Kraj

Łapy precz od mojej kumpeli

Powstała już specjalna aplikacja pozwalająca zlokalizować akt seksistowskiej przemocy.

Sto tysięcy razy słyszałyśmy, że nie mamy poczucia humoru. Co wy takie, dziewczyny, jesteście sztywne? Czemu nie śmiejecie się z klepania po tyłku lub „komplementowania” biustu? Widocznie feministki już tak mają: w ogóle ich nie bawi coś szalenie zabawnego. Czasami rzeczywiście istnieje cienka granica między sympatyczną pochwałą a podtekstem erotycznym. Zazwyczaj jednak nie ma żadnego problemu z tym, aby wychwycić intencje rubasznego wujaszka czy pana w sklepie. Seksizm to nie seks. To nie komplement i „bycie miłym”. To przeświadczenie, że kobieta nie jest równa mężczyźnie, a jej wygląd jest dobrem ogółu. Każdy może podejść i wyrazić opinię, jak na targu z klaczami. Seksizm podszyty jest hierarchią między płciami i przebiega na wielu poziomach. Czasami prowadzi do nieporozumień, bo czy feministkom nie można powiedzieć komplementu? Można! Ale bez zabarwiania go podtekstami.

Dlatego podoba nam się, że w Belgii ruszyła kampania społeczna uświadamiająca, że seksizm jest nie tylko nielegalny, ale i karalny. Bo ile można tłumaczyć, że dyskryminacja nie jest żartem? Za obraźliwą odzywkę trzeba teraz zapłacić do tysiąca euro albo odsiedzieć w więzieniu do roku kary. Tak, tak! Przepis obowiązuje co prawda od maja 2014 r., ale do tej pory niewiele się o nim mówiło. Dopiero na początku marca 2018 r. pojawiły się wielkie plakaty rozlepione na autobusach i tramwajach informujące, czym jest seksizm. I że za obrażanie kobiety można beknąć.

W gazetach i pismach wykupione zostały całe strony reklamowe. Akcja objęła zasięgiem również media społecznościowe, jak Facebook czy Instagram. Kampanii nie sposób przeoczyć. Mocna wizualnie, gra dosłownością. Np. na zdjęciu młoda dziewczyna przytula ubłoconą psinę, obok widnieje w cudzysłowie: „Suka!”. Wiadomo, że to obelga i że odnosi się do dziewczyny. Poniżej suchy podpis: „Zgodnie z prawem obowiązującym od 24 maja 2014 r. seksizm karze się grzywną w wysokości od 50 do 1000 euro albo karą pozbawienia wolności od miesiąca do roku”. Koniec tłumaczeń. I nie ma, że „ale przecież to miało być zabawne!”. Otóż zabawne nie jest. Seksizm jest przestępstwem.

Inna modelka trzyma w objęciach prosiaka. Podpis w cudzysłowie brzmi: „Świntucha!”. Kolejna dzierży pod pachą wielką rybę. Kalumnia głosi: „Brzydula!”. Wszystkie obelgi mają podtekst seksualny i pogwałcają sferę intymną kobiety. Pod zdjęciami powtarza się komentarz: „Jedni szydzą. Inni z trudem przychodzą po czymś takim do siebie”. Że to prawda, potwierdzają dane. Według najnowszych badań uniwersytetu w Gandawie 86 proc. kobiet co najmniej raz stało się ofiarami upokorzenia z powodu obelgi na tle seksualnym. 34 proc. cierpi z tego powodu do dziś. I tylko 3,6 proc. kobiet złożyło formalną skargę na agresora.

Plakaty sygnowane są logo ze słynną żółtą „łapką”, znakiem kampanii „Łapy precz od mojej kumpeli!” („Touch pas à ma pote”). Zapoczątkowało ją w 2012 r. belgijskie wydanie magazynu „Elle”. Nazwa nawiązuje do głośnej akcji społecznej z lat 80., skierowanej przeciw rasistom. Wtedy dłoni w geście nakazującym „stop” towarzyszył napis: „Ręce precz od mojego kumpla!”. Chodziło o uświadomienie ludziom, że rasizm występuje nagminnie w życiu codziennym i jest zły. Zero tolerancji dla rasizmu i rasistów.

Dziś to samo zdanie przyciąga uwagę do problemu, jakim są obelgi kierowane pod adresem kobiet. Organizatorzy kampanii tłumaczą, że rasizm i seksizm to jedno zło. Zapowiadają wobec niego zero tolerancji.

Akcja zapoczątkowana cztery lata temu przez miesięcznik „Elle” rozrosła się. Dziś zajmuje się nią osobna organizacja TPAMP (skrót od „Touche pas à ma pote!) z siedzibą w Brukseli. Kampania, która ruszyła w marcu, to wspólna akcja TPAMP i Bianki Debaets, ministerki brukselskiego Biura ds. Równości. Jej celem jest uświadomienie ludziom, czym jest seksizm, i zmobilizowanie ich do walki z codzienną dyskryminacją, taką jak wulgarne zaczepki, które kobiety dotykają na ulicy, w środkach transportu itp. Chodzi o to, żeby nie czuły się pozostawione same z problemem i – co najważniejsze – żeby tego nie akceptowały. Przełykanie upokorzenia i odchodzenie z poczuciem, że spódnica była za krótka, już nie wchodzi w rachubę. Slogan „Łapy precz od mojej koleżanki!” oznacza, że nie tylko atakowana powinna się postawić, ale i świadkowie zdarzenia mają jej pomóc. A za poszkodowanymi stoi prawo. Za niewyparzony język seksista pójdzie siedzieć.

Jak to w XXI w. – powstała już specjalna aplikacja pozwalająca zlokalizować akt seksistowskiej przemocy. Jej twórcy zachęcają, żeby wydarzenie oznaczyć na mapie i opisać, jednak z zachowaniem anonimowości ofiary i agresora, co powinno zapobiec nadużyciom. Czy w praktyce przełoży się to na stygmatyzację dzielnic, które i tak mają kiepską opinię ze względów etnicznych, to się okaże.

Tak wygląda belgijska reakcja na kampanię #MeToo. Konkret. Za to w Polsce heheszki w Sejmie czy na komisjach (pisałyśmy o tym dwa tygodnie temu) trwają w najlepsze, podobnie w mediach czy po prostu wśród ludzi. Na profilu „Seksizmu naszego powszedniego” podano setki przykładów takich zachowań. Założycielki w wywiadzie dla „Krytyki Politycznej” przyznają, że nie spodziewały się tak wielu jego przejawów. Zwracają uwagę na to, że kobietom trudno reagować na zaczepki lub jawną dyskryminację, bo boją się posądzenia o histeryzowanie czy bycie za mało wyluzowaną. W tym sensie prawo, które odgórnie karze nadużycia, stanowi tarczę ochronną. Nie muszę tłumaczyć się z tego, że czuję się niekomfortowo, bo seksizm ma swoją prawną definicję. Postępujesz źle, poniżasz – poniesiesz karę.

Oczywiście rodzi się i wiele pytań, m.in.: o nadużycia czy o wpływ państwa na życie prywatne. Ale skoro lata tłumaczenia i kampanii społecznych nie przyniosły rezultatów, to może paragraf jest odpowiednim straszakiem?

Polityka 16.2018 (3157) z dnia 17.04.2018; Felietony; s. 87
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Związki romantyczne: zachowania, które wydają się normalne, a są toksyczne

Zdarza się, że mylimy zachowania, które są do zaakceptowania, z takimi, które stopniowo nasze związki wyniszczają.

Polityka.pl
13.05.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną