Kraj

Czemu służy nagonka na katowicki IPN? To jeszcze jeden element walki z RAŚ

Czemu służy nagonka na katowicki IPN? To jeszcze jeden element walki z RAŚ

Gdyby prezydent wpadł do mnie po sąsiedzku na kielicha, to rozwiałbym pewnie trochę obaw i wytłumaczył, że nie da się oderwać dzisiejszego Śląska od Polski. Gdyby prezydent wpadł do mnie po sąsiedzku na kielicha, to rozwiałbym pewnie trochę obaw i wytłumaczył, że nie da się oderwać dzisiejszego Śląska od Polski. Kris Duda / Flickr CC by 2.0
Przed laty straszono Polskę „dziadkami z Wehrmachtu” albo – całkiem niedawno – „ukrytą opcją niemiecką”.

Wróble ćwierkają, że PiS znalazł sposób na odbicie za rok samorządów, a na Śląsku – na wygumkowanie z regionalnej polityki Ruchu Autonomii Śląska. Gdyby, rzecz jasna, nie dało się autonomistów wcześniej zdelegalizować, co byłoby sukcesem najlepszym z najlepszych.

Dwukadencyjność samorządów to już znana sprawa. Nowy pomysł idzie w kierunku tego, by do sejmików wojewódzkich mogły startować tylko ogólnopolskie partie polityczne. RAŚ jest stowarzyszeniem – choć de facto partią regionalną – obecnym jedynie na scenach województw śląskiego i opolskiego.

Taki zapis automatycznie wykluczałby autonomistów z wyborczej gry. Nawet gdyby zmienili się w partię, to ogólnopolskiego statusu – pod swoją nazwą – nie uzyskają. Powodów już dość przez lata rozwinąłem.

Kiedyś mówiło się o „partii regionów”, ale konia z rzędem temu, kto sobie wyobraża, że taką partię ze śląskimi autonomistami na czele będą chcieli budować – choćby w Białymstoku czy Rzeszowie. Płakać po autonomistach nie będę, ale nie podoba mi się przedwyborcza kombinacja, mająca na celu pozbycie się regionalnej formacji działającej, co by nie mówić, w granicach prawa.

Ostrze skierowane jest przeciwko autonomistom, ale uderzy też w możliwe regionalne inicjatywy w całym kraju. Ot, choćby w polityczny pomysł na jednym z naszych wybrzeży, który zapowiadałby się silniejszy od notowań aktualnie partii rządzącej.

Alternatywą podniesienie progu do 10 proc.?

Wróble ćwierkają również, że alternatywą dla ewentualnych wrogów mogłoby być podniesienie w wyborach samorządowych progu do 10 proc. Wtedy samorządy zostałyby opanowane przez 2–3 ogólnopolskie formacje. Ale w tym przypadku RAŚ, który w dwóch ostatnich głosowaniach zdobywał odpowiednio 8,5 proc. i 7,2 proc. (cztery mandaty), nie byłby na straconej pozycji, jeśli potrafiłby się odpowiednio skrzyknąć i zmobilizować.

Pomysły na wyeliminowanie RAŚ to fragment większej śląskiej lub też raczej antyśląskiej całości. A raczej: antyśląskiej histerii, wynikającej z nieznajomości realiów tej ziemi i biorącego się tym samym z naturalnego strachu przed nieznanym. Przed laty straszono Polskę „dziadkami z Wehrmachtu” albo – całkiem niedawno – „ukrytą opcją niemiecką”.

Strach ów udzielił się także prezydentowi Andrzejowi Dudzie, który pamiętnego 9 marca tegoż roku, dokładnie w godzinach, kiedy w Brukseli wybierano Donalda Tuska, wizytował Siemianowice Śląskie. I powiedział tutaj znamienne słowa: „Przez całą swoją służbę dla Rzeczypospolitej będę stał na straży integralności i niepodzielności terytorium Rzeczpospolitej. To jest jedno z najważniejszych zadań prezydenta. Nie ma takiej ceny, której (…) ja jako prezydent nie jestem gotów zapłacić, aby Polska była jedna ze Śląskiem w sercu”.

Nie trzeba nawet czytać między wierszami, żeby tę deklarację – i ostrzeżenie zarazem – dokładnie zrozumieć. Słowa o integralności Polski nie padły bowiem w Szczecinie i Wrocławiu (obszarami graniczącymi z Niemcami) czy nawet w Przemyślu, rzut kamieniem od zaprzyjaźnionej Ukrainy – tylko w moich Siemianowicach Śląskich. A stąd najbliżej do Słowacji i Czech.

Nie ma potrzeby bronić Śląska Rejtanem

Gdyby prezydent wpadł do mnie po sąsiedzku na kielicha, to rozwiałbym pewnie trochę obaw i wytłumaczył, że nie da się oderwać dzisiejszego Śląska od Polski. Że my tu z żoną i dziećmi na to nie pozwolimy! Że jako Polak na Śląsku nie podzielam głosów o separatystycznych ciągotkach Ślązaków, a autonomistów w szczególności. I wyraźnie definiuję ich miejsce w śląskim szeregu…

I że nie jestem w tym poglądzie odosobniony, wręcz przeciwnie – stanowimy bezpieczną i zdeklarowaną większość. I że nie wypowiadam tego przekonania ustami leninowskiego pożytecznego idioty. I że nie ma potrzeby bronić Śląska Rejtanem ani ośmieszać go – jak całej Polski – rejtanowskimi gestami pani premier w Brukseli.

Ale słowa podziękowania prezydenta dla mieszkańców miasta kupuję i biorę też do siebie: „Chciałem wam tutaj z całego serca podziękować za to, że od pokoleń jesteście tacy, jacy jesteście. Że trwacie w wierze, trwacie w wierności Rzeczypospolitej, że trwacie w etosie pracy, porządku wszystkiego, co od wieków tu na Śląsku jest najcenniejsze”. Mądre to i prawdziwe. Choć tkwię tu trochę ponad lat 40, to dziękuję, Panie Prezydencie, za zauważenie, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy – dziękuję czapką do ziemi, po śląsku.

W tej śląskiej większej całości nie może też zabraknąć krytyki, która niespodziewanie z portalu „wPolityce” spadła na katowicki oddział IPN. Oddział do tej pory najwierniejszy z wiernych. Były wytyczne: tropić zabójców gen. Władysława Sikorskiego – śledczy tropili. Polecili wyśledzić, kto stał za Ali Agcą – śledzili. Wyszło, jak wyszło – a tu masz, uderzenie obuchem w głowę, a może i gdzie indziej.

W skrócie: katowicki IPN autoryzuje skrajnie antypolski ruch – chodzi rzecz jasna o RAŚ – i nie wspiera polskiej racji stanu na Śląsku.

Śląskie strachy będą miały coraz większe oczy

Autoryzacja to choćby kwestia uczestnictwa historyków IPN w dyskusjach, wraz z przedstawicielami autonomistów, dotyczących najnowszych śląskich dziejów. W tym związanych z powojennymi represjami, które dotknęły zwykłych Ślązaków. Z krytyki, żeby nazwać ją konstruktywną, musi coś wynikać. Stąd wspomniany portal sugeruje, że władze IPN powinny zmienić kierownictwo katowickiego oddziału. Kierownictwo odpowiedziało oświadczeniem, że rzekomy brak działań na rzecz polskiej racji stanu to czcze insynuacje. Na dowód wymieniło dziesiątki tytułów wydanych książek temu przeczące.

W odpowiedzi „wPolityce” „pogratulowało” wernisażu wystawy „Dziadek z Wehrmachtu”, który miał miejsce 3 grudnia 2015 r. w katowickim Centrum Edukacyjnym IPN „Przystanek Historia”, i zapytało: czy historycy katowickiego IPN brali udział w pracach merytorycznych nad wspomnianą wystawą? I czy wspomniana działalność – w tym współpraca z domem Współpracy Polsko-Niemieckiej w Gliwicach i Fundacją Konrada Adenauera w Polsce – jest również realizacją ustawy o IPN? Między wierszami zadano fundamentalne pytanie: kto za wami stoi, historycy (no i wszyscy) z katowickiego IPN? Ale się porobiło…

Cóż, sprawa jest rozwojowa – jak zresztą wszystko, co związane ze Śląskim. Będzie się działo, a czym bliżej wyborów samorządowych, tym śląskie strachy będą miały coraz większe oczy. Wróble ćwierkają… idzie wiosna. Mam nadzieję, że dla polskiego Śląska radośniejsza.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pedofilia: odmiany, przyczyny, leczenie

Rozmowa z dr. Sławomirem Jakimą, seksuologiem, psychiatrą, psychoterapeutą.

Ewa Wilk
21.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną