Kraj

Teatrum polityczne i sprawy poważne

Tako toczy się światek dobrej zmiany. Tako toczy się światek dobrej zmiany. Mirosław Gryń / Polityka
Niektórzy powiadają, że rządy PiS przypominają PRL. Nie do końca mają rację. Wprawdzie wtedy i tak o wszystkim decydowało Biuro Polityczne, ale zachowywano konstytucyjne pozory.

Mówiąc kolokwialnie: nie kręci mnie rekonstrukcja rządu. Zgadzam się z tymi, którzy powiadają, że jest to teatrum zgoła nieliche. Premier rządu, rano owacyjnie obroniona przed wotum nieufności w Sejmie, wieczorem składa dymisję przed Komitetem Politycznym rządzącego ugrupowania, rezygnacja zostaje przyjęta i toż gremium od razu rekomenduje następcę.

Parlament, prezydent – to sprawy dalsze, aczkolwiek trzeba je wykonać. Faktycznie cała rzecz dokonywała się na osi ul. Nowogrodzka w Warszawie – siedziba znanych mediów w Toruniu. W środę (6 grudnia) miało miejsce wręczenie Nagród Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, czyli tzw. polskich Nobli. Zaprasza się na tę uroczystość osoby piastujące najwyższe godności w państwie. Pani Szydło otrzymała imienną inwitację, ale skorzystała z niej połowicznie. Przysłała list gratulacyjny dla laureatów i wyraziła żal, że nie mogła przybyć osobiście.

Okazało się, że całe popołudnie i wieczór spędziła w TV Trwam i Radiu Maryja. I słusznie, bo co tam jakieś osiągnięcia naukowe w medycynie, chemii, fizyce teoretycznej i humanistyce, skoro potrzebne było duchowe wsparcie przed wykonaniem (bo nie podjęciem) kluczowej decyzji. I jest to zgodne z następującym oświadczeniem p. Ziobry, aczkolwiek skierowanym do innej osoby: „Prezydent często odwołuje się do duchowości. Istotą Ducha Świętego jest prawda, a po drugie mądrość. Jak ktoś w tak oczywisty sposób przeczy prawdzie i faktom, no to trochę błądzi. Radziłbym prezydentowi, żeby dobierał doradców, którzy będą natchnieni bardziej Duchem Świętym, zamiast jakichś piarowców kierowanych cynicznymi chęciami rozgrywki”. Pani Szydło wiedziała, gdzie ich szukać. I znalazła.

Urozmaicone widowisko

Wydarzenia potoczyły się szybko. Po właściwej (materialnej) dymisji, która zdarzyła się w czwartek, w piątek (o g. 16) miała miejsce formalna dymisja przed prezydentem i niemal równoczesne (bodaj po dwóch minutach) powołanie nowego premiera i powierzenie mu misji stworzenia nowego rządu. Pani Szydło ma pełnić obowiązki szefowej rządu jeszcze do czasu zaprzysiężenia nowego rządu, co ma nastąpić w poniedziałek. A na wtorek jest przewidziane exposé nowego premiera w Sejmie. Wprawdzie p. Łapiński z Kancelarii Prezydenta jeszcze w piątek w południe powiedział, że nie wiadomo, czy dymisja p. Szydło zostanie złożona jeszcze w tym samym dniu, ale było to chyba celowe budowanie napięcia w celu urozmaicenia widowiska.

Tak czy inaczej nikt nie miał wątpliwości, że to, co ewentualnie odwlecze się o kilkanaście (kilkadziesiąt?) godzin, to na pewno nie uciecze; nie miałoby zresztą gdzie dać dyla. Jest wprawdzie mała zagwozdka w postaci tego, że nowy rząd będzie starym, co znaczy, że szumna rekonstrukcja będzie musiała być odłożona na jakiś czas, ale nic to (jak powiadał p. Wołodyjowski), bo zostanie przeprowadzona po głębokim namyśle w sprawie personaliów.

W duchu śmieją się z ustaw

Niektórzy powiadają, że omawiane teatrum przypomina PRL. Nie do końca mają rację. Wprawdzie wtedy i tak o wszystkim decydowało Biuro Polityczne (czyli ówczesny Komitet Polityczny), ale zachowywano konstytucyjne pozory. Właściwie trzeba przyjąć z uznaniem transparentność promotorów dobrej zmiany. Po co rzecz owijać w bawełnę i mamić suwerena jakimiś protokolarnymi ceremoniałami? I tak wola polityczna jest najważniejsza.

Pani Pawłowicz, było nie było dr hab. w dziedzinie nauk prawnych, zauważyła, że jakiś szczegół projektu jednej z ustaw o sądownictwie jest niezgodny z ustawą zasadniczą, ale dodała, że i tak będzie głosowała za jego (projektu) przyjęciem. Natomiast p. Piotrowicz, partyjny kolega p. Pawłowicz, oznajmił: „Ustawa prezydenta jest zgodna z konstytucją. Szkoda, że znowu wymachuje się książeczką pod tytułem »konstytucja«, a nie czyta przepisów wprost”.

Komu wierzyć, jak żyć, skoro takie tuzy dobrozmianowej myśli prawniczej wysyłają sprzeczne komunikaty? A gdy ogląda się wywiady p. Piotrowicza, można odnieść wrażenie, że śmieje się z tego, co sam prawi. Dodałbym za Lecem: „Śmiał się w duchu. Z ustaw”, zwłaszcza z owej „książeczki”. To i tak postęp, bo rzeczony niegdyś (przed 1989 rokiem) traktował ustawy bardzo serio. I czytał je wprost. Teatrum z rekonstrukcją rządu jest groteską, ale oznajmienia p. Pawłowicz i p. Piotrowicza – to sprawy naprawdę poważne. Oczywiście, nowy rząd może podjąć działania o istotnych konsekwencjach, ale poczekamy, zobaczymy…

Pańskie oko konia tuczy

A oto inne kwestie niebłahe. Media obiegło zdjęcie kobiety śpiącej pod szpitalnym łóżkiem swojego dziecka. W ten sposób realizowała swoje prawo do psychicznego wspierania swojej pociechy. Stosowne władze wyjaśniły sprawę w taki oto sposób: „Zawsze przy przyjęciu informujemy rodziców, że taką możliwość mają, ale my jako szpital nie gwarantujemy miejsc hotelowych rodzicom. Jednak oddział dysponuje obecnie tylko 28 miejscami dla dzieci, więc jeśli udostępniałby miejsca rodzicom, szpital musiałby ograniczyć świadczenia medyczne dla najmłodszych pacjentów”.

Okazuje się przy tym, że wprawdzie rodzice mają prawo do tzw. opieki pielęgnacyjnej, ale nigdzie nie są uregulowane zasady, jak to ma być realizowane. Polskie prawo jest pełne takich przepisów, ale tego nikt nie dostrzegał w ramach złej zmiany, a tę postawę kontynuuje dobra zmiana. Wspomniany szpital uznał, że nie jest hotelem, i basta. Głos zabrał również sam Książę Pan Minister (Zdrowia). Raczył rzec: „Podobne sytuacje przeżywałem jako ojciec swoich dzieci, więc doskonale zdaję sobie sprawę, jakie emocje towarzyszą rodzicom, kiedy dziś zdarza się, że dotyka ich to samo”.

Wprawdzie mam sporą wyobraźnię, ale jakoś nie mogę uwierzyć, że Jego Wysokość spał przynajmniej jedną noc pod szpitalnym łóżkiem. Pan Radziwiłł poinformował, że zaniedbania są ogromne, że duże pieniądze są przeznaczane na poprawę służby zdrowia, a jeszcze większe będą, oraz że będzie przyglądał się postępom w zapewnieniu opieki rodziców nad dziećmi przebywającymi w szpitalach. To ostatnie napawa szczególnym optymizmem. Wiadomo, pańskie oko konia tuczy. Zobaczymy, czy zahamuje to proces rezygnacji lekarzy z kontraktów z NFZ.

Puszcza sprzed narodzin Chrystusa

W felietonie opublikowanym dwa tygodnie temu zapowiedziałem powrót do sprawy Puszczy Białowieskiej. Polska Akademia Nauk zorganizowała dwie konferencje naukowe poświęcone problematyce ochronie tego kompleksu leśnego. Pan Szyszko wziął udział w jednej z nich i chyba zrobił wielką furorę następującym wyjaśnieniem: „Rejon Puszczy Białowieskiej był bardzo intensywnie użytkowany w okresie przed chrzestem (sic!). To jest okres, powiedzmy sobie, no... przed narodzeniem Chrystusa również”.

Porzucając ministerialną groteskę: dyskusje na konferencjach zdecydowanie zaprzeczyły twierdzeniom p. Szyszki, że Puszcza Białowieska nie jest naturalnym kompleksem leśnym i jako takim zabytkiem przyrody. Dyskutanci mieli zdania podzielone na temat tego, czy trzeba wdrożyć ochronę czynną (przez wycinki) czy bierną (pozostawienie rzeczy ich własnemu biegowi, ewentualnie z bardzo ograniczoną interwencją ludzką).

Jeśli chodzi o pojaw kornika drukarza, to zdarza się on i w innych miejscach świata, także w pobliżu Polski. Dwie trzecie Puszczy Białowieskiej znajduje się na terenie Białorusi. Tamtejsi leśnicy radzą sobie bez większych wycinek. Tzw. Las Bawarski (pogranicze Czech i Niemiec) był odmiennie traktowany po obu stronach granicy, Czesi wycinali, a Niemcy przyjęli ochronę bierną. Wyniki nie są jednoznaczne, po stronie czeskiej pojawił się nowy las, a po niemieckiej stary został wprawdzie przetrzebiony, ale zachowany z perspektywą jego odbudowy. W sumie specjaliści zalecają przygotowanie pogłębionej ekspertyzy i na jej podstawie przedsięwzięcie środków zaradczych. Tak czy inaczej zapewnienia p. Szyszki, że jego decyzje są podjęte na naukowych podstawach, okazują się czczym gadaniem.

Ludzkie kości na cmentarzu

I na koniec trzy osobliwości. Pierwsza, Pan Piecha, europoseł, zapewne z racji swojej funkcji dokonał komparatystyki obyczajowej: „My jesteśmy krajem konserwatywnym i problem molestowania seksualnego ma mniejsze znaczenie. Polacy z dużą estymą podchodzą do kobiet. Nie są tak frywolni i tak bezmyślni jak Francuzi”.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że p. Morawiecki (junior) będzie miał, jako nowy premier, ułatwione zadanie w polepszaniu stosunków Polski z Unią Europejską, mając tak znamienitych ambasadorów jak p. Piecha, człek daleki od frywolności i myślny.

Druga ciekawostka: władze Zamościa, mimo protestów rabina Polski, zdecydowały o budowie drogi przez przedwojenny cmentarz żydowski. Na budowie znajdowane są ludzkie kości. Pan Wnuk, prezydent Zamościa, wielce się zdziwił tym faktem: „Nie mam pojęcia, skąd się tam wzięły”. W samej rzeczy ludzkie kości na terenie cmentarza są dziwnym zjawiskiem. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że dla wyznawców judaizmu miejsce byłego cmentarza jest święte, co znaczy między innymi, że nie wolno, bez zgody rabina, dokonywać na nim jakichkolwiek prac zmieniających substancję nekropolii.

Przy rozmaitych wątpliwościach dotyczących interpretacji zakresu interwencji budowa drogi na żydowskim terenie cmentarnym jest jawnym naruszeniem zasad judaizmu.

I po trzecie, IPN postanowił zdekomunizować prof. Stanisława Kulczyckiego, wybitnego botanika, rektora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie w latach 1936–1937, współtwórcę Uniwersytetu Wrocławskiego i jego rektora w latach 1945–1956 (UWr i Politechnika Wrocławska tworzyły jedną uczelnię do 1951 roku). Powód dekomunizacji: w latach 1939–1941 wykładał (jak wielu innych polskich profesorów) na ukraińskim Uniwersytecie im. Iwana Franki, a także był członkiem (zresztą od czasów sprzed wojny) Stronnictwa Demokratycznego. Polecam przeczytanie biografii prof. Kulczyńskiego w Wikipedii. Na pewno jest to życiorys, przynajmniej zdaniem IPN, znacznie bardziej naganny od curriculum vitae p. Piotrowicza, też Stanisława. Tako toczy się światek dobrej zmiany.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Wspólnota sieci

Miliony ludzi utknęły w domach nagle i nie wiadomo na jak długo. Odizolowani i poddani kwarantannie uczą się żyć sami ze sobą. Czy internet to udźwignie?

Aleksandra Żelazińska
27.03.2020
Reklama