Kraj

Plan Błaszczaka, czyli oberpolicjant na Sejm

Błaszczak zapowiada kolejne posiedzenie Sejmu w Sali Kolumnowej. Co dalej: obrady na Żoliborzu?

Okazuje się, że pomysł na wyjście z kryzysu w polskim parlamencie ma nadzorca policji. Okazuje się, że pomysł na wyjście z kryzysu w polskim parlamencie ma nadzorca policji. MSW / Flickr CC by 2.0
Błaszczak grozi opozycji i planuje posiedzenie w Sali Kolumnowej. Czy ma do tego prawo?

Okazuje się, że pomysł na wyjście z kryzysu w polskim parlamencie ma nadzorca policji. A że plan jest sprzeczny z prawem, tradycją, kulturą polityczną i rozsądkiem…

Szef policji (i MSWiA) Mariusz Błaszczak w swej łaskawości ogłosił, że jego funkcjonariusze nie będą „wyciągać” przebywających w sali posiedzeń Sejmu posłów opozycji. Zapowiedział jednak w telewizji inne rozwiązanie tej – jak to ujął – nielegalnej „okupacji”. Otóż wedle ministra „jeżeli oni [czyli parlamentarzyści opozycji – KB] nie ustąpią, to dalej obrady będą kontynuowane w sali, w której się odbywały w ostatni piątek, a wcześniej też wielokrotnie odbywały się w sierpniu 2010 roku”. Zamiast więc na sali posiedzeń Sejm miałby zgodnie z tą koncepcją obradować w tzw. Sali Kolumnowej.

Widać szef policji chce popróbować swych sił także w roli marszałka Sejmu. Zgodnie z prawem bowiem (a konkretnie z art.10 regulaminu Sejmu) to właśnie marszałek ma m.in. zwoływać posiedzenia Sejmu, czuwać nad tokiem jego prac i sprawować pieczę nad porządkiem na całym obszarze należącym do Sejmu. Jedynie on też może wydawać stosowne zarządzenia porządkowe. Członkom rządu, a już na pewno szefowi policji, nic do tego.

Nie mówiąc o tym, że uzurpacja taka ma już jednoznaczny, a nie tylko symboliczny, wymiar.

Plan Błaszczaka (a pewnie nie tylko jego, ale i aktualnej większości) narusza również tradycję rodzimego parlamentaryzmu. Wszak to właśnie Sala Posiedzeń stała się miejscem obrad Sejmu już w 1928 r. W efekcie stała się niemal ikoną tradycji demokratycznej Rzeczpospolitej. Sala Kolumnowa tymczasem nie dość, że wybudowana już za PRL (bo w ramach powojennej rozbudowy kompleksu budynków przy ul. Wiejskiej w latach 1948–1952), to jeszcze wykorzystywana była najwyżej na obrady komisji sejmowych i śledczych, parlamentarne konferencje oraz jako miejsce spotkań największego w danej kadencji klubu parlamentarnego (to ostatnie skądinąd może być w kontekście „planu Błaszczaka” znamienne, zważywszy jak obecnie panująca większość traktuje Sejm, a zwłaszcza sprowadza w nim do zera prawa opozycji).

Przez półtora roku Sala Kolumnowa służyła wprawdzie obradom Senatu, lecz Sejmu bodaj jedynie raz: w nadzwyczajnych okolicznościach lata 2010 r., kiedy to trzeba było w specjalnym trybie uchwalić ustawy związane z usuwaniem skutków ówczesnej powodzi, a sala posiedzeń była akurat remontowana.

Znaczenie mają wreszcie względy czysto logistyczne (by nie rzec: logiczne). Otóż Sala Kolumnowa ustępuje sali posiedzeń także rozmiarami i funkcjonalnością. Tymczasem konstytucja, a za nią ustawa o wykonywaniu mandatu posła i regulamin Sejmu, zobowiązują wszystkich 460 posłów (i przyznają im takie prawo) do obecności oraz czynnego udziału w posiedzeniach Sejmu. Ba, art. 7 regulaminu stanowi, że „na posiedzeniach Sejmu posłowie zajmują stałe, wyznaczone miejsca na sali posiedzeń”.

Co więcej, w posiedzeniach Sejmu może uczestniczyć także prezydent, członkowie rządu i wiele innych osób, pełniących kluczowe funkcje publiczne (prezes NIK, marszałek Senatu, Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, Rzecznik Praw Obywatelskich itd.). Do tego dochodzą osoby i delegacje zaproszone przez marszałka Sejmu, pracownicy kancelarii Sejmu, a zgodnie z prawem do jawności posiedzeń – dziennikarze i obywatele (regulamin mówi tu wprost o umożliwieniu publiczności „obserwowania obrad Sejmu z galerii w sali posiedzeń Sejmu”).

Nie mówiąc o tym, że czasem trzeba w państwie zwołać Zgromadzenie Narodowe – czyli umożliwić wspólne obrady 460 posłom i stu senatorom… Tymczasem Sala Kolumnowa, jak na takie potrzeby, ma skromną powierzchnię 600 m kw., nie posiada ułatwiającej prowadzenie i obserwowanie dyskusji amfiteatralnej konstrukcji i galerii itd.

Lecz przecież w „planie Błaszczaka” nie chodzi o sprawną pracę parlamentu RP, a tylko o upokorzenie sprzeciwiających się opozycyjnych posłów.

Przy takim podejściu Sejm można zwołać choćby w siedzibie PiS na warszawskiej ul. Nowogrodzkiej albo, co byłoby jeszcze prostsze, w pewnej willi na Żoliborzu.

Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Fiat 126p. Polski Volkswagen, tylko trochę mniejszy

Gdyby szukać materialnego symbolu gierkowskiej dekady, Polski Fiat 126p byłby jak znalazł. To za sprawą tego małego autka zaczęła się w PRL era masowej motoryzacji. Bo samochód – obok własnego mieszkania – miał być najbardziej widomym znakiem dobrobytu Polaków.

Adam Grzeszak
12.10.2021
Reklama