Masło, buty, demonstracje i fakty
Jesteśmy krajem demokratycznym, oazą wolności, jak twierdzą aktywiści dobrej zmiany. Ale owa demokracja jest tak ułożona prawnie, że przewiduje swobodę demonstrowania dla jednych przy równoczesnym utrudnianiu tego innym.
Marsz Niepodległości w Warszawie
Adam Stępień/Agencja Gazeta

Marsz Niepodległości w Warszawie

Pan Morawiecki nie zmartwił się zbytnio, że masło podrożało. Z właściwą sobie przenikliwością zauważył, że potaniały buty i ubrania. Pan Ziemiec, prowadzący wywiad telewizyjny z wicepremierem, wsławionym m.in. tym, że nie interesuje go prawo, ale sprawiedliwość, przywołał dowcip Mleczki, w którym ponoć stało, że jachty potaniały. Nie dotarłem do oryginału, więc nie wiem, czego rekompensatą miała być obniżka cen jachtów. Pamiętam jednak takie wydarzenie. Rok 1970, tuż przed Bożym Narodzeniem, chyba 19 grudnia, a więc po tragicznych wydarzeniach w Trójmieście. Jechałem na zajęcia do Kielc, gdzie mieścił się punkt konsultacyjny Wydziału Prawa UJ. Stałem w korytarzu, ponieważ pociąg był okrutnie zatłoczony.

Nastrój nie był najlepszy – wszyscy byli przygnębieni krwawym czwartkiem, ale także podwyżkami cen żywności. W pewnym momencie dość podchmielony młodzieniec rzucił: „Nie ma co się martwić podwyżkami, wprawdzie jedzenie będzie droższe, ale za to parowozy potaniały”. Rzeczywiście, ówczesna propaganda wyliczała, ile społeczeństwo zyska na obniżce cen lokomotyw i chyba innych maszyn. Powiecie: inni ludzie, inne czasy, inne wydarzenia, inne porównania. Fakt, ale mentalność jakby podobna.

Policja wymierza sprawiedliwość

Pan Błaszczak kilkakrotnie (w ostatnich dniach) komentował interwencje policji. Najpierw wypowiedział się na temat usunięcia siłą protestujących przeciwko wycince Puszczy Białowieskiej. Ów protest miał miejsce przed siedzibą dyrekcji generalnej Lasów Państwowych w Warszawie.

Pan Błaszczak usprawiedliwił całe zajście tym, że skoro protestujący naruszyli prawo, muszą ponieść stosowne konsekwencje. Jeszcze zgrabniej ujęła to rzeczniczka stołecznej Komendy Policji, która wręcz oświadczyła, że protestujący popełnili przestępstwo, za co grozi im taka a taka kara. Najbardziej budujące jest to, iż rzeczona jejmość uznała się za władną do orzekania, że ktoś popełnił przestępstwo lub nie. Dotychczas było tak, że policja zawiadamiała o możliwości popełnienia przestępstwa, formułowała stosowne zarzuty, ale akt oskarżenia wnosił prokurator, a o popełnieniu czynu przestępnego decydował sąd. Być może wystąpienie dzielnej pani rzecznik znamionuje jakiś kolejny etap ewolucji polskiego wymiaru sprawiedliwości w kierunku optymalizacji procedury karnej. Faktycznie, decydowanie o popełnieniu przestępstwa przez policję byłoby pierwszym etapem, a kolejnym np. natychmiastowe wydawanie wyroków i ich egzekucja.

Prawa Ministerstwa Sprawiedliwości

Kolejny przyczynek do praktyki prawnej w ramach dobrej zmiany pochodzi od p. Pawełczyk-Woickiej, sędzi wyrażającej pogląd Ministerstwa Sprawiedliwości w sprawie drogi do stanowiska sędziego w Polsce. Komentując przyszłe (obecnie już uskutecznione) stanowisko Krajowej rady Sądownictwa w sprawie nominacji absolwentów Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie na sędziów, stwierdziła, że nie wyobraża sobie, aby KRS oprotestowała te nominacje, i dodała: „To by było wystąpienie przeciwko własnemu państwu. Oni mają obowiązek stosować prawo, a nie się buntować. Nie wierzę, żeby KRS urządzała jakąś demonstrację”.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj