Oni będą ławnikami w Sądzie Najwyższym. Kim są i co mówią?
Politycy PiS twierdzą, że ławnicy zapewnią większą transparentność, a sędziowie – że wiedza ławników może okazać się niewystarczająca.
Jerzy Dudek/Forum

Politycy PiS twierdzą, że ławnicy zapewnią większą transparentność, a sędziowie – że wiedza ławników może okazać się niewystarczająca.

Roman Markiewicz od ośmiu lat jest lekarzem, wcześniej pracował w innych pokrewnych zawodach medycznych (pielęgniarstwo, rehabilitacja). Przyznał, że wiek, doświadczenie życiowe i zawodowe „ułatwiłyby mu pracę jako ławnik”. Dopytywany o rozbieżność między orzeczeniami wymiaru sprawiedliwości w zakresie ochrony życia poczętego i sumieniem a opinią publiczną, powiedział, że jest „za życiem”: „Nie zgadzam się z częścią opinii społecznej, która kwestionuje kwestie poczęcia i życia” – mówił. Samotny, nigdy nie był w małżeństwie ani w żadnym innym związku.

Marek Molczyk chce zostać ławnikiem, bo przez ostatnie dwa i pół roku był ławnikiem w sądzie rejonowym w Tarnowie, gdzie orzekał w wydziale rodzinnym i nieletnich. „Należy przypuszczać, że bycie ławnikiem w Sądzie Najwyższym byłoby kolejnym etapem w karierze bycia ławnikiem. Nie ukrywam również, że to pokłosie moich zainteresowań z młodszych lat, bo choć mam wykształcenie ekonomiczne, rozważałem opcję, by zostać prawnikiem”. Senator Rulewski zwrócił uwagę, że od kilku lat kandydat zarejestrowany jest jako bezrobotny. „Czy chce pan żyć tylko z diet?” – dopytywał. Nie, oczywiście, to funkcja społeczna, mam świadomość, że nie służy ona tylko zarobkowaniu. To wynika z moich zainteresowań, ale i poczucia, że na niwie społecznej można wykonywać pracę, która niekoniecznie wynika z wykształcenia”.

Wcześniej przez 17 lat pracował w banku PEKAO SA, ale po jego prywatyzacji w 1999 r. i w związku z redukcją zatrudnienia został zwolniony. „Tak to się czasem życie toczy” – mówił. Przyznał, że utrzymuje się głównie z kapitału, który zgromadził, kiedy pracował w banku. „Byłem na tyle zaradny i kierowałem się przeświadczeniem, że sytuacja może się tak potoczyć i się na to przygotowałem”. W latach 2015–16 pracował u drobnego przedsiębiorcy, ale „to były inne realia niż w banku”. Obecnie dorabia jako przedsiębiorca nierejestrowany: „Znam język angielski, tłumaczę”. Zapewniał, że cały czas aktywnie szuka zatrudnienia, a „bycie ławnikiem ma być obok życia zawodowego”.

Agata Pawlak od 37 lat jest nauczycielką biologii. „Praca jest moją pasją” – podkreślała. Szeroko mówiła o dodatkowych aktywnościach, głównie ekologicznych, przyznała, że jest też otwarta na nowe wyzwania. Od niedawna jest mediatorem. „Uważam, że ktoś, kto zostanie ławnikiem, powinien – powiem nieskromnie – mieć takie cechy charakteru jak ja, czyli być osobą odpowiedzialną, o nieskazitelnym charakterze, czyli szlachetną, prawą, uczciwą, otwartą na potrzeby innych osób”.

Pytana m.in. o to, czy powinno być zróżnicowanie dotyczące wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn w SN, odparła, że jeśli w innych zawodach jest zróżnicowanie, to kobiety sędziowie powinny podlegać tym samym zasadom: „Na przykład ja jako nie-sędzia mam taką możliwość, by przejść na emeryturę w wieku 60 lat; to byłaby dyskryminacja, jeśli kobieta sędzia musiałaby pracować do 65. roku życia. Wszystkie kobiety w Polsce powinny mieć te same prawa, ale jeśli kobieta sędzia chciałaby pracować dłużej i są ku temu przesłanki, to powinna mieć wybór”.

Pawlak uważa, że ławnicy są potrzebni: „Czynnik ludzki i społeczny powinien być, by sędziowie nie popadali w rutynę – mówiła. – Zastanawiałam się, czy przy SN też powinni być ławnicy, skoro to nie sąd faktów, ale prawa. Ale jednak tak, kontroli społecznej nigdy za dużo. Jako obywatel, wiedząc o tym, że jest tam mój przedstawiciel, czynnik ludzki, miałabym większe zaufanie do sądu”.

Senator Rulewski pytał też o rozwiązania konstytucyjne regulujące działanie sądów, w szczególności SN: „Odpowiedziałabym na to pytanie, gdybym lepiej się przygotowała z prawa. Mam swoje przemyślenia, ale pan senator pozwoli, że zostawię je dla siebie”.

Aleksander Stefan Popończyk uzasadniał chęć kandydowania po części obecną sytuacją rodzinną, bo ma już dwoje pełnoletnich dzieci: „Człowiek ma trochę więcej czasu”. Mówił też, że do bycia ławnikiem skłoniła go działalność w ramach Polskiego Towarzystwa Gospodarczego, gdzie pojawił się taki temat. Deklarował, że praca zawodowa jako samodzielnego menedżera na kontraktach „pozwala mu myśleć o sensownym wkładzie” w funkcję ławnika. Do kandydowania przyczyniły się także jego zainteresowania społeczne (jest przewodniczącym w radzie parafialnej i prezesem klubu sportowego).

Jana Rulewskiego interesowała ocena postaw etycznych sędziów kandydata, który również doktoryzuje się z filozofii (etyka): „Tu są dwa aspekty. Formalny, związany z moim wykształceniem, który pozwala mi mówić o pewnych aspektach etycznych w różnych ujęciach, tak jak swoim studentom to wykładam, korzystając z życiowych przykładów, czy to gospodarczych, sądowych, własnych, czy z prasy, co pozwala się uwrażliwiać na pewne rzeczy. Druga sprawa to kwestia kazuistyczna, czyli konkretnego przypadku, gdzie wyrażanie opinii bez znajomości rzeczy jest na wyrost i może być krzywdzące, co czasem i mnie dotyka, gdy ktoś coś uogólnia o mnie”. Kandydat przyznał też, że „o ile czuje się zawodowo kompetentny w wypowiadaniu się na tematy różnych ujęć etycznych, etyki klasycznej, etyki tomistycznej czy różnych ujęć idealistycznych, o tyle w indywidualnych sprawach, wolałby to odnosić do konkretnego przypadku”. Pytany o zjawisko wydawania osądu przed skazaniem, mówił, że „stygmatyzowanie zawczasu jest sprzeczne z naszą kulturą”. Czy sam będzie temu przeciwdziałał? „Pomijając kwestie bezstronności, sumienia, działania zgodnie z prawem, to kwestia przyzwoitości, by nie podchodzić w sposób uprzedzony”.

Zapytany o to, czym jest sprawiedliwość i jaki jest stosunek sprawiedliwości do etyki, odparł: „Sprawiedliwość to jest stała wola oddania każdemu, co się mu należy. W kulturze łacińskiej jest prymat etyki, choć łączy nas prawo, które jest zasadą spoistości dobra wspólnego. Najpierw pewne sprawy są rozpatrywane etycznie, a później są ubierane w formuły prawne celem ochrony tego, co uznaliśmy za dobre, poprawne, prawdziwe, piękne”.

Bogusława Rutkowska, zgłoszona przez Stowarzyszenie Rodów Chodkowskich, mówiła, że w życiu człowieka jest etap nauki, wychowywania dzieci i jest etap pracy. „Ja jestem na wszystkich tych etapach spełniona. Mam męża, mam czwórkę dorosłych dzieci, w szkole pracuję od 25 lat” – mówiła.

Zapytana, dlaczego chce zostać ławnikiem, odpowiedziała: „Mam takie wrażenie, czuję tak, że przyszedł czas, żeby coś zrobić społecznie. Mam czas i chęci, ale nie wiem, czy mam kwalifikacje”. Dodała, że jeśli chodzi o prawo, to może doczytać, ale wie, co jest dobre, a co złe. „Mnie nauczyły tego dzieci. Obecnie pracuję w grupie trzylatków i to jest dopiero nauka życia, co jest dobre, a co złe, bez zakłamania, bez naciągania i ja tego się od nich nauczyłam”.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj