Gen. Mieczysław Gocuł o dramatycznym stanie polskiej armii

Polskie siły rozbrojone
W latach 2013–17 najważniejszy żołnierz w Polsce, były szef Sztabu Generalnego gen. Mieczysław Gocuł, alarmuje, że system obronny Polski jest w rozsypce.
„Ćwiczeń obronnych nie ma. Ostatnie ćwiczenie zdawkowe było w 2003 r., choć powinny się odbywać co pięć lat”.
Marian Zubrzycki/Forum

„Ćwiczeń obronnych nie ma. Ostatnie ćwiczenie zdawkowe było w 2003 r., choć powinny się odbywać co pięć lat”.

Gen. Mieczysław Gocuł
Franciszek Mazur/Agencja Gazeta

Gen. Mieczysław Gocuł

„Największym zagrożeniem jest ignorancja władz państwowych. Siły zbrojne nie mają w tej chwili zdolności operacyjnych”.
Janusz Walczak/Forum

„Największym zagrożeniem jest ignorancja władz państwowych. Siły zbrojne nie mają w tej chwili zdolności operacyjnych”.

MAREK ŚWIERCZYŃSKI: – W listopadzie 2017 r., już jako młody wojskowy emeryt z dobrymi świadczeniami czterogwiazdkowego generała, pisze pan list do prezydenta, w którym wylicza brak strategicznych dokumentów, niedotrzymywanie zobowiązań w NATO i marnotrawstwo pieniędzy. Sześć tygodni później Antoni Macierewicz zostaje odwołany. Przypadek?
MIECZYSŁAW GOCUŁ: – Zamysł był taki, żeby wysłać list, bo może ktoś się otrząśnie. Czy Macierewicz poleciał przez ten list? Na pewno nie. Natomiast powinien był wywołać pewną refleksję u rządzących. Jak ich wzruszę – myślałem sobie – może coś gdzieś pęknie. Nigdy wcześniej nie widziałem tak zwaśnionych osób odpowiadających bezpośrednio za bezpieczeństwo państwa. Jednak zmiana ministra obrony to za mało, aby naprawić wszystko to, co uległo erozji i dewastacji w systemie bezpieczeństwa narodowego przez ostatnie lata. Dałem temu wyraz w korespondencji z prezydentem i BBN, prosząc o podjęcie jakichkolwiek działań naprawczych. Nie pretenduję – wbrew zasłyszanej w BBN opinii – do roli doradcy prezydenta, choć otwarcie deklaruję wolę wsparcia. Jednak nie po to odszedłem ze stanowiska i z wojska, odmawiając rządzącym zgody na trwającą destrukcję systemu obronnego i bezpieczeństwa państwa, aby teraz zostać nieformalnym doradcą i twarzą ewidentnych zaniechań. Przecież dalej nic nie zrobiono, podtrzymując – wręcz patologiczne – status quo.

Co konkretnie ma pan na myśli?
System bezpieczeństwa państwa jest w rozsypce. Udowodnię to metodą zero-jedynkową. Bo albo coś jest, albo czegoś nie ma. Nie ma systemu bezpieczeństwa, gdyż nie ma systemu kierowania bezpieczeństwem narodowym. W 2015 r. wydano uchwałę RM o zniesieniu centrum kierowania obroną państwa. Dziś jedynym łącznikiem między urzędami prezydenta i premiera pozostał szef Sztabu Generalnego, mający swoje miejsce w konstytucji. Tyle że szef Sztabu nie ma narzędzi i kompetencji, by zajmować się policją, strażą i innymi instytucjami niemilitarnymi. W związku z tym nie ma żadnego centrum koordynacyjnego. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa też nim nie jest, jest co najwyżej krajowym systemem ratowniczo-gaśniczym, przy całym szacunku do świetnych ludzi w RCB. Nie ma centrum kierowania obroną państwa, nie odbywają się ćwiczenia obronne, a mam podejrzenie, że ministrowie nie znają swoich zadań w tym obszarze.

Mało tego – domniemywam, że nie ma zatwierdzonych planów obronnych, bo nie ma postanowienia prezydenta w tej kwestii. Nie ma systemu dowodzenia, bo w ustawie jest napisane, że prezydent – na wniosek ministra – określa zasady wojennego systemu dowodzenia. A tego postanowienia brak. Zatem skoro w państwie nie ma systemu kierowania bezpieczeństwem narodowym, w wojsku nie ma wojennego systemu dowodzenia, nie ma planów, jak będziemy walczyć, to do czego przygotowują się wobec tego siły zbrojne i nasi sojusznicy? I jak wpiszą się oni w te nasze plany, których nie ma?

Mogę tylko ujawnić, że usilnie mnie o to prosili Amerykanie, żeby im takowe plany przedstawić. W NATO przygotowaniem dla polityków są ćwiczenia CMX. Proszę sprawdzić, kto fizycznie ćwiczył w 2016 i 2017 r. w CMX i jakie były wyniki. Zwykle jest tak, że ktoś gra rolę premiera, inny generał ministra i tak dalej. Dlatego mówiłem gen. Breedlove’owi: jeśli chcesz, by ćwiczyli politycy, musisz za monitorem wideotelekonferencji posadzić szefa NATO Jensa Stoltenberga, bo tylko jego obecność może wymusi obecność premiera czy ministra.

Więc jeśli nie mamy systemu kierowania bezpieczeństwem, dowodzenia siłami zbrojnymi, nie ma zatwierdzonych planów obronnych, to co jest?
Porażka totalna. Ale na tym nie koniec.

Są jeszcze większe luki?
Tak. To, co wskazuję w liście do prezydenta. Zgodnie z ustawą MON powinno przyjąć strategię rozwoju systemu bezpieczeństwa narodowego na kolejne 10 lat. Gdzie ona jest? Nie ma jej. Jeżeli nie ma strategii, to w oparciu o co toczy się cały proces planowania, programowania rozwoju sił zbrojnych, szukania celów, szkolenia? Więc jeśli dzisiaj mówi ktoś, że zwiększamy nakłady na obronność do 2,5 proc. PKB i zwiększamy liczbę żołnierzy, to ja mówię: nie, stop, zatrzymajmy się. To zabrzmi źle, ale nie mamy prawa wydawać tych pieniędzy.

Pan chyba brnie w herezję. Wszyscy wiemy, jaki jest stan sprzętu i uzbrojenia. Musimy się modernizować – to zarówno obowiązująca oficjalnie narracja polityczna, jak i pogląd podzielany w zasadzie przez wszystkich ekspertów.
A ja zapytam, jaka była podstawa prawna zwiększenia finansowania niektórych programów, na które już były podpisane umowy? Przykład – zwiększono finansowanie programu Krab. Poprzednie kierownictwo MON podpisało zamówienie po wynegocjowanej cenie, teraz wiadomo, że będzie kosztować prawie dwa razy więcej za sztukę. Była decyzja kierownictwa, żeby dofinansować. W sumie chodzi o miliardy złotych. Zadałem pytanie jednemu z poważnych ludzi w MON, jaka jest podstawa tych wydatków, i wie pan, co usłyszałem? „Panie generale, proszę mnie prokuratorem nie straszyć” [tej osoby nie ma już w służbie – red.].

Więc jeśli mówimy, że na modernizację brakuje pieniędzy, to miejmy świadomość, że zwiększono finansowanie istniejących programów nieraz o 80–90 proc. To są miliardy złotych „dosypane” do umów.

Wróćmy do listu. Apeluje pan, by wreszcie przeprowadzić ćwiczenia obronne Kraj, które miały się odbyć jeszcze w 2015 r. Jakie są skutki ich braku?
Ćwiczeń obronnych nie ma. Ostatnie ćwiczenie zdawkowe było w 2003 r., choć powinny się odbywać co pięć lat. Miała być gra obronna, pakiet dokumentów został przekazany prezydentowi Dudzie. Obawiam się, że polityczno-strategiczna dyrektywa obronna, za którą idzie większość pieniędzy z 2 proc. PKB, jest przyjmowana bardziej na zasadzie nosa niż świadomości. Bo jej wydanie powinno być poprzedzone strategiczną grą obronną, po której prezydent zatwierdza dyrektywę lub ją weryfikuje. Nie mam przekonania, że te sprawy traktowane są poważnie.

Czy prezydent Duda za późno zainteresował się sprawami wojska?
Zważywszy na obecny stan systemu obronnego państwa obawiam się, że poziom zainteresowania wciąż jest znikomy. Dla czytelnika musi być jasne, że ja nie kruszę kopii o jakieś abstrakcyjnie brzmiące dokumenty. Mnie chodzi o to, że my wydajemy pieniądze, szkolimy wojsko, a tak naprawdę nie wiemy po co, bo nie ma planów użycia, programu i planów rozwoju sił zbrojnych.

Dzisiaj ktoś może przyjść i powiedzieć, że tworzy jeszcze jedną brygadę czy dywizję. Pytanie: po co? Jeśli nie ma planu, to nie ma zaplanowanych środków finansowych, a więc być ich nie powinno. A mimo to robi się różne rzeczy i środki są wydawane. Ogromne pieniądze, 40 mld zł rocznie, wydajemy w warunkach nie do końca demokratycznego państwa prawa. Politycy myślą, że cywilna kontrola nad armią oznacza cywilny garnitur ministra. Cywilna kontrola to nie tylko cywilny minister, to też parlament, który sprawuje nadzór nad władzą wykonawczą. Jeżeli nie ma planów, nie ma programu, to jak komisja obrony narodowej może rekomendować przyjęcie budżetu na dany rok, czy przyjąć informację o wykonaniu budżetu MON z roku poprzedniego?

Innymi słowy, cywilna kontrola nad armią to procedury, których nikt teraz nie przestrzega, z czego wniosek, że cywilnej kontroli nie ma?
Dokładnie tak. W planowaniu rozwoju sił zbrojnych ta procedura jest taka: prezydent posiada prerogatywy do określania głównych kierunków, Rada Ministrów do szczegółowych, a minister obrony do wytycznych. W planowaniu operacyjnym, a więc użycia sił zbrojnych, prezydent wydaje polityczno-strategiczną dyrektywę obronną, w której nakazuje, w uzgodnieniu z RM, przygotować konkretne plany. Prezydent na wniosek MON zatwierdza narodowe plany obrony postanowieniem. Gdzie to postanowienie, gdzie te plany narodowe? Plany na rok szkolenia dywizji, innych jednostek, rodzajów sił zbrojnych są tworzone w oparciu o to, co zostało zaplanowane w zakresie użycia sił zbrojnych. Żołnierze czasem nie mają nawet świadomości, dlaczego w danym roku są w pierwszym rzucie, a kiedy indziej w odwodzie, ale szkolą się zgodnie z planami. My wiemy, dlaczego tak ćwiczą. Ale jeśli nie przyjęto planów, to powstaje pytanie, do czego szkoli się wojsko? Po co wydawane są setki milionów na szkolenie? Ktoś musi na te i inne pytania odpowiedzieć.

Ale przecież słyszymy, że jesteśmy bezpieczni, bo szczyt NATO w Warszawie był wielkim sukcesem.
Cała narracja dotycząca szczytu jest jedną wielką mistyfikacją. Trzeba mieć świadomość, że to szczyt NATO w Newport rozpoczął transformację i adaptację sojuszu. To, co się stało w Warszawie, jest dopełnieniem elementów, na które w Newport nie było pomysłów i czasu.

Mówiłem politykom: proszę w taki sposób nie przypisywać sobie tych zasług. Prawda jest taka, że cały warszawski szczyt NATO z punktu widzenia interesów Polski opierał się na non-paper przygotowanym przez Sztab Generalny. Przygotowaliśmy ten dokument, wysłałem go do ministra, rozmawiałem wcześniej z sojusznikami. Pojechałem do SHAPE (dowództwa operacyjnego NATO), porozmawiałem z gen. Scapparrottim (dowódcą europejskim USA i głównodowodzącym NATO) i jego generałami, wyjaśniłem im idee wielonarodowej dywizji, wysuniętej obecności NATO, łańcucha dowodzenia etc. – i to zostało przyjęte. Nie osiągnęliśmy żadnych sukcesów poza tym, co zaproponowaliśmy w przygotowanym przez wojskowych dokumencie.

Słyszymy, że bez warszawskiego szczytu nie byłoby wojsk USA w Polsce. A przecież były przed.
Widzę, że pan to wyłapał, a inni nie. Narracja, którą słyszymy, jest wielką propagandą sukcesu, zupełnie nieprawdziwą. Szczegóły rozmieszczenia amerykańskiej brygady w Polsce były mi znane już w maju 2015 r., a tajemnicą poliszynela jest, że o wojskowej rekomendacji wysuniętej obecności NATO w Polsce przesądził gen. Joe Dunford. To on powiedział na Komitecie Wojskowym NATO: skończmy tę dyskusję, musi być też w Polsce – bo przecież do maja 2016 r. mówiło się wyłącznie o wielonarodowych grupach w krajach bałtyckich – i to przełamało opór niektórych sojuszników.

