Polowanie na Donalda Tuska

Ścigany
Czy PiS spróbuje pozbawić Donalda Tuska stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej dzięki postawieniu „pod podejrzeniem”? Albo odstraszyć od wizyt w Polsce? Czy Bruksela da się wciągnąć w tę grę?
Tusk miał być przesłuchany 15 marca, ale nie stawił się w prokuraturze, bo to kolidowało z jego obowiązkami jako szefa Rady Europejskiej.
Yves Herman/Reuters/Forum

Tusk miał być przesłuchany 15 marca, ale nie stawił się w prokuraturze, bo to kolidowało z jego obowiązkami jako szefa Rady Europejskiej.

Próby „kryminalizacji” Tuska tylko pogłębiłyby izolację Polski w Unii i jeszcze bardziej osłabiły jej pozycję.
Łukasz Szeląg/Reporter

Próby „kryminalizacji” Tuska tylko pogłębiłyby izolację Polski w Unii i jeszcze bardziej osłabiły jej pozycję.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński gratuluje Donaldowi Tuskowi objęcia stanowiska prezydenta UE, Warszawa, 1 października 2014 r.
Jerzy Dudek/Reuters/Forum

Prezes PiS Jarosław Kaczyński gratuluje Donaldowi Tuskowi objęcia stanowiska prezydenta UE, Warszawa, 1 października 2014 r.

audio

AudioPolityka Ewa Siedlecka - Ścigany

Dziesięć lat temu Jarosław Kaczyński pozbył się z rządu Andrzeja Leppera, stwierdzając, że człowiek „pod podejrzeniem” nie może być wicepremierem. Pretekstem była sprawa rzekomej korupcji w Ministerstwie Rolnictwa, zmontowana przez CBA Mariusza Kamińskiego.

Jesienią zeszłego roku Jarosław Kaczyński, w wywiadzie dla „Polska The Times”, pytany, dlaczego rząd nie wspiera Tuska na drugą kadencję w Radzie Europejskiej, powiedział, że w Sejmie i prokuraturze toczą się postępowania, które mogą doprowadzić do postawienia byłemu premierowi „jakichś zarzutów”. Więc ma wątpliwości, „czy taka osoba powinna stać na czele Rady Europejskiej”.

Sugerował też, że Tusk mógłby być „świadkiem koronnym”. A więc, że jest kryminalistą, bo świadek koronny to skruszony przestępca, który idzie na współpracę z organami ścigania w zamian za bezkarność czy łagodniejszy wyrok. Wymieniał w tym kontekście katastrofę smoleńską, aferę Amber Gold i sprzedaż Ciechu (szczegóły w ramce).

Sugestie o kryminalnych powiązaniach Donalda Tuska nie zapobiegły jego wybraniu na przewodniczącego RE. Wbrew czy wręcz na złość rządowi PiS, bo ten wybór przywódcy unijnych państw przyprawili tak, by był możliwie najbardziej dla Kaczyńskiego i jego partii upokarzający.

Czy PiS odpuści Tuskowi?

Kaczyński podobno nie zapomina. A już po wyborze Tuska PiS zadbał, by do opinii publicznej przedostała się informacja, że ma być przesłuchany jako świadek w sprawie porozumienia z rosyjską FSB (patrz ramka). Podobno miał na nie wydać zgodę bez wymaganej ustawą konsultacji z ówczesnym szefem MON. Ale żeby mówić o przestępstwie, trzeba wykazać szkodliwość społeczną czynu. W przypadku tego porozumienia jedyną szkodliwością byłoby niedopełnienie procedury. To może prowadzić do odpowiedzialności służbowej, a nie karnej. Po drugie, żeby jakiś czyn uznać za przestępstwo urzędnicze (niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień), konieczne jest wskazanie, jak ten czyn działał na szkodę „interesu publicznego lub prywatnego”. Tymczasem porozumienie z FSB (które zresztą nigdy nie weszło w życie) było w interesie naszego kraju, co stwierdziła w maju 2014 r. sejmowa komisja do spraw służb specjalnych. A więc sprawa wydaje się mocno dęta.

Tusk ma być przesłuchany jako świadek. Normalnie jeśli prokuratura bierze pod uwagę postawienie komuś zarzutów, nie przesłuchuje go jako świadka. Tak zdobyty materiał może być zakwestionowany w sądzie jako złamanie zakazu wymuszania samooskarżenia: świadek ma obowiązek mówić wszystko, co wie, podejrzany – może odmówić składania zeznań. Przesłuchanie potencjalnego podejrzanego jako świadka byłoby zdyskwalifikowane przez sąd.

Jednak rok temu PiS zmienił procedurę karną. Nowe przepisy nakazują sądowi uwzględnienie dowodów zdobytych z naruszeniem prawa. A nowe prawo o prokuraturze zwalnia prokuratorów od odpowiedzialności dyscyplinarnej za łamanie prawa, jeśli działają „wyłącznie w interesie społecznym”.

Tusk miał być przesłuchany 15 marca, ale nie stawił się w prokuraturze, bo to kolidowało z jego obowiązkami jako szefa Rady Europejskiej. Prokuratura ma z nim uzgodnić termin na pierwszą połowę kwietnia. Na tym może się skończyć. Albo nie.

Jarosław Kaczyński mówił o toczących się „postępowaniach”. Zatem przesłuchań może być więcej. Potwierdził to minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro: „Tusk był premierem, w związku z tym badane są przez prokuraturę rozmaite jego decyzje” – mówił w październiku zeszłego roku. Decyzji rządu, na którego czele stał Tusk, były przez te lata pewnie dziesiątki tysięcy, więc prokuratura ma co badać. Jednak żaden premier nie może ponosić odpowiedzialności karnej za wszystko, co działo się w jego rządzie. Inaczej premier Kaczyński odpowiedziałby np. za śmierć Barbary Blidy. Jeśli premier o czymś nie decydował osobiście – może ponosić co najwyżej odpowiedzialność polityczną.

Ale jeśli PiS poleci prokuraturze postawić Tuskowi zarzut – ta go postawi. Może też wydać europejski nakaz aresztowania. Prokuratorzy są dziś całkowicie uzależnieni od prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, który może wydać im dowolne polecenia. Albo sam wykonać „czynność procesową”: np. wezwać na przesłuchanie czy postawić zarzut. A postawienie zarzutu to jedyne postanowienie procesowe w śledztwie, którego nie kontroluje sąd.

Przewodniczący RE „pod podejrzeniem” to sytuacja niewygodna także dla samej Unii. Nie było dotąd takiego precedensu. Taka funkcja w UE istnieje od 2009 r. i Tusk jest dopiero drugim przewodniczącym. Pierwszym był premier Belgii Herman Van Rompuy. 

Tuska nie chroni immunitet

Unijny immunitet chroni funkcjonariuszy i pracowników UE tylko w sprawach związanych z ich obowiązkami. Tak stanowi Protokół nr 7 do Traktatu UE „w sprawie przywilejów i immunitetów Unii Europejskiej”. Zarzuty, które sugeruje się Tuskowi, nie dotyczą unijnej funkcji, a więc immunitet go nie chroni. Możliwe jest więc postawienie mu zarzutów karnych. I wydanie przez polski wymiar sprawiedliwości europejskiego nakazu aresztowania (ENA), gdyby Tusk nie chciał stawić się w prokuraturze. Trzeba by jednak znaleźć sędziego – w Sądzie Okręgowym w Warszawie, bo ten byłby w tej sprawie właściwy – który uzna zebrany przez prokuraturę materiał za wystarczający. I stwierdzi, że „interes wymiaru sprawiedliwości” wymaga wydania w tej sytuacji ENA (warunek z art. 607b kpk).

Gdyby ENA został wydany, to jeszcze nie znaczy, że państwa unijne miałyby obowiązek pojmać i wydać Tuska. Jeśli zarzut dotyczyłby przestępstwa karanego w Polsce powyżej trzech lat więzienia i znajdującego się na liście wymienionej w art. 2 Decyzji Ramowej Rady z 13 czerwca 2002 r. „w sprawie europejskiego nakazu aresztowania i procedury wydawania osób między Państwami Członkowskimi” (m.in. terroryzm, zabójstwo, porwanie, handel ludźmi itp.) – ENA obliguje państwa do wydania podejrzanego nawet, gdyby czyn nie był w kraju, gdzie przebywa, przestępstwem.

Ale i wtedy, jeśli dowody byłyby byle jakie, odpowiedni organ sądowy państwa, do którego trafi ENA, może odmówić jego realizacji. Pozwala na to art. 17 wymienionej Decyzji Ramowej. Odmowę trzeba uzasadnić. W przypadku wątpliwych zarzutów i podejrzeń o ich polityczne motywy można powołać się na ochronę praw człowieka (unijną Kartę Praw Podstawowych i Konwencję Praw Człowieka). A pkt 10 wstępu do Decyzji Ramowej głosi: „Mechanizm ENA opiera się na wysokim stopniu zaufania w stosunkach między Państwami Członkowskimi. Jego wykonanie można zawiesić jedynie w przypadku poważnego i trwałego naruszenia przez jedno z Państw Członkowskich zasad określonych w art. 6 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej, ustalonych przez Radę na podstawie art. 7 ust. 1 wymienionego Traktatu”. Polska spełnia ten warunek: wszczęto wobec niej przewidzianą w tych przepisach procedurę kontroli przestrzegania praworządności. Przestała być krajem, z którym relacje – przynajmniej w sprawie ENA – opierają się na „wysokim stopniu zaufania”.

Odmowa wydania Tuska nie wstrzymałaby postępowania karnego w Polsce. Prokuratura może mu postawić zarzut karny. Nawet skierować akt oskarżenia; na to nie potrzebuje akceptacji sądu. Choć gdyby oskarżenie nie opierało się na porządnych dowodach, sąd powinien zwrócić go prokuraturze.

Ale sytuacja formalnego podejrzenia mogłaby skutecznie powstrzymać Donalda Tuska od przyjazdu do Polski. Bo nawet gdyby sąd nie zgodził się na jego tymczasowe aresztowanie, to i tak prokuratura mogłaby go zatrzymać na 72 godziny. Mógłby też dostać zakaz opuszczania Polski.

By mu dokuczyć, nie trzeba zresztą zarzutu karnego. Można byłego premiera przesłuchiwać jako świadka w każdej sprawie, która dotyczy rządów jego ekipy. Wystarczy wszcząć odpowiednio wiele postępowań. Tusk musiałby kursować między Brukselą a Polską na przesłuchania. Albo odmawiać ze względu na obowiązki szefa RE. A świadka „uporczywie”, bez usprawiedliwienia, niestawiającego się na przesłuchania można zatrzymać i doprowadzić. Mało tego: można nałożyć na niego karę porządkową – areszt do 30 dni. Decyduje o tym sąd.

Taki nakaz doprowadzenia obowiązywałby jednak tylko w Polsce. Nie można za świadkiem wystawić ENA. W ogóle świadków nie można ścigać za granicą. To prowokowałoby nadużycia. Np. prokurator w Belgii mógłby wydać nakaz doprowadzenia premier Szydło na przesłuchanie w sprawie jakichś zdarzeń związanych z jej pobytem w Brukseli.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną