Kraj

Prezesowi PiS coraz trudniej utrzymać w całości „zjednoczoną prawicę”

Prezesowi PiS coraz trudniej utrzymać w całości „zjednoczoną prawicę”

Jarosław Kaczyński Jarosław Kaczyński Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Porozumienie z Andrzejem Dudą ugasi jeden pożar w centrum obozu, ale ogień rychło przeniesie się na prawe peryferia.

Nie tylko los prezydenckich projektów się dziś waży, stawką jest przyszłość PiS z przyległościami. Gdy zajrzy się za kulisy ostatnich wydarzeń z udziałem Andrzeja Dudy, Jarosława Kaczyńskiego i reszty prawicy, to wśród okrzyków „zgoda!” i „wojna!” trudno uniknąć wrażenia chaosu.

Dopiero z czasem (i licznymi rozmowami) wyłania się w miarę klarowny obraz. Co widać na tej fotografii?

Po pierwsze, Kaczyński porzucił wszelkie złudzenia co do Dudy. Nie ma tam żadnej sympatii, ani grama szacunku, śladu zaufania. Są pretensje o niedojrzałość, o chęć przypodobania się elitom, jest niechęć (eufemizm) do obecnego otoczenia prezydenta. I jest niewiedza co do celów Dudy. Stąd pytanie wybite na okładce „Sieci Prawdy”: „Czy jest z nami prezydent?”.

Naczelny „Sieci Prawdy” Jacek Karnowski w tekście napisanym po rozmowie z Kaczyńskim wylicza zdumiewające nieraz przykłady tego, czym naczelnikowi państwa podpadła głowa państwa. A to żona się niewłaściwie zachowała, a to prezydent wezwał do wybaczenia w rocznicę katastrofy smoleńskiej, no i ta historia z wetami do ustaw sądowniczych.

Po drugie, nie chodzi tylko o uczucia pamiętliwego Kaczyńskiego do Dudy, lecz także o władzę. Duda, stawiając się prezesowi, rzucił mu ze swego bunkra wyzwanie: „Nie będzie tak, jak chce pan Kaczyński, bo ja na to nie pozwalam”. W świecie PiS to przewrót kopernikański: pojawił się adres, pod który mogą zawitać inni politycy, którym nie po drodze z szefem PiS. Kaczyński nie może sobie pozwolić na podważenie swego przywództwa na prawicy, bo to oznaczałoby koniec tej formacji.

Po trzecie, Kaczyński podjął próbę dogadania się z prezydentem mimo tego „po pierwsze” i „po drugie”. Już po rozmowie z Karnowskim spotkał się z Dudą (w podobno niezłej atmosferze) i skłonił go do ustępstw. Prezydent porzucił pomysł, by to on wskazywał członków KRS, gdyby nie wybrał ich Sejm, a pokazane projekty są bliżej zawetowanych ustaw, niż można się było spodziewać. Danie to samo, tylko w łagodniejszym sosie.

Ze swej strony Kaczyński poprosił polityków PiS o łagodne komentowanie propozycji prezydenta. Dlaczego prezes tak zrobił? Wbrew temu, co naprawdę myśli o – mówiąc Tuskiem – strażniku żyrandola? Zapewne dlatego, że doskonale wie, że dwuletnia wojna z prezydentem może zdmuchnąć marzenia o reelekcji. PiS po prostu by pękł, a nawet gdyby była to fronda na miarę poprzednich (3–4 proc.), to w podziale mandatów kosztowałaby PiS znacznie więcej. Krótko mówiąc, Kaczyński ugryzł się w język i udaje, że wszystko jest tak, jak było, choć nawet najgłupsze trolle widzą, że trochę się tu i ówdzie zmieniło.

Po czwarte, ujawnił się całkiem liczny zastęp ludzi, którzy porozumienie Kaczyńskiego z Dudą chcą storpedować. Zbigniew Ziobro milczy, ale projekt Dudy skrytykował jego zastępca Marcin Warchoł. Ciężkie działa przeciw prezydentowi wytoczył Jacek Karnowski: „Projekt musi więc zostać albo poddany daleko idącym zmianom, albo zostanie porzucony. PiS jest przekonany, że bez gwarancji powodzenia reform w sądownictwie nie warto przyjmować żadnych ustaw”.

Karnowski rozmawiał z Kaczyńskim, ale ten akurat fragment rymuje się raczej z poglądami Ziobry niż prezesa PiS. Równolegle Dudę zaatakował wicenaczelny „Gazety Polskiej” Piotr Lisiewicz (głos Antoniego Macierewicza), dla którego prezydent jest „wychowankiem Unii Wolności”, a jego projekty są nie do przyjęcia. Te środowiska, podobnie jak Duda, tylko z drugiej strony, podmywają autorytet Kaczyńskiego. Skoro prezes nie robi porządku z prezydentem, to my jesteśmy w gotowości. A nastroje na prawicy, co widać choćby na forach internetowych niezalezna.pl czy wpolityce.pl, są radykalnie antyprezydenckie.

Po piąte, Kaczyński stanął wreszcie przed dylematem Tuska. PiS nie ma już 30 proc., lecz grubo ponad 40 proc., w ostatnim CBOS po odliczeniu niezdecydowanych było 50 proc., czyli tyle, ile miała kiedyś PO. Przy takim poparciu szyki są rozciągnięte; dopóki okoliczności są sprzyjające, można maszerować, ale przy byle problemie wszystko się zaczyna rozłazić.

Kaczyńskiemu coraz trudniej będzie utrzymać w całości „zjednoczoną prawicę”. Porozumienie z Dudą ugasi jeden pożar w centrum obozu, ale ogień rychło przeniesie się na prawe peryferia. Przerobienie prezydenckich projektów tak, że rodzony ojciec ich nie rozpozna i znów sięgnie po weto, zadowoli Ziobrę i Macierewicza, ale wypchnie z obozu Dudę. Po dwóch latach – jak w kadłubowej kadencji 2005–07 – Kaczyński musi zdecydować, co dalej, bo coraz więcej osób na prawicy widzi, że nie może być dalej to samo.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Włoski strajk na polskich drogach

Włoskie firmy drogowe ogłosiły, że rozpoczętych w Polsce budów mogą nie skończyć, jeśli nie dostaną dodatkowych pieniędzy. W wyborczym roku będzie więc mniej przecinanych przez polityków wstęg, a więcej awantur. Jak do tego doszło?

Adam Grzeszak
21.05.2019
Reklama