To w czasie takiego spotkania rozstrzygnęła się kwestia wojsk NATO w Polsce?
Przy stole obrad szefów obrony musiałem użyć bardzo mocnych argumentów. Wyjaśniłem, że dalsza izolacja Polski – która była powszechnie odczuwalna w tamtym czasie wśród naszych sojuszników – byłaby poważnym błędem w systemie bezpieczeństwa w skali regionalnej i globalnej.

Mimo tego sukcesu pan odszedł.
Wypowiedzenie złożyłem 4 lipca 2016 r., symbolicznie w Dniu Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Szczyt NATO w Warszawie był 8–9 lipca. Nie widziałem już jednak możliwości dotrzymania słów złożonej przysięgi wojskowej. Zawsze pozostawałem pod wrażeniem demokracji amerykańskiej i tak sobie pomyślałem, że może warto byłoby część polityków zapakować w samolot i wysłać do Stanów, żeby zobaczyli Kongres, Bibliotekę, Sąd Najwyższy, żeby poczuli tego ducha prawa, przestrzegania demokracji, mechanizmy – to czuć tam nawet w zapachu mebli.

Dlatego w ramach gestu na pożegnanie przetłumaczyłem na oryginał słowa roty polskiej przysięgi wojskowej, kazałem wygrawerować na tabliczkach, włożyć coina „Szef Sztabu Generalnego WP Generał Mieczysław Gocuł”, oprawić ładnie w czerwone etui i paru osobom dałem – żeby miały świadomość, że jeśli ja zabieram głos na temat konstytucji, to nie wchodzę w politykę, ale odnoszę się do słów przysięgi. Gdyby MON się wtedy dowiedziało, że rozdałem takie etui generałom amerykańskim, pewnie mieliby pretensje – ale to ich problem. A mnie już brakowało twarzy, żeby wytrzymać wstyd, jaki przynosili moi przełożeni za granicą, niwecząc wysiłek długich lat.

Co było największym z tych wstydów?
Fakt, że wyrzucono nas z przedszczytowego spotkania z amerykańskim sekretarzem obrony w Brukseli. Po uścisku dłoni na korytarzu, na tle flag polskiej i amerykańskiej, który później był eksponowany we wszystkich spotach telewizyjnych MON związanych ze szczytem NATO, sekretarz obrony Ashton Carter wszedł do pomieszczenia amerykańskiego, za nim szedł minister i ja – i nam nie pozwolono wejść. Na korytarzu jakiś asystent ministra powiedział: nie ma spotkania, proszę wyjść. Ludzi tam było dość dużo, może setka, cały korytarz. Poczułem się jak zbity pies.

Drugi przypadek to było spotkanie z minister obrony Niemiec Ursulą von der Leyen, gdzie minister postawił warunek dalszej współpracy obronnej z Niemcami – rozstrzygnięcie kwestii mniejszości polskiej w Niemczech, która według jego słów nie została załatwiona od drugiej wojny światowej. Wspominał o Goebbelsie i 1945 r. Zażenowanie pani minister i jej delegacji było nie do opisania. Po tym spotkaniu podszedłem do pani minister, próbowałem łagodzić i zapewniłem, że moim zdaniem to nie jest powszechne odczucie społeczne w Polsce. Kiedy rozmawiałem z prezydentem Dudą przed odejściem, zapytał mnie, jak oceniam nasze stosunki międzynarodowe. Odparłem, że nie jestem w stanie powtórzyć mu pewnych rzeczy, bo nie przystoi ich cytowanie przy prezydencie. Spytał, czy chodzi o Goebbelsa i panią von der Leyen. Czyli to doszło do prezydenta innymi kanałami.

A co pan czuł, kiedy minister mówił z trybuny sejmowej o mistralach za dolara kupionych przez Rosję od Francji via Egipt?
Czułem ogromny wstyd. Bardzo mocno było to komentowane w Brukseli. Ale nie tylko to. Kiedy pojechałem na spotkanie szefów obrony po bezprawnym wtargnięciu do centrum eksperckiego kontrwywiadu NATO, na kolacji wszyscy pytali: Mieczysław, co się u was dzieje? Zażartowałem do wszystkich, że jest dobrze, a będzie jeszcze gorzej. I nikt już nie podchodził, bo znali moją ocenę sytuacji.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną