Mizerski na bis

Poniżenie krzyżem
Wiadomo, że ktoś, kto kradnie krzyż, może ukraść wszystko.
Polityka

Trzy lata temu doszło do słynnego zdjęcia krzyża ze ściany pokoju nauczycielskiego w szkole w Krapkowicach przez nauczycielkę matematyki Grażynę Juszczyk. Atak na krzyż wstrząsnął miejscową społecznością, zwłaszcza że Juszczyk dokonała go w biały dzień, a następnie nie wyraziła skruchy. Nie kryła, że podczas zdejmowania krzyża była w pełni świadoma tego, co robi. „Zdjęłam go normalnie, w czasie godzin pracy. Miałam okienko, podstawiłam sobie krzesełko i zdjęłam”, opowiadała mediom.

Podczas zwołanej w trybie pilnym rady pedagogicznej kolektyw potępił Juszczyk, a jej czyn zakwalifikował jako kradzież krzyża. Przy okazji zostały jej przypisane także inne niewyjaśnione kradzieże, do jakich doszło w szkole, bo wiadomo, że ktoś, kto kradnie krzyż, może ukraść wszystko. Wokół pani Juszczyk zaczęła narastać atmosfera wrogości i odrzucenia, w wyniku czego wiele miesięcy spędziła na zwolnieniu. W końcu skierowała do sądu pozew, w którym oskarżyła dyrektorkę szkoły o molestowanie psychiczne i „dyskryminację ze względu na bezwyznaniowość”.

Sąd uznał, że Juszczyk istotnie była szykanowana i dyskryminowana ze względu na swoje poglądy, i nakazał wypłatę 5 tys. zł odszkodowania oraz przeprosiny w lokalnych mediach. Jednak dwa miesiące temu prokuratura we Wrocławiu „w celu chronienia praworządności i interesu społecznego” niespodziewanie wystąpiła do SN o kasację wyroku, gdyż doszła do wniosku, że Juszczyk „nie zdjęła krzyża z powodu swoich poglądów religijnych, a uczyniła to w celu prowokacji, aby ustalić reakcję współpracowników”.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj