Kraj

Paragraf 7

Unijne sankcje: jak ma zagrać opozycja?

Trzeba się skoncentrować na wartościach. Zepchnąć prawicę do defensywy na polu, na którym wydaje się najmocniejsza. Trzeba się skoncentrować na wartościach. Zepchnąć prawicę do defensywy na polu, na którym wydaje się najmocniejsza. Artur Widak/NurPhoto / Getty Images
Uruchomienie artykułu 7 Traktatu o UE może zmienić sytuację na krajowej scenie politycznej. Takiej szansy opozycja nie miała od dawna.
Jakub Bierzyński – socjolog, przedsiębiorca, publicystaRafał Guz/Forum Jakub Bierzyński – socjolog, przedsiębiorca, publicysta

Po raz pierwszy spór dotyczy kwestii, w której opozycja ma po swojej stronie zdecydowaną większość Polaków. Aż 83 proc. jest za Polską w Unii Europejskiej. Co opozycja powinna robić, aby nie zmarnować tego kapitału? Stawka jest wysoka.

Cel polityki Jarosława Kaczyńskiego jest jasny: chodzi o to, by odstraszyć unijnych decydentów od ingerencji w polskie kwestie polityczne i osłabić lokalne źródła protestu tak, by on sam miał nieograniczoną swobodę rządzenia. Parlamentarna opozycja nie jest w stanie zablokować ustawodawczej ofensywy prawicy. Nie tylko dlatego, że jest w mniejszości, ale przede wszystkim dlatego, że większość przestała liczyć się z prawnymi ograniczeniami swej władzy, regularnie łamiąc reguły ustrojowe państwa. W efekcie to instytucje międzynarodowe są ostatnią tamą stojącą na drodze do pełni autorytarnej władzy PiS.

Nietrudno przewidzieć strategię, jaką przyjmie Kaczyński. PiS będzie usilnie utożsamiał Polskę z władzą. Partia i naród, Polska i rząd – z tej perspektywy to ma być nierozerwalna jedność, przedstawiana w kontrze do wrogiego nam świata. Unia Europejska z dobrowolnego zrzeszenia niezależnych państw, czym naprawdę jest, ma się stać natrętnym imperium narzucającym nam, Polakom, obce wymagania z zagranicy. Wymagania te – w ujęciu PiS – są emanacją konkretnych wrogich interesów i nie mają nic wspólnego z deklarowanymi europejskimi wartościami.

Oficjalna propaganda zrobi wszystko, aby przekonać Polaków, że procedura naruszenia praworządności jest prowadzona przeciw ojczyźnie, a jej ukrytym, prawdziwym celem jest powstrzymanie Polski od realizacji jej uzasadnionych aspiracji ekonomicznych. PiS próbuje w ten sposób dokonać podwójnego szantażu. Raz – na polityce unijnej w jej różnych wymiarach, mówiąc: wasze sankcje spowodują, że Polacy odwrócą się od Unii, a my będziemy mieli wolną rękę w sprawie polexitu. Dwa – na opozycji, zamykając jej usta przez ustawienie w roli narodowych zdrajców.

Walka wokół artykułu 7 jest więc z tego punktu widzenia kluczowa. Spróbujmy pospekulować, jak tę wojnę o wszystko opozycja może z totalną władzą wygrać.

1. Europa osią sporu

Trzeba inaczej narysować linię podstawowego politycznego sporu. Zapomnijmy o podziałach na prawicę i lewicę, na zwolenników czy przeciwników programu socjalnego, na zwolenników czy przeciwników aborcji na życzenie. Podziały te w obecnej sytuacji nie mają żadnego znaczenia. Na szali leży bowiem przyszłość Polski jako demokracji w ramach zachodniej wspólnoty narodów. Odłóżcie spory. Zapomnijcie o ideologiach. W każdej ze spraw, które dzisiaj was dzielą, poparcie dla poszczególnych postulatów jest różne, a linie podziałów wzajemnie się przecinają.

Najważniejszy, fundamentalny podział, gdzie zdecydowana większość Polaków jest po waszej – opozycyjnej – stronie, to podział na zwolenników i przeciwników obecności Polski w Unii Europejskiej. Podział, który wyznacza narodowe perspektywy cywilizacyjne na kolejne dziesięciolecia, definiuje nasze fundamentalne geopolityczne interesy, ale także jest ważny osobiście dla każdego. Bycie obywatelem Europy jest istotne dla każdego Polaka osobiście: często otrzymuje bezpośrednie dotacje unijne, członkowie jego rodziny pracują na Zachodzie, ale też na co dzień widzi, jak bardzo wstąpienie do UE zmieniło jego życie: chodnik, po którym chodzi, plac, na którym spaceruje, aquapark, infrastruktura, droga, wieś, miasteczko, własny dom.

Członkostwo Polski w Unii Europejskiej to ta sfera polityki, która łączy w sobie wysokie wartości, poczucie tożsamości i osobiste interesy. Inaczej niż obrona demokracji jest czymś bardziej konkretnym, a utrata tych korzyści – realną groźbą dla milionów ludzi. Opozycja, prowokowana przez totalną władzę, od dwóch lat krzyczy o śmierci demokracji. Tymczasem TVN nadaje, ludzie demonstrują, autobusy jeżdżą jak co dzień. Bardzo trudno skomplikowaną sferę prawa, konstytucji czy niezawisłości sądów przełożyć na codzienne osobiste doświadczenie. Spór o członkostwo w Unii Europejskiej pozbawiony jest tych wad. Granicę wyznaczyć łatwo, brexit jest tego najlepszym przykładem. Do tego nakładają się osobiste lęki, np. o swobodę podróżowania, o prawo do dobrze płatnej pracy w Niemczech, Szwecji czy Irlandii itp. Na koniec wartości najwyższe – autoidentyfikacja, poczucie przynależności, tożsamość i duma.

Nawet prawicowi wyborcy w dyskursie o uchodźcach uwielbiają powoływać się na przynależność do cywilizacji Zachodu. Oni przecież są tarczą broniącą Europy przed najazdem barbarzyńców. Przynależność do zamożnej cywilizacji Zachodu buduje poczucie wyższości wobec biednych obcych. To nieodłączny element procesu odzyskiwania godności, o jakiej mówi stale prawicowa propaganda. Jeśli Europa wyrzuci swą „tarczę” ze wspólnoty lub choćby przesunie ją na głęboki margines, to jaki sens ma ta opowieść?

Opozycja musi stale powtarzać – to PiS chce wyprowadzić Polskę z Europy. Gdy politycy władzy zaczną tłumaczyć, że to nieprawda, będzie to pierwszy krok do zwycięstwa. Warto pamiętać: w politycznej praktyce tłumaczący się potwierdza zarzuty. Trzeba zmusić obóz władzy do codziennego zaprzeczenia, iż jego celem jest polexit. Niech próbują godzić tę deklarację z pogłębiającym się konfliktem z Unią, do jakiego doprowadziła przez dwa lata ich polityka i dyplomacja. Niech ludzie zaczną się zastanawiać, czy jest możliwe, aby wszyscy się mylili, a tylko Kaczyński i Ziobro mieli rację?

2. Wykorzystać siły przeciwnika

Trzeba stale powtarzać pytanie: na czyj wniosek została wszczęta procedura sprawdzania praworządności w Polsce? Czyj podpis widnieje na wniosku? Propagandę trzeba odwrócić przeciwko jej autorom. Historia „donoszenia na Polskę” nadaje się do tego zabiegu doskonale.

Pod wnioskiem o opinię skierowanym do Komisji Weneckiej, złożonym 24 grudnia 2015 r., widnieje nazwisko Witolda Waszczykowskiego – ministra spraw zagranicznych rządu RP. Można być pewnym, że dla większości wyborców opozycji jest to fakt kompletnie niezrozumiały. Dla niezdecydowanych i popierających totalną władzę – wręcz szokujący. Jedyne, co mogą z tym faktem zrobić, to wyparcie. Jednak rola Waszczykowskiego, jaką odegrał u zarania konfliktu z UE, jest systematycznie przemilczana. Opozycja nie robi z niej żadnego użytku.

Tymczasem wyborca prawicowy jest niebywale wrażliwy na teorie spiskowe. Z natury podejrzliwy i nieufny. Trzeba entuzjastom „dobrej zmiany” zadać to proste pytanie: po co szef MSZ doniósł na własny rząd, w tym sensie, że rozpoczął de facto procedurę sprawdzającą, wykonał pierwszy krok, jakby w niepewności, czy wszystko, co zrobił PiS z Trybunałem Konstytucyjnym, jest w porządku? W jakim celu to zrobił? Czy był to akt sabotażu? Samowola? Niesubordynacja wobec prezesa? Niemożliwe, skoro nie spotkała go – wtedy, a to jest najważniejsze – żadna kara. Nie było nawet upomnienia. Istnieje tylko jedno zrozumiałe wyjaśnienie tego fenomenu – Waszczykowski działał na polecenie i za pełną zgodą Jarosława Kaczyńskiego. Po co? Po to, by sprowokować dalszy ciąg wypadków, który pozwoli nieomylnemu strategowi zrealizować kolejny genialny plan: to nie dobry PiS wyprowadza Polskę z UE, lecz zła Unia wyrzuca nas sama. Wobec silnych prounijnych przekonań Polaków lepiej było odpowiedzialnością za konflikt obarczyć innych, samemu przywdziewając pozę ofiary spisków i knowań „piątej kolumny” z obcymi. Zadaniem opozycji jest odsłonięcie i zburzenie tego planu.

3. Wreszcie wartości

Trzeba się skoncentrować na wartościach. Zepchnąć prawicę do defensywy na polu, na którym wydaje się najmocniejsza. Taki aksjologiczny dyskurs (zgodny zresztą z najgłębszymi przekonaniami antypisowskiej opozycji) powinien brzmieć następująco: UE jest dla was, obozu władzy, obca. Nie do zniesienia. Ogranicza waszą władzę, stawia warunki i wymagania. Oskarżacie nas o donosicielstwo, bo dla was Unia to w istocie niechciany byt, do którego jesteście wrogo nastawieni. UE to dobrowolny związek wolnych i równych państw. Będziemy bronić wartości, w imię których ten związek powstał.

Paragraf 2 Traktatu o UE brzmi: „Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości. Wartości te są wspólne Państwom Członkowskim w społeczeństwie opartym na pluralizmie, niedyskryminacji, tolerancji, sprawiedliwości, solidarności oraz na równości kobiet i mężczyzn”. Czyli tego nie chcecie.

Prawica przedstawia się swoim wyborcom jako formacja ideowa w odróżnieniu od lewaków czy liberałów pozbawionych „wartości”. Warto wyeksplikować wartości obowiązujące po obu stronach tego sporu. Okaże się, że nas, Europejczyków, jest zdecydowana większość. Mało tego, taki podział narzuca naturalne pytanie – jaka jest identyfikacja ideowa prawicy? Bo jeśli nie europejska, to jaka?

4. Nie wolno się tłumaczyć

To nie opozycja jest donosicielem w polskich sprawach. Nie musi się więc tłumaczyć. Defensywa to dowód słabości. W polityce tylko winny się tłumaczy. Niewinny atakuje. Trzeba użyć argumentów świetnie znanych z narracji PiS. Wystarczy obrócić kierunek rażenia. Jeśli wiadomo, co zrobi druga strona, jeśli jej reakcja jest całkowicie przewidywalna, możesz pozbawić ją jakiegokolwiek znaczenia, uprzedzając:

„Wiadomo, nazwiecie nas donosicielami, będziecie atakować, bo zawsze nas atakujecie. Ta władza nie jest oparta na konsensie społecznym, lecz ciągłej konfrontacji, nie na zgodzie, lecz walce. W tej walce Unia i opozycja jest wrogiem. Będziecie nas krytykować, bo nas, opozycji, nienawidzicie. Nienawidzicie Unii stawiającej wymagania swoim członkom. Nienawidzicie jej wartości. Przyjmijcie do wiadomości: będziemy tych wartości bronić. Będziemy ich bronić w kraju, w Europie, wszędzie. Wartości, takie jak wolność, demokracja, prawa człowieka, sprawiedliwość, tolerancja, solidarność, nie mają ceny. Dla nas są najważniejsze. Tak pojmujemy interes Polski i patriotyzm. Nie obchodzi nas, co o tym sądzicie”.

5. Wywołać wilka z lasu

Znowu, wzorem przeciwników, należy prawicę prowokować. Prowokacja polityczna w dyskursie społecznym pozwala, za pomocą wyprowadzenia przeciwnika z równowagi, ujawnić jego prawdziwe intencje. Dobrym przykładem jest wpis Rafała Ziemkiewicza i następujący po nim felieton. Główny przekaz: „Co się tak trzęsiemy nad tą Unią? Wzięliśmy, co było tam do wzięcia, więcej nie będzie i czas wyp…lać, jak sami ułatwiają”.

Tego typu reakcje są bezcenne. Oto bowiem jeden z głównych prawicowych publicystów otwarcie przyznaje: 1 – prawica planuje polexit, 2 – przehandlowała własne wartości za pieniądze z UE, uprawiając polityczną prostytucję, 3 – wartości świata zachodniego opisane w paragrafie 2 Traktatu o UE są im obce, skoro trzeba stamtąd wyp…lać, 4 – Ziemkiewicz potwierdza intrygę z donosem na własny rząd, by sprowokować Unię do realizacji niepopularnych zamiarów prawicy.

Jeśli opozycja będzie stale prowadzić narrację opisaną powyżej, takich głosów będzie więcej, a to bezcenni „pożyteczni idioci” dla opozycji.

6. Nie dawać się szantażować

Jedna zasadnicza rada dla obozu opozycji: wreszcie nie bać się, nie dawać się szantażować. Bądźcie odważni, bezkompromisowi, zdecydowani. Uruchomcie wreszcie wielkie słowa. Chcemy być w Unii dla wspólnoty wartości zachodniego świata. To dla tych wartości, a nie dla dopłat dla rolników czy funduszy spójności, ginęli bohaterowie kolejnych pokoleń walczących o miejsce Polski w Europie. Polska zamożna, bezpieczna i praworządna może być tylko w Europie.

Wiemy, jak bardzo to ostatnie kłuje prawicę w oczy. Obrona w Parlamencie Europejskim praw polskich obywateli to nasz obowiązek wobec naszych wyborców. Nie ulegniemy groźbom i zniewagom. Gardzimy epitetami. Obelgi są ceną, jaką warto płacić za obronę fundamentalnych wartości. W ten sposób okażecie waleczność i siłę. Bo nic tak nie budzi lekceważenia jak chwiejność, uległość i brak pewności własnych poglądów.

Nie protestujcie przeciwko ewentualnym sankcjom, bo to są sankcje nałożone na rząd i z winy rządu, nie na Polskę. To PiS jest za nie całkowicie odpowiedzialny, to nie opozycja uchwalała niekonstytucyjne ustawy. Trzeba przekonywać, że ewentualne sankcje lub ich groźba znikną, kiedy PiS straci władzę. Partia Kaczyńskiego najpierw polityków europejskich ignorowała. Potem ich obrażała, m.in. wyzywając od pijaków. Nie respektowała prawa, lekceważyła postanowienia Trybunału Sprawiedliwości. Rząd prawicy zrobił wszystko, by Komisję Europejską do reakcji sprowokować, widocznie tego pragnął. Jak widać po kwestii Puszczy Białowieskiej, prawica – sama posługując się siłą – rozumie wyłącznie język siły. Wszelkie ostrzeżenia lekceważy, negocjacji nie traktuje poważnie, z apeli się śmieje, urzędnikami UE gardzi.

Czas zatem spojrzeć prawdzie w oczy: nie jesteśmy żadną tarczą chrześcijaństwa, liderem regionu, ostoją suwerenności – jesteśmy chorym człowiekiem Europy. Jesteśmy obiektem zażenowania i troski całego demokratycznego świata. Nie tylko UE, skoro także amerykański Departament Stanu, urząd nadzorowany przez ukochanego przez polską prawicę prezydenta Trumpa, ubolewa nad sytuacją w Polsce. Trzeba powtarzać w nieskończoność: to rząd PiS bierze wyłączną odpowiedzialność za nieuchronne skutki własnej polityki. To on ściągnie na Polskę sankcje, nie opozycja, która stale przed nimi ostrzegała. Władza oznacza odpowiedzialność. A totalna władza to odpowiedzialność całkowita.

***

Jakub Bierzyński – socjolog, przedsiębiorca, publicysta. Prezes domu mediowego OMD, a także jeden z założycieli SMG/KRC Poland (dziś Millward Brown), największej w Polsce agencji badań rynkowych.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Twarz stała się narzędziem walki w Hongkongu. Kto kogo przechytrzy?

Władze Hongkongu wykorzystują nowe technologie, żeby namierzyć i ukarać demonstrantów. Ale to broń obosieczna. Walka, choć nierówna, chwilami przypomina grę protestujących z władzą i policją.

Aleksandra Żelazińska
18.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną