Kraj

Eurokorpus – zasób kadrowy MON

Polska opuszcza Eurokorpus? Trudno o gorszy moment na taką decyzję

Całe szczęście, że współpracy z Eurokorpusem nie zrywamy od razu. Całe szczęście, że współpracy z Eurokorpusem nie zrywamy od razu. Kenny Holston / Flickr CC by 2.0
Decyzja o wycofaniu polskich oficerów z europejskiego sztabu nie mogła zapaść w trudniejszym momencie. Ale obrazuje zapaść kadrową MON, który musi nagle obsadzić ważniejsze z jego punktu widzenia placówki.

Oficer sztabowy to rzadkie dobro. Taki, który jeszcze dobrze zna języki i otrzaskał się w strukturach NATO, jest podwójnie wartościowy. Dla Polski, która wskutek decyzji NATO stała się centrum dowodzenia czterech wzmocnionych batalionów rozmieszczanych na wschodniej flance Sojuszu, każdy doświadczony sztabowiec ze znajomością zasad międzynarodowej współpracy jest dzisiaj na wagę złota.

Dlatego nie panikuję po decyzji MON o zredukowaniu naszego zaangażowania w sztabie w Strasburgu. Traktuję ją bardziej jako trudną konieczność albo wręcz dowód zapaści kadrowej, za którą tylko w części odpowiedzialny jest obecny minister. Po prostu ekspansja NATO na wschód nastąpiła po okresie redukcji dowództw sojuszniczych wyższego szczebla i nawet gdybyśmy chcieli, nie mieliśmy szansy „wychować” w nich wystarczającej liczby oficerów. A niestety nie bardzo przez ostatnie lata chcieliśmy.

Sztab wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego w Szczecinie jest w trakcie rozbudowy. Kadrowo ma się zwiększyć ponaddwukrotnie do przyszłego roku. Wtedy też ma być ustanowione dowództwo niższego – dywizyjnego – szczebla w Elblągu. W obu Polska zadeklarowała istotny wkład, choć oczywiście nie jest sama. Ale potrzebni są też oficerowie łącznikowi w wielonarodowych batalionach NATO i jednostkach integracji z siłami narodowymi NFIU. Około stuosobowy „zasób kadrowy” w Strasburgu jest ich naturalnym rezerwuarem.

Oczywiście ta decyzja następuje w złym momencie. Polska wysłała już wystarczającą liczbę sygnałów o braku zainteresowania pogłębioną współpracą europejską, by dać powody do zaniepokojenia. Również ostatnie wypowiedzi ministra Macierewicza dotyczące perspektyw integracji w dziedzinie obronnej były sceptyczne, mimo wcześniejszych deklaracji o zainteresowaniu budową europejskiej tożsamości obronnej, a nawet wywiadów, w których lider PiS Jarosław Kaczyński mówił o europejskiej armii.

Czym jest Eurokorpus?

Eurokorpus, jako jedna z najstarszych wielonarodowych struktur sztabowych na Zachodzie kontynentu i owoc współpracy niemiecko-francuskiej, która również dziś będzie motorem unii obronnej, jest w tym kontekście symboliczny. Nie ma też wątpliwości, że jego doświadczenia, związani z nim ludzie i stojąca za nim filozofia współpracy będą kluczowe dla wypracowania nowej europejskiej tożsamości obronnej, której pierwsze konkretne propozycje mają być znane za kilka miesięcy.

Właśnie dlatego Polska długo starała się o uzyskanie w Eurokorpusie pełnoprawnego statusu. Chciałbym wierzyć, że za obecnym wycofaniem się – czy też stopniową redukcją zaangażowania (jak chce MON) – stoją głównie względy kadrowe.

Nie mam jednak złudzeń, że polityka też mogła odegrać swoją (złą) rolę. Francja od czasu anulowania zamówienia na śmigłowce Airbusa – delikatnie mówiąc – nie ma najlepszej prasy w MON. Niemcy są już prawie przedstawiane jako wróg Polski. Niemiecko-francuski w swych początkach (choć obecnie wielonarodowy) Eurokorpus padł być może ofiarą uprzedzeń i resentymentów.

Lekceważące traktowanie sojuszu z Francją i Niemcami, mimo że od 1999 r. jesteśmy z nimi w jednym pakcie politycznym i wojskowym, jest nadal głęboko zakorzenione u części wojskowych. Obecne kierownictwo polityczne MON zdaje się tę rezerwę podzielać, stawiając niemal całkowicie na sojusz z USA. A przecież polskie bezpieczeństwo, co przez lata było niekwestionowanym założeniem, powinno opierać się na trzech filarach: narodowym, europejskim i transatlantyckim. I nie powinniśmy pytać, kogo bardziej kochamy: mamusię czy tatusia...

Całe szczęście, że współpracy z Eurokorpusem nie zrywamy od razu, że sojusznicy mają czas wypełnić lukę po odchodzących oficerach, że z kolei ich doświadczenie najprawdopodobniej zostanie wykorzystane w strukturach NATO w kraju. Najgorsze, co mogłoby się stać, byłoby zmarnowanie inwestycji poczynionej w tych ludzi przez odesłanie ich do rezerwy kadrowej albo zmuszenie do rozstania ze służbą.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Od uchodźcy 600 zł. W Polsce kwitnie handel meldunkami

O tym, że zameldowanie nadal jest w Polsce obowiązkowe, wie niewielu Polaków. Obcokrajowców jeszcze mniej. Właściciele mieszkań meldować nikogo nie muszą. I nie chcą. W szczególności uchodźców, a już najmniej tych z Afryki. Za brak meldunku Polakom nic nie grozi, cudzoziemcom spoza Unii – grzywna. Bez zameldowania nie mogą załatwić wielu spraw. W efekcie kwitnie meldunkowy handel.

Agnieszka Rodowicz
16.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną