Kraj

Policja nagina prawo, by utrudnić antypisowskie protesty. 8 najczęściej stosowanych chwytów

Policja państwa PiS systematycznie poszerza zestaw chwytów mających stłumić obywatelskie protesty. Policja państwa PiS systematycznie poszerza zestaw chwytów mających stłumić obywatelskie protesty. Obywatele RP / Facebook
Policjanci sięgają po metody rodem z PRL, żeby utrudnić obywatelski sprzeciw.

Policja państwa PiS systematycznie poszerza zestaw chwytów, które mają stłumić obywatelskie protesty. Twórczo korzysta przy tym z doświadczeń milicji czasów PRL. I często łamie prawo. Kilka przykładów:

1. Funkcjonariusze podejmujący tzw. czynności często nie chcą podać swoich personaliów oraz stopnia służbowego. Bądź też podają je ze sporą, by tak rzec, nonszalancją – tak, by trudno było zrozumieć (i zanotować) zwłaszcza brzmienie nazwiska. Z kolei prośbom o powtórzenie tej wymaganej ustawą informacji, odmawiają, stwierdzając że już się przecież przedstawili (autentyczny przypadek z ostatniej „kontrmiesięcznicy” w Warszawie). Równocześnie na mundurach wielu z nich nie ma plakietek z chociażby nazwiskiem właśnie.

2. Policjanci niechętnie podają też podstawę prawną swoich działań (chociażby legitymowania obywateli). Temu jednak dziwić się nietrudno, jako że często zwyczajnie jej nie ma i interwencja następuje bez uzasadnionych przyczyn.

3. Nagminne jest także lekceważenie próśb o wskazanie dowódcy akcji. Standardową – i wyraźnie ostatnio wyuczoną – odpowiedzią funkcjonariuszy na praktycznie wszelkie pytania tyczące ich poczynań (zasadności blokowania ulic miasta na dobę przed ewentualnie koniecznym do zabezpieczenia wydarzeniem itp.) jest odsyłanie po odpowiedź do… rzecznika prasowego policji. A nie chodzi tylko o dziennikarzy czy przedstawicieli mediów społecznościowych, lecz również organizatorów w pełni legalnych zgromadzeń.

4. Od dawna stosowaną praktyką jest zatrzymywanie (a de facto pozbawianie wolności) demonstrujących pod pozorem konieczności wykonania rozmaitych „czynności” – w tym legitymowania. Okazuje się, że w dobie telefonów i komputerów na sprawdzenie tożsamości, polska policja potrzebuje nawet – znowu autentyczny przypadek z ulic stolicy – dwóch godzin. Obywatel ma przez ten czas pokornie czekać (niekiedy dyskretnie pilnowany). Na masową skalę chwyt ten zastosowano kilka miesięcy temu, wobec protestujących przeciwko odwołującemu się do tradycji faszystowskich marszowi środowisk Obozu Narodowo-Radykalnego, który przeszedł przez centrum Warszawy oraz wobec uczestników „kontrmiesięcznicy” 10 czerwca b.r.

5. Wybrani uczestnicy manifestacji bywają natomiast – rzekomo właśnie w celu ustalenia ich danych – zamykani w radiowozach bądź zawożeni na komendy. Choć wypuszczani są stamtąd czasem dopiero po paru godzinach, to przekonuje się ich oczywiście, że ani przez moment nie byli zatrzymani. Wedle tego schematu potraktowano kilku Obywateli RP, demonstrujących niedawno pod siedzibą PiS na ul. Nowogrodzkiej oraz w czwartek w okolicy trasy „miesięcznicy smoleńskiej”.

6. Równocześnie policjanci nagminnie już odmawiają przyjęcia zawiadomienia o naruszeniach prawa. Sugerują mianowicie zgłaszającym, by udali się w tym celu na… komendę policji. Dzieje się tak także wtedy, gdy wykroczenia czy przestępstwa dokonują się niemal, a czasem wprost, na oczach informowanych o nich funkcjonariuszy. Symbolicznym przykładem było ignorowanie zgłoszeń o łamaniu zakazu używania środków pirotechnicznych przez kiboli i uczestników ONR-owskiego marszu w rocznicę Powstania Warszawskiego.

7. W strefach odciętych przez policję (na trasie stołecznych „miesięcznic” czy też drodze na Wawel, w dniu, kiedy ma wjechać nią do tamtejszej katedry poseł Kaczyński) coraz częściej pojawiają się grupy nieumundurowanych funkcjonariuszy. Niektórzy mają tylko kamizelkę odblaskową z napisem „Policja” narzuconą na cywilne ubrania. Jaka ma być ich rola? Nie do końca wiadomo. W Krakowie w każdym razie, eskortowali oni czwórkami tych z luminarzy partii rządzącej, którzy w przeciwieństwie do swojego prezesa postanowili wejść na wzgórze piechotą. Tak, jakby nie mogli tego robić (inna rzecz: po co?) zwykli mundurowi.

8. Najświeższy – acz zaczerpnięty ze starego arsenału PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa – chwyt polega na wyciąganiu z demonstracji co aktywniejszych uczestników przez policyjne atandy. Użyto go w czwartek, wobec protestujących przeciwko przemówieniu Jarosława Kaczyńskiego na Krakowskim Przedmieściu. Jedyna różnica z metodami komunistycznej bezpieki polega na tym, że wtedy używano do tego specjalnie szkolonych grup ubranych po cywilnemu funkcjonariuszy, dziś zaś robotę wykonują mundurowi policjanci. Z orzełkami na czapkach.

PS Twórczo rozwinięty ciąg dalszy zapewne nastąpi.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Wypadki kolarzy

Zawodowym peletonem raz po raz wstrząsają wiadomości o ciężkich wypadkach kolarzy. To tylko kumulacja pecha czy coś więcej?

Marcin Piątek
20.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną