Nowe wybuchowe ustalenia komisji smoleńskiej. Jak było naprawdę, wyjaśnia prof. Jancelewicz
W 93. miesięcznicę katastrofy smoleńskiej podkomisja smoleńska opublikowała nowe „ustalenia” w sprawie tragedii smoleńskiej.
Według tzw. ekspertów podkomisji analiza materiału dowodowego wskazuje na liczne wybuchy na pokładzie samolotu.
Radek Pietruszka/PAP

Według tzw. ekspertów podkomisji analiza materiału dowodowego wskazuje na liczne wybuchy na pokładzie samolotu.

Według tzw. ekspertów podkomisji analiza materiału dowodowego wskazuje na liczne wybuchy na pokładzie samolotu. Ich zdaniem lewe skrzydło samolotu TU 154 M zostało zniszczone w wyniku eksplozji wewnętrznej.

10 stycznia podczas posiedzenia plenarnego Podkomisji do Ponownego Zbadania Katastrofy Lotniczej Frank Taylor, opisany w komunikacie jako międzynarodowy ekspert z dziedziny badania wypadków lotniczych, po zapoznaniu się z materiałem dowodowym podkomisji stwierdził, że:

1. lewe skrzydło samolotu TU 154 M zostało zniszczone w wyniku eksplozji wewnętrznej.

2. istniało kilka źródeł eksplozji: w skrzydle, slocie, a także w centropłacie, potwierdzone przez analizę mechanizmu uderzenia drzwi w ziemię.

3. brzoza nie miała wpływu na pierwotne zniszczenie skrzydła.

Wnioski te zostały przyjęte przez członków Podkomisji i stanowią jedną z kluczowych konkluzji raportu technicznego. Wybuchy miały zostać potwierdzone przez analizę mechanizmu uderzenia drzwi w ziemię.

Jak było naprawdę? Publikujemy fragment wywiadu Grzegorza Rzeczkowskiego z prof. Bohdan Jancelewiczem, emerytowanym pracownikiem naukowym Politechniki Warszawskiej, wieloletnim wykładowcą na Wydziale Mechanicznym i Energetyki Lotnictwa tej uczelni, specjalistą konstrukcji lotniczych. Profesor był członkiem najpierw Głównej, a potem Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL).

Grzegorz Rzeczkowski:Twierdzi pan, że z powodu utraty siły nośnej los samolotu był przesądzony już po zderzeniu z pierwszymi drzewami, a jeszcze przed brzozą, która spowodowała oderwanie fragmentu lewego skrzydła.
Bohdan Jancelewicz: – To można wyczytać z danych zebranych przez rejestrator parametrów lotu, czyli tzw. czarnej skrzynki, która zbiera ponad 50 różnych informacji, między innymi stosunek siły nośnej do siły ciężkości. W zapisie rejestratora widać dokładnie, że, jak powiedziałem, już po pierwszym zderzeniu z drzewami tupolew stracił gwałtownie siłę nośną 30 proc. poniżej wartości, która zapewnia lot poziomy. W tym momencie w ciągu niespełna dwóch sekund rozgrywał się wypadek. Samolot przepadał, będąc 12 m nad ziemią. Nawet gdyby nie zahaczył o brzozę, nie miał szans uniknąć katastrofy. Kwestią było tylko to, jaka będzie konfiguracja zderzenia z ziemią. Dlaczego na ratunek nie było szans? Ze względu na uszkodzone skrzydła – lewe mocniej niż prawe – a precyzyjniej mówiąc, sloty i klapy. Z zapisów rejestratora wynika, że maszyna zaczęła się przechylać na lewą stronę na tyle mocno, że końcówka lewego skrzydła była prawie o dwa metry niżej niż prawego.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj