Kraj

Onet ujawnia, pałkarze atakują

Dziennikarze nękani za ujawnienie tajnej notatki. Znowu powiało Gomułką

Politycy obozu władzy wyzywają dziennikarzy od zdrajców. Politycy obozu władzy wyzywają dziennikarzy od zdrajców. Kancelaria Sejmu/Paweł Kula / Flickr CC by 2.0
Politycy obozu władzy wyzywają dziennikarzy od zdrajców, prokuratura wszczyna śledztwo, a ambitny poseł PiS przygotowuje ustawę o karach finansowych dla mediów za ogłaszanie tzw. fake newsów.

Jeszcze niedawno obowiązywały proste reguły odpowiedzialności za przecieki, zawodowa solidarność oraz retoryczna klasa.

Dwaj dziennikarze ujawnili tajną urzędniczą (dyplomatyczną) notatkę. Dotyczyła sprawy wagi państwowej, ba, miała znaczenie międzynarodowe. Teraz są nękani. Politycy obozu władzy wyzywają ich od zdrajców, prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie, kierownictwo państwowego radia zrezygnowało z usług jednego z nich, a ambitny poseł partii rządzącej zaczął przygotowywać projekt ustawy o karach finansowych dla mediów za ogłaszanie tzw. fake newsów (a przecież sam szef dyplomacji przyznał, że notatka istniała!).

„Kto za tym stoi?”. Powiało Gomułką

Na dziennikarzy rzucili się też niektórzy koledzy z branży. I to ostro. Redaktor naczelna Republika TV Dorota Kania woła: „Trzeba postawić pytanie, kto stoi za fake newsami”. Wprost sięga po retorykę Władysława Gomułki sprzed 50 lat, który też w swoich przemówieniach lubił zwrot „trzeba postawić pytanie, kto za tym stoi?”, a potem w ślad za nim używali go na wyprzódki peerelowscy propagandziści. Kania – wzorem Gomułki – grzmi, że ujawnienie analizy MSZ jest wymierzone „w nasz kraj” i polski „interes narodowy”. Sugeruje też, że za wszystkim stoi Rosja (Gomułka też wszędzie widział spisek – tyle że Izraela i Żydów).

Po peerelowskie frazy sięgnął też Maciej Pawlicki, inny wpływowy człowiek związanych z władzą tytułów prasowych, nazywając ową dwójkę „producentami kłamstwa” i „funkcjonariuszami” (tym razem niemieckimi).

A przecież jeszcze niedawno prosta reguła w takich sytuacjach brzmiała: za przecieki odpowiadają najwyżej ci, którzy do nich dopuścili (czyli urzędnicy i twórcy procedur bezpieczeństwa), nie zaś ci, którzy je ogłosili (czyli dziennikarze i redakcje). Tu na dodatek w grę wchodziła polska (niepisowska) racja stanu. Dlatego także źródło przecieku śmiało można uznać za znaną w krajach demokratycznych instytucję tzw. sygnalisty, czyli osoby, która narusza dyscyplinę służbową (w tym tajemnicę swojego urzędu) w interesie publicznym.

W samej branży medialnej funkcjonowała ponadto zasada środowiskowej solidarności w razie prób nękania przez władze kolegów, którzy opublikowali przeciek – i służyła nie tylko samoobronie pozycji IV władzy, ale też interesowi społecznemu. Jeszcze nie tak dawno nie do pomyślenia byłoby również używanie retoryki komunistycznych czy narodowo-komunistycznych wodzów i ówczesnych żurnalistów czy też pałkarzy.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama