewy z fabryki mitów
Historycy nie chcą pracować w „fabryce narodowej wyobraźni”, nie chcą fałszowania i banalizacji przeszłości.
Mural z żołnierzami wyklętymi w Gdańsku Oruni
Wojciech Stróżyk/Reporter

Mural z żołnierzami wyklętymi w Gdańsku Oruni

Warszawa, 1966 r., defilada z okazji Tysiąclecia Państwa Polskiego
Mariusz Szyperko/PAP

Warszawa, 1966 r., defilada z okazji Tysiąclecia Państwa Polskiego

Kraków, 1983 r., gen. Wojciech Jaruzelski na obchodach 300-lecia bitwy wiedeńskiej
Chris Niedenthal/Forum

Kraków, 1983 r., gen. Wojciech Jaruzelski na obchodach 300-lecia bitwy wiedeńskiej

audio

AudioPolityka Marcin Zaremba - Wyziewy z fabryki mitów

Andrzej Duda, 23.11.2016 r. : Polska szkoła będzie uczyła prawdziwej polskiej historii, w której wiadomo, kto był zdrajcą, a kto bohaterem.

***

Ulubione narzędzie obecnej władzy, polityka historyczna, służy ukazaniu rządzących jako jedynych obrońców polskości. W ich mitologicznych opowieściach, np. o żołnierzach wyklętych czy Lechu Kaczyńskim, co smoka komunizmu pokonał, przeszłość zostaje nierozerwalnie złączona z teraźniejszością. To, co było wczoraj, uprawomocnia to, co jest dziś. By przeszłość była w ten sposób użyteczna, musi zostać poddana rewizji, na nowo wynaleziona. Ten instrumentalizm jest maskowany zwrotami o „przywracaniu godności”, „walce z pedagogiką wstydu”, konieczności pamiętania o „tych, których zdradzono o świcie”.

Na politykę historyczną składają się wypowiedzi polityków, teksty publicystów, państwowa celebra rocznic i bohaterów, dotacje na „słuszne” badania i likwidowanie „niesłusznych” wydawnictw jak Pamięć.pl. Kształtują ją prawicowe media, publiczna telewizja, państwowe instytucje, programy szkolne. Jesteśmy świadkami intensywnego fabrykowania nowej przeszłości. Na czym polega obróbka i skrawanie narodowych dziejów? Warto przyjrzeć się pracującej pełną parą fabryce mitów.

Dał nam przykład Jaruzelski

Historia fabrykowania prawomocności wiąże się ze zmierzchem ideologii. Kres wiary w ideologie przyniosły straszne doświadczenia procesów moskiewskich, obozów koncentracyjnych, rewolucja węgierska. Proste lewicowe czy prawicowe formuły zmiany społecznej zostały dobite przez narodziny państwa opiekuńczego. Gdy marksizm-leninizm zaczynał się wyczerpywać, w Polsce Władysław Gomułka sięgnął po politykę historyczną, choć wówczas nie posługiwano się tym terminem. Słabnące poparcie dla reżimu zaczęto łatać opowieściami o trwającym od czasów krzyżackich zagrożeniu ze strony Niemiec; w 1968 r. groźny stał się wróg wewnętrzny, żydowska „piąta kolumna”. Zbigniew Załuski, publicysta i ideolog partyjny, przekonywał, że „historia jest potężnym orężem moralnym”. Partyzantów – podobnie jak dziś żołnierzy wyklętych – otaczano kultem. W lipcu 1966 r. Władysław Gomułka w sejmowym przemówieniu stwierdził, że socjalistyczne państwo stanowi ostatni (wieńczący) etap w tysiącletniej historii Polski.

Również Edward Gierek wykorzystywał politykę historyczną, zgadzając się np. na odbudowę Zamku Królewskiego w Warszawie. Choć często był oprowadzany po jego salach, wolał jednak gumiaki i kask na „wielkich budowach socjalizmu”; liczyła się przyszłość z jej nowoczesnością, otwarciem na świat, lotami w kosmos.

Po klęsce budowy „drugiej Polski”, gdy od świata oddzielił nas stan wojenny, Wojciech Jaruzelski – idąc za przykładem Gomułki – ratował się „naszością” i historią, sięgając niemal wyłącznie do treści narodowych i patriotycznych. Telewizja nie pozwalała zapomnieć o zachodnioniemieckich rewizjonistach czy amerykańskich pershingach. Ówczesny ideolog Tadeusz Walichnowski przekonywał, że europeizacja to doktryna skierowana przeciw Polsce. Ważną oprawę władzy stanowiły obchody rocznic. Szczególny pod tym względem był 1983 r., gdy świętowano odsiecz wiedeńską. Jaruzelski – jako pierwszy tej rangi przywódca partii – zszedł do podziemi katedry wawelskiej i zasalutował przed trumną Jana III Sobieskiego.

Jak widać, politykę historyczną w wydaniu komunistycznym (jak również pisowskim) trudno uznać za spójną doktrynę, to raczej ideologiczna namiastka, propagandowa strategia łącząca nacjonalizm z historycyzmem. Nędzą historycyzmu nazwał Karl Raimund Popper formułowanie w naukach społecznych uniwersalnych praw czy prognoz rozwoju historycznego. W polityce historycyzmem nazwijmy fabrykowanie tytułów do rządzenia w oparciu o arbitralnie wybrane z przeszłości wydarzenia i postaci, nędzą – to, co PiS z nimi robi.

Po 1989 r. historycy rozpoczęli wypełnianie tzw. białych plam. Ważnym tematem w debacie publicznej była sprawa Katynia, którą źródłowo udokumentowano dzięki Borysowi Jelcynowi, prezydentowi Federacji Rosyjskiej, a zamordowanych upamiętniono należnymi cmentarzami.

Politycy rzadko zajmowali się historią. Trochę jak za Gierka, patrzono w przyszłość, w światła Zachodu. Przeszłość kojarzyła się bardziej z zacofaniem, z którego należało wyciągnąć kraj, niż ze źródłem legitymizujących opowieści. Także liderzy ówczesnej prawicy nie stroili się w piórka strażników pamięci, nie nawoływali do ekshumacji zamordowanych w okresie stalinowskim.

Ale już wtedy bywało, że historią posługiwano się jak cepem. W 1992 r. w taki sposób skorzystał z niej Antoni Macierewicz, wyciągając listę rzekomych bądź rzeczywistych agentów SB. Efekt okazał się odwrotny do zamierzonego. Po tzw. nocy teczek upadł rząd Jana Olszewskiego, którego Macierewicz był ministrem.

Prawdziwą cezurą okazało się powołanie w 1999 r. Instytutu Pamięci Narodowej (IPN). Postawiono przed nim zadanie przejęcia i opracowania akt peerelowskich służb. Innym, niewerbalizowanym publicznie, celem było pogrążenie postkomunistów. Zaczęła się nagonka lustracyjna. Wielu młodych historyków poczuło wiatr w żaglach; wystarczyło odnaleźć kwit, by na skroniach nieprzyprószonych siwizną mądrości spoczął laur odkrywcy. W „Rzeczpospolitej” Piotr Gontarczyk opublikował tekst, który oparł na teczce Leszka Kołakowskiego. Nic w niej nie było, za to kwerenda w życiorysie wielkiego filozofa dawała poczucie władzy i bycia na równi z nim. Ten sam historyk razem ze Sławomirem Cenckiewiczem wzięli na warsztat Lecha Wałęsę. W książce „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” przywódcę Solidarności osądzili bez próby zrozumienia kontekstu jego decyzji.

Teczkami posłużyli się również autorzy „Resortowych dzieci. Media” (niedawno wyszedł trzeci już tom, o politykach), opublikowanych pod koniec 2013 r. Bez żenady mieszali fakty z fałszem, by wykazać, że Polską rządzi grupa trzymających władzę dziennikarzy, których łączy pochodzenie z domów prominentów PRL bądź agenturalna przeszłość. Ten młot na czarownice z pewnością nie dostarczył nam wiedzy o złożonych procesach reprodukcji elit w Polsce, stanowił natomiast odbicie politycznej wizji świata charakterystycznej dla prawej strony, jej klisz myślowych i stereotypów.

Do 2015 r. polityka historyczna w dużej mierze sprowadzała się do okładania przeciwników teczkami. Gdy za jej prowadzenie wzięły się instytucje państwa, fabryka narodowej wyobraźni ruszyła pełną parą.

Obróbka ze skrawaniem

Skoro wchodzimy do fabryki, najpierw zajrzyjmy do wyimaginowanego gabinetu jej prezesa. Na regałach stoją książki historyczne, dwa obrazy przedstawiają marszałka Józefa Piłsudskiego i Lecha Kaczyńskiego. Wisi tam również, wcześniej w pewnym ukryciu, Roman Dmowski. 11 listopada pod jego pomnikiem złożył kwiaty Jarosław Kaczyński, którego oenerowcy w strojach z lat 30. okrzyknęli naczelnikiem. Ostatnio galerię prezes uzupełnił nowymi portretami – w Wierzchosławicach powiedział, że tradycja Wincentego Witosa i Stanisława Mikołajczyka jest mu bliska.

Trudno komukolwiek odbierać prawo do kreacji własnego panteonu bohaterów. Ale zestawienie Piłsudskiego z Dmowskim, którzy się nienawidzili, i Witosa, którego Marszałek kazał wsadzić do twierdzy brzeskiej, przypomina przegryzanie wątróbki sorbetem truskawkowym. Towarzyszący nam absmak można pewnie przemóc, rzecz jest jednak poważniejsza. Wynajdowanie tradycji, wydobywanie z niej dowolnych bohaterów, których historyczne wybory były przeciwstawne, to jawna instrumentalizacja historii.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną