Kraj

Morawiecki robi zakupy za grosze. Czy to zapowiedź programu „Zakupy Plus”?

Mateusz Morawiecki Mateusz Morawiecki Twitter
Sok słynnej marki za pięćdziesiąt groszy, napój energetyczny za złotówkę, a inne produkty niewiele droższe. Podczas zakupów Mateusza Morawieckiego uwagę internautów przyciągnęły ceny.

Do udanej wizyty gospodarskiej potrzebne są: wysoko postawiony dygnitarz, miejsce, w którym można się sfotografować, i entuzjastyczne media. Wszystkie te elementy posiada „zaskakująca” sesja zdjęciowa, którą dał sobie zrobić wicepremier Morawiecki, „przyłapany” przez dziennikarzy na zakupach w sklepie Lewiatan.

Oczywiście nie jest to zwykły sklep, a specjalnie otwarta placówka polskiego sklepu, pełnego polskich produktów na superpolskim Kongresie 590 w Jesionce pod Rzeszowem. Sam kongres to jedna z większych imprez ekonomicznych w bieżącym roku, jego nazwa wzięła się od prefiksu kodu kreskowego, którym oznacza się towary wyprodukowane przez polskie firmy.

Mateusz Morawiecki patrzy na rzeczy

No dobrze, nie ma sensu nabijać się z tego, że polski minister kupuje polskie produkty. Patriotyzm gospodarczy powinien być ważny dla wszystkich, niezależnie od tego, która opcja polityczna sprawuje aktualnie władzę. Naprawdę zastanawiają jednak ceny produktów, które wicepremier wkładał do koszyka. Trudno powiedzieć, czy tak nieprawdopodobnie niskie ceny to miły gest sklepu wobec swoich „wyjątkowych” gości (stoisko promocyjne zaokrągla ceny, żeby ułatwić wydawanie reszty) czy zaklinanie rzeczywistości na potrzeby sesji zdjęciowej.

W obu wypadkach rodzące się skojarzenia nie są dla wicepremiera Morawieckiego najlepsze. Zarówno sklepy dla „wybranych”, jak i wizyty gospodarskie mają w Polsce długą tradycję. Te pierwsze kojarzą się z zaraniem PRL i „sklepami z żółtymi firankami”, czyli konsumami. Były to miejsca, w których urzędnicy lub wojskowi mogli nabyć produkty niedostępne dla zwykłych śmiertelników. „Konsumy” nie posiadały szyldów, a lokowane były w najmniej oczywistych miejscach (np. na terenie jednostki wojskowej). Zlikwidowano je po odwilży w 1956 roku.

Z kolei wizyty gospodarskie kojarzą się z latami 70. i epoką Edwarda Gierka. Gierek, chcąc zapewnić Polsce względny, ufundowany na zagranicznych kredytach dobrobyt, notorycznie jeździł po kraju, sprawdzając, czy wszystko jest sprawnie budowane. Z tego okresu pochodzą też anegdoty o malowaniu, wypalonej przez słońce zielonej trawy albo o paleniu opon w piecach zakładowych, tak żeby z kominów leciał porządny czarny dym. Wizyty gospodarskie to nie tylko polska specyfika – zdjęcia dygnitarzy uważnie oglądających absolutnie wszystko, od bochenka chleba począwszy, na głowicy nuklearnej skończywszy, śmieszą na całym świecie.

Przykładem są strony z serii „looking at things” (patrzy na rzeczy), zbierające zdjęcia polityków przyglądających się wszystkiemu. Patrzą więc Donald Trump, Władimir Putin i Milos Zeman, ale absolutnym liderem w nieformalnym wyścigu wizytacji jest Kim Dzong Un. Koreański dyktator, owładnięty manią sprawdzania, wizytuje manufaktury damskich butów, kutry rybackie, sklepy, bary, plantacje pomidorów, solaria i łazienki. Wchodzi wszędzie, gdzie można wejść, i cieszy się przy tym jak dziecko. Spis miejsc odwiedzanych przez Kima mógłby być dobrą podpowiedzią dla polityków gotowych rzucić wygodny warszawski gabinet i ruszyć w Polskę, oddając się bez reszty oglądaniu, dotykaniu, wąchaniu i sprawdzaniu.

Panie ministrze, w Polsce jest drogo

Wizyty tu i tam wiążą się też z ryzykiem. Absurdalnie niskie ceny ze sklepu Mateusza Morawieckiego przypominają sytuację z 1992 roku, kiedy walczący o drugą kadencję w białym domu George W.H. Bush brutalnie zderzył się z prawdziwym życiem. Podczas wizyty w supermarkecie okazało się, że 41. prezydent Stanów Zjednoczonych nigdy w życiu nie widział kasy wyposażonej w taśmę przesuwną, a ten incydent poważnie przybliżył go do porażki z Billem Clintonem.

Na kilku zdjęciach, które wicepremierowi Morawieckiemu wykonała, jak zwykle czujna w takich sytuacjach, „Gazeta Polska”, widać wyłącznie niektóre produkty. Nie wiemy więc, ile kosztowały tam, niezwykle ważne dla polskich stołów, masło i jajka, których ceny nieustannie rosną. Ba, według danych GUS ceny żywności w Polsce w bieżącym roku wzrosły o 6 proc. Podwyżki cen najmocniej odczuli emeryci, renciści i osoby najmniej zarabiające, a więc według badań wyborcy Prawa i Sprawiedliwości. Czy wicepremier Mateusz Morawiecki mógłby im zagwarantować takie sklepy jak ten, w którym robił zakupy?

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną