Kraj

Jurys-stulticja

Przypadki prawnej głupoty w rządzie dobrej zmiany

Proponuję słowo „jurys-stulticja” („stultitia” – głupota) na oznaczenie głupoty prawnej. Proponuję słowo „jurys-stulticja” („stultitia” – głupota) na oznaczenie głupoty prawnej. Luke Palmer / Unsplash
Jasne, że partia polityczna jest po to, aby władzę zdobyć i utrzymać. Nic więc dziwnego, że PiS chroni swoje interesy. Działania władzy są racjonalne, ale są zarazem symptomem głupoty prawnej w ładzie demokratycznym, zwłaszcza europejskim.

Słowo „jurisprudentia” łączy „jus” (prawo) i „prudentia” (mądrość). Jursprudencja – to mądrość prawa, a w sensie ogólniejszym mądrość prawna charakteryzująca ustawy, tych, którzy je tworzą, tych, którzy je stosują, oraz tych, którzy uczą prawa i je komentują. Wielcy prawnicy rzymscy, np. Gajus czy Ulpian, byli nazywani jursyprudentes, czyli mędrcami prawa. Do dziś historycy i teoretycy prawa dociekają, jak to się stało, że rzymskie prawo prywatne