Sprawa Misiewicza oznacza, że Kaczyński idzie po ministra obrony. Czy będzie czołowe zderzenie?
Sprawa Misiewicza szkodzi PiS. Wielomiesięczna obrona Misiewicza przez Macierewicza podważa zaś istotę przywództwa Kaczyńskiego. Dlatego prezes PiS musi uderzyć w ministra obrony.
Szef PiS nie mógł zrobić inaczej. Misiewicz szkodził notowaniom PiS.
Kacper Pempel/Forum

Szef PiS nie mógł zrobić inaczej. Misiewicz szkodził notowaniom PiS.

Nikt i nic nie szkodzi PiS-owi tak bardzo jak sam PiS, co my wiemy od dawna, a politycy PiS wciąż z takim samym zdziwieniem odkrywają. Sprawa Bartłomieja Misiewicza, jakkolwiek zagadkowa w szczegółach, to kolejny odcinek telenoweli, w której przed niedokształconym aptekarzem występowali (niektórzy w kilku odcinkach) Adam Hofman i Dawid Jackiewicz, Zbigniew Ziobro z Jackiem Kurskim, Michał Kamiński z Adamem Bielanem itd.

Nie jest przy tym przesadnie ryzykowna teza, że pan Misiewicz jest w tym tasiemcu epizodystą. Gwiazdorska rola należy do jego patrona Antoniego Macierewicza. To wiceprezes PiS, minister obrony, badacz Smoleńska i likwidator WSI – a zarazem w partii ciało obce, z niesłychanie skomplikowanymi relacjami z Jarosławem Kaczyńskim.

Macierewicz z nieznanych powodów od kilku miesięcy ostentacyjnie ignorował mocne zalecenia Kaczyńskiego w sprawie zrobienia porządku z Misiewiczem, który coraz bardziej ciążył na wizerunku partii rządzącej.

A Macierewicz nic. Kluczył, zwodził, zapewniał, obiecywał, wykonywał ruchy pozorne. Aż Misiewicz odnalazł się w Polskiej Grupie Zbrojeniowej z pensją kosmiczną jak na kogoś tak nienachalnie wykwalifikowanego – według „Faktu” miał zarabiać 50 tys. zł.

Dlaczego tak się stało? Teorie krążą rozmaite. Do mnie przemawia ta, wedle której Macierewicz z jednej strony testował siłę przywództwa Kaczyńskiego – a z drugiej chciał pokazać potencjalnym sojusznikom w PiS, że w razie czego mogą znaleźć kogoś, kto w ich obronie postawi się samemu prezesowi.

Kaczyński w końcu tupnął. Zawiesił Misiewicza w prawach członka partii i powołał komisję ds. wyjaśnienia tej sprawy w składzie: Joachim Brudziński, Mariusz Kamiński i Marek Suski. Waga ciężka polityków i ich wypróbowana lojalność wobec Kaczyńskiego wskazują, że komisja bierze na cel samego Macierewicza.

Szef PiS nie mógł zrobić inaczej. Misiewicz szkodził notowaniom PiS, bo był pisowskim odpowiednikiem platformerskich ośmiorniczek, a Macierewicz – wiedząc o tym i wbrew wyraźnym, publicznym poleceniom Kaczyńskiego – swojego resortowego młodzieńca chronił. To było rujnujące nie tylko dla PiS, lecz dla samej istoty przywództwa Kaczyńskiego.

Z tego punktu widzenia dla Kaczyńskiego korzystniejszy jest nawet otwarty konflikt z Macierewiczem, niezależnie od strat, który niechybnie przyniesie. Co się stanie po drodze, trudno dziś przesądzać, ale nie postawiłbym dużych pieniędzy na to, że Macierewicz przetrwa do końca roku na fotelach wiceszefa PiS i ministra obrony.

Nam pozostaje zaś kupić popcorn i oglądać.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną