Zamach na sądy

PiSądy
PiS właśnie rozmontowuje ostatnie bezpieczniki sędziowskiej niezawisłości i niezależności sądownictwa. Być może doczekamy czasów, w których sądzenie według prawa i sumienia będzie aktem obywatelskiego nieposłuszeństwa.
Przypieczętowaniem przejęcia przez partię rządzącą sądownictwa powszechnego będzie przejęcie Sądu Najwyższego.
Mateusz Włodarczyk/NurPhoto/Forum

Przypieczętowaniem przejęcia przez partię rządzącą sądownictwa powszechnego będzie przejęcie Sądu Najwyższego.

Przejmowanie wymiaru sprawiedliwości przebiega według logicznego planu.
Igor Morski/Polityka

Przejmowanie wymiaru sprawiedliwości przebiega według logicznego planu.

Minister sprawiedliwości dostaje władzę odwoływania prezesów przed końcem kadencji, jeśli nie spodoba mu się ich praca.
Krystian Maj/Forum

Minister sprawiedliwości dostaje władzę odwoływania prezesów przed końcem kadencji, jeśli nie spodoba mu się ich praca.

audio

AudioPolityka Ewa Siedlecka - PiSądy

W stanie wojennym sędziowie, którzy wydawali uniewinniające wyroki z dekretu o stanie wojennym, lądowali w wydziałach wieczystoksięgowych i mieli sprawy dyscyplinarne. Wzorce więc są.

W nocy z piątku na sobotę Senat, bez poprawek, przyjął zmiany w ustawie o ustroju sądów powszechnych i Krajowej Radzie Sądownictwa. Jeśli wszystko pójdzie po myśli PiS, za dwa miesiące sprawę legalności mianowania Julii Przyłębskiej na prezesa Trybunału Konstytucyjnego rozstrzygnie w Sądzie Najwyższym skład wyznaczony przez komisarza mianowanego przez Zbigniewa Ziobrę. Sędziów wybierze wyznaczona przez PiS Krajowa Rada Sądownictwa.

Jeśli wszystko pójdzie po myśli PiS, to za kilka tygodni sądy, do których trafiają sprawy obywateli czynnie protestujących w trakcie kontrmiesięcznic smoleńskich, zaczną wydawać wyroki więzienia za „zakłócanie obrzędów religijnych”. Kierowca fiata seicento okaże się winnym staranowania pod Oświęcimiem kolumny wiozącej premier Beatę Szydło. Wrocławski sąd aresztuje Józefa Piniora i szybko wyda wyrok, że jest łapówkarzem. Władysław Frasyniuk zostanie uznany winnym czynnej napaści na policjantów, którzy wynosili go z blokady miesięcznicy smoleńskiej. A Donald Tusk przy pierwszej wizycie w Polsce zostanie aresztowany w sprawie przyczynienia się do śmierci 96 osób w katastrofie smoleńskiej.

Jeśli tak się nie stanie, to wyłącznie dlatego, że PiS nie będzie miało w danym momencie takiej woli politycznej. Bo po 28 latach przerwy prawo i sprawiedliwość znowu będą zależeć od partii rządzącej.

Przejmowanie wymiaru sprawiedliwości przebiega według logicznego planu. PiS zaczął od przechwycenia Trybunału Konstytucyjnego, by zlikwidować możliwość eliminowania z systemu prawnego sprzecznego z konstytucją prawa, jakie zamierza uchwalać.

Partyjna KRS

Potem przyszła kolej na Krajową Radę Sądownictwa, czyli ciało, które – w drodze konkursów – decyduje o tym, kto może zostać sędzią i który sędzia może awansować. Ustawa przyjęta bez poprawek przez Senat w nocy z piątku na sobotę przerywa kadencję obecnej Krajowej Rady, mimo że konstytucja daje jej członkom czteroletnią kadencję.

Ustawa przewiduje, że Sejm – czyli partia rządząca – będzie wybierać do KRS nie tylko przedstawicieli Sejmu, ale także „przedstawicieli sędziów”. O „przedstawicielach sędziów” mówi konstytucja i trudno to zrozumieć inaczej jak obowiązek, by wybierali ich sędziowie. PiS uważa inaczej. A argumentów do tego dostarczył mu przejęty wcześniej Trybunał Konstytucyjny, wydając wbrew swoim konstytucyjnym prerogatywom rozstrzygnięcie, w uzasadnieniu którego wypowiada się na temat ustawy, która wtedy nie była jeszcze ustawą, tylko projektem procedowanym w Sejmie. Ale po to właśnie PiS potrzebował Trybunału. W tym kuriozalnym uzasadnieniu TK podżyrował też partii Kaczyńskiego, że zgodne z konstytucją jest podzielenie KRS na dwie izby: polityczną i sędziowską, dzięki czemu polityczna może zablokować każdą sędziowską nominację, która się rządzącym nie spodoba. Według konstytucji KRS jest ciałem jednolitym, ale konstytucja to nie problem dla dzisiejszego Trybunału.

Przejęcie sądów powszechnych

Razem z ustawą o KRS Senat „klepnął” bez poprawek zmianę ustawy o ustroju sądów powszechnych. Daje ona ministrowi sprawiedliwości prawo do odwołania wszystkich dotychczasowych prezesów sądów i powołania nowych. Samorząd sędziowski nie będzie już opiniował kandydatów, a KRS nie będzie ich odrzucała, bo zostanie przejęta. Minister dostaje też władzę odwoływania prezesów przed końcem kadencji, jeśli nie spodoba mu się ich praca. Zgodę musi wydać KRS… zagarnięty przez PiS.

Mianowani przez ministra prezesi będą mogli manipulować składami sądzącymi tak, by sprawy ważne dla władzy trafiały do odpowiednich sędziów. Sprawy mają być, co prawda, przydzielane losowo, ale jak – to określi minister sprawiedliwości w rozporządzeniu (dziś obowiązuje porządek alfabetyczny). Jednak gdyby ważna dla władzy sprawa trafiła do „niewłaściwego” sędziego, prezes sądu mógłby przenieść go, bez jego zgody, do wydziału rejestrowego, a sprawę dać sędziemu „dyżurnemu”. Zasady wyznaczania sędziów dyżurnych też określi minister. A manipulowanie składami ułatwi przewidziana w ustawie wymiana przewodniczących wydziałów.

W PRL PZPR nie miała większości sędziów. Ale miała swoich prezesów, swoich przewodniczących wydziałów i jednego lub kilku zaufanych sędziów w każdym sądzie czy wydziale. To pozwalało partii rządzącej kontrolować orzecznictwo. PiS głosi, że nowy sposób przydzielania spraw sędziom będzie „obiektywny” i manipulowania nie będzie. Po co w takim razie wymyśla przepisy, które manipulowanie ułatwiają?

Obie ustawy zostały uznane za łamiące standardy niezawisłości sędziów i niezależności sądów przez polskie i zagraniczne organy, m.in. Komisję Wenecką, Komisarza Praw Obywatelskich Rady Europy, Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE, Radę Praw Człowieka ONZ. A także m.in: rzecznika praw obywatelskich, KRS, Sąd Najwyższy, Naczelny Sąd Administracyjny, stowarzyszenia sędziowskie, w tym organizację Sędziowie Europejscy na rzecz Demokracji i Wolności (MEDEL), Europejską Sieć Rad Sądownictwa, przez prezesów Sądów Najwyższych krajów Unii Europejskiej i Radę Konsultacyjną Sędziów Europejskich. Przez samorządy adwokacki i radcowski, Stowarzyszenie Prokuratorów Lex Super Omnia, organizacje pozarządowe zajmujące się prawami człowieka i praworządnością. I Kongres Prawników Polskich. Na PiS nie robi to większego wrażenia.

Za sprzeczne z konstytucją uznało je też Biuro Legislacyjne Senatu. Senatorowie PiS z senackiej komisji praw człowieka, praworządności i petycji, którzy rekomendowali przyjęcie tych ustaw bez poprawek, pytani przez senatorów opozycji o opinię BL, stwierdzili, że się z nią nie zapoznali. I zupełnie im to nie przeszkadza.

Teraz Sąd Najwyższy

Przypieczętowaniem przejęcia przez partię rządzącą sądownictwa powszechnego będzie przejęcie Sądu Najwyższego. Projekt PiS wniesiony w zeszłym tygodniu przewiduje, jak w wypadku KRS, rozwiązanie obecnego Sądu Najwyższego i powołanie nowego. Wbrew konstytucji, która mówi, że sędziowie są nieusuwalni do osiągnięcia stanu spoczynku. Minister sprawiedliwości zdecyduje, którzy sędziowie mogą w SN zostać. Resztę wybierze przejęta przez PiS Krajowa Rada Sądownictwa. A sędzią SN będzie mógł zostać nawet prokurator z pięcioletnim stażem w prokuraturze, byle był choć przez chwilę zatrudniony w IPN. To rozwiązanie dostarczy Sądowi Najwyższemu sędziów przyzwyczajonych do realizacji poleceń przełożonych.

Do czasu wyboru nowego pierwszego prezesa SN jego obowiązki będzie pełnił wyznaczony przez ministra Zbigniewa Ziobrę komisarz. Wszystkie sprawy cywilne, karne, gospodarcze, pracy i ubezpieczeń społecznych sądzić będzie jedna izba – Prawa Prywatnego. Dzięki temu prezes tej izby, wyznaczony przez komisarza Zbigniewa Ziobry, będzie mógł komponować do każdej sprawy, która interesuje władzę, skład gwarantujący odpowiednie rozstrzygnięcie.

Ustawa dymisjonuje nie tylko wszystkich sędziów, ale – wzorem „naprawczej” ustawy o Trybunale Konstytucyjnym – wyrzuca całą obsługę prawną Sądu Najwyższego. Zwolnią się więc miejsca pracy dla prawników „dobrej zmiany”.

Możliwe, że PiS nieco złagodzi projekt. Np. wyrzuci przepis, że Zbigniew Ziobro wskaże palcem, który z dotychczasowych sędziów SN może w nim zostać. Może nawet zrezygnuje z pomysłu wyrzucania wszystkich sędziów, choć już dziś uzasadnia, że to zgodne z konstytucją, bo ona pozwala przenieść sędziego z urzędu w stan spoczynku „w razie zmiany ustroju sądów lub zmiany granic okręgów sądowych” (art. 180 ust. 5 konstytucji). Sebastian Kaleta, do niedawna rzecznik Ministerstwa Sprawiedliwości, napisał na Twitterze, że dzięki temu przepisowi można „zaorać sądownictwo”. Uznał widocznie, że można zaorać też zasadę trójpodziału władzy, niezależności sądów, niezawisłości sędziów i prawa do bezstronnego sądu. Jednak konstytucję trzeba interpretować w całości, a nie rozumować na podstawie pojedynczych przepisów i wyrwanych z kontekstu zdań.

PiS może z tego rozwiązania zrezygnować, bo w projekcie są inne, które pozwolą mu osiągnąć ten sam skutek. Np. ustala wiek spoczynku dla sędziów SN na 65 lat, a tyle kończy w listopadzie obecna pierwsza prezes SN Małgorzata Gersdorf. A wspomniane już rozpatrywanie wszystkich spraw w jednej izbie SN pozwoli na dokooptowanie do niej „słusznych” sędziów i zadbanie, by to oni dostawali wrażliwe dla władzy sprawy. 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną