Kraj

Antoni Macierewicz obiecał Patrioty. Zamówienia nadal nie wysłano

Antoni Macierewicz, minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, minister obrony narodowej MON / Flickr CC by 2.0
Polska zamawia Patrioty – z dumą oświadczał minister obrony na kieleckich targach we wrześniu. Po upływie pięciu miesięcy ta deklaracja nadal nie ma potwierdzenia w faktach.
System rakietowy PatriotRaytheon/materiały prasowe System rakietowy Patriot

Za kilka dni minie pięć miesięcy, od kiedy minister obrony narodowej ogłosił – jak się wtedy zdawało – najważniejszą decyzję zbrojeniową 2016 r.

W pierwszym dniu targów obronnych w Kielcach Antoni Macierewicz oświadczył, że Polska wystosowała do rządu USA zapytanie ofertowe w sprawie zestawów obrony powietrznej Patriot: „Podpisałem decyzję o wystosowaniu letter of request do rządu Stanów Zjednoczonych i firmy Raytheon w sprawie zamówienia systemu Patriot dla programu Wisła”. Według ministra letter of request – czyli zamówienie w procedurze zagranicznej sprzedaży uzbrojenia (FMS) – miał dotyczyć dostawy ośmiu zestawów: dwóch baterii do roku 2019 oraz sześciu wyposażonych już w radar 360 stopni po roku 2020.

W wielu późniejszych wywiadach minister Macierewicz, wiceminister odpowiedzialny za uzbrojenie Bartosz Kownacki oraz rzecznik Bartłomiej Misiewicz powtarzali deklarację o wysłaniu zamówienia na Patrioty, wskazując, że to jedno z największych osiągnięć modernizacyjnych resortu.

W podsumowaniu roku 2016, opublikowanym pod hasłem „Dobry Rok”, ministerstwo pisze, że „zdecydowanie przyspieszono realizację kluczowego programu obrony powietrznej Wisła, kierując do ustalonych potencjalnych dostawców ze Stanów Zjednoczonych Letters of Request”.

Zamówienia do dziś formalnie nie złożono

Jeszcze we wrześniu minister zapewniał posłów z sejmowej komisji obrony, że zamówienie zostało wysłane. Obecny na posiedzeniu ówczesny szef Inspektoratu Uzbrojenia gen. Adam Duda (odwołany w grudniu) potwierdzał: „Inspektorat Uzbrojenia w dniu 6 września br. przekazał do Biura Współpracy Obronnej przy Ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Warszawie, za pośrednictwem Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych, w ramach procedury Foreign Military Sales, czyli tzw. FMS, zapytanie ofertowe, czyli letter of request”.

W ostatnim tygodniu odbyłem serię rozmów z przedstawicielami przemysłu i resortu, z których wynika, że do tej pory zamówienie nie zostało formalnie złożone. Polska rozpoczęła i prowadzi konsultacje co do treści letter of request, ale one wcale nie zaczęły się we wrześniu 2016 roku, tylko trwają przynajmniej od czerwca. Patrioty wciąż nie zostały zamówione, bo letter of request nabiera formalnego znaczenia w procedurze FMS dopiero po przyjęciu go w amerykańskiej agencji ds. współpracy zbrojeniowej DSCA.

Pomiędzy złożeniem dokumentu w ambasadzie USA a przyjęciem go w DSCA wgląd w niego miała US Army, która nadzoruje proces udostępniania uzbrojenia, jakie sama użytkuje. Wojsko uznało, że nasz letter of request jest niewykonalny, głównie ze względu na wymóg dostarczenia wraz z Patriotami dopiero testowanego systemu dowodzenia IBCS. W rezultacie LoR nie został przyjęty.

Co więcej, choć od deklaracji ministra minęło pięć miesięcy, nadal nie wiadomo, kiedy to się stanie. Ostatnie spotkanie uzgadniające miało miejsce pod koniec stycznia w Huntsville w stanie Alabama, gdzie mieści się rakietowe centrum US Army i Raytheona. – Oczywiście, że nie ma żadnego LoR – zapewnia uczestnik tamtych rozmów.

– Wysłanie LoR trwa tyle, bo chcemy mieć pewność, że dostaniemy wiążącą odpowiedź – tłumaczy osoba znająca szczegóły negocjacji z polskiej strony. – Wysłanie LoR będzie oznaczało, że dogadaliśmy prawie wszystko – dodaje oficer.

Kto odpowiada za zamówienie Patriotów?

Na najwyższym szczeblu za negocjacje odpowiada sekretarz stanu Bartosz Kownacki. Techniczne uzgodnienia prowadzi ekipa Inspektoratu Uzbrojenia, zresztą są to ci sami wojskowi, którzy prowadzą sprawę Patriotów od dawna. Gdy trzeba, głos zabiera odpowiedzialne za offset biuro generała Stanisława Butlaka i uczestniczący w procesie z ramienia wojska generał Stefan Mordacz, szef Zarządu Obrony Powietrznej i Przeciwrakietowej, czyli tzw. gestor.

Gdy do tego dodać przedstawicieli przemysłu zbrojeniowego na dwóch poziomach – poszczególnych firm i korporacyjnej „czapy” PGZ – widać, że liczba uczestników robi się spora. A to tylko jedna, nie najważniejsza przyczyna opóźnień.

Długa lista offsetowa

Długa jest lista polskich wymagań offsetowych. Przypomnijmy: zmieniona w 2014 r. ustawa wymaga, by offset, czyli umowy kompensacyjne zawierane z polskim przemysłem przez zagranicznego dostawcę uzbrojenia, dotyczył już wyłącznie spraw wojskowych, najlepiej zdolności związanych z pozyskiwanym sprzętem.

We wcześniejszej wersji możliwe było zawieranie innych umów, stąd rozmaite inwestycje amerykańskich firm przy okazji kupna F-16 w sektorach bynajmniej nie lotniczych. Teraz jest trudniej, bo nie tylko transakcja będzie większa niż zakup 48 samolotów, ale offset za nią ma otrzymać wyłącznie zbrojeniówka. Na liście życzeń było początkowo 57 technologii i obszarów współpracy, w zeszłym roku poszerzono ją do 69 pozycji. – Polska jeszcze nie poznała wyceny tego poszerzonego offsetu – informuje reprezentant amerykańskiej firmy zbrojeniowej. Bo offset trzeba kupić, czego nie powiedzą nigdy tak otwarcie polscy oficjele, niezależnie od rządu, który reprezentują.

Co więcej, polskie prawo przewiduje, że umowa offsetowa – obejmująca wszystkie 69 polskich oczekiwań – musi być wynegocjowana, podpisana i wejść w życie, zanim podpisany będzie właściwy kontrakt na dostawę. Negocjacje zaś nie zaczną się, dopóki w USA nie zostanie przyjęty polski letter of request.

Może być nawet gorzej. Niewykluczone, że trzeba będzie czekać na amerykańską odpowiedź, będącą jednocześnie projektem kontraktu. Amerykańskie firmy naciskają jednak, by rozmowy offsetowe zacząć jak najszybciej, tuż po wysłaniu właściwego LoR.

Tak czy owak na razie formalnie nic nie można zrobić, bo LoR nie został złożony. Nieformalne ustalenia są na zaawansowanym etapie, ale „dopóki wszystko nie jest ustalone, nic nie jest ustalone”.

Kolejni gracze wchodzą do gry?

A na horyzoncie pojawiło się kolejne opóźnienie lub, jak kto woli, nowa szansa. Na prośbę MON wyrażoną we wrześniu, wraz z zapowiedzią wysłania LoR, największy konkurent Raytheona – konsorcjum MEADS – przedstawiło swoją ofertę na system antyrakietowy. Ma on tę zaletę, że już teraz spełnia więcej polskich wymagań niż leciwy Patriot, ale nigdzie nie istnieje jako funkcjonujący w wojsku system uzbrojenia. Wybrały go co prawda Niemcy, ale najpierw muszą go dokończyć, doposażyć, sprawdzić i wprowadzić do uzbrojenia, co nie stanie się przed 2025 r.

Jeśli Polska na poważnie prosiła konkurentów o propozycję, to chyba nie po to, by ją włożyć do szuflady. Ocena zalet MEADS w porównaniu z Patriotem, która będzie możliwa w pełni chyba dopiero po otrzymaniu z USA wyceny naszego LoR, pewnie potrwa kilka miesięcy. Jakby tego było mało, PGZ – kontrolowana przecież przez MON – właśnie wznowiła współpracę z trzecim oferentem z okresu wstępnych rozmów, europejskim producentem rakiet MBDA. Współpraca ma dotyczyć m.in. systemu Wisła, czyli właśnie tego, którego dotyczy niezłożony LoR. Czy to oznacza kolejną ofertę w grze?

Polityka zbrojeniowa jest istotnym elementem relacji zewnętrznych państwa, gdy dotyczy sprzętu i uzbrojenia kupowanego z zagranicy. Zawierane w jej ramach kontrakty mają nie tylko znaczenie wojskowe (przez wyposażanie armii w nowe zdolności), ale i polityczne – wyznaczając kierunek strategicznych sojuszy i łącząc strony umów więzami trwającymi nieraz wiele dekad.

Z reguły oznaczają też wydatkowanie z budżetu państwa wielomiliardowych sum na sam zakup i utrzymanie sprzętu w całym jego cyklu życia. Dlatego programy zakupu broni od światowych firm należy starannie przygotowywać, a każdą udzielaną o nich wypowiedź ostrożnie ważyć. W Polsce mamy do czynienia z dramatyczną w tej dziedzinie dezynwolturą. Albo – co byłoby jeszcze gorsze – grą pozorów.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Jakie filmy i seriale oglądać w czasach klęski urodzaju

Żeby kino było sztuką, musi – jak sama nazwa wskazuje – być sztuczne. Jeśli film jest całkowitą kreacją, to zatraca ludzki wymiar i staje się pustą rozrywką, dodatkiem do popcornu – o swojej miłości do kina opowiada dr Piotr Kletowski, filmoznawca.

Łukasz Dziatkiewicz
25.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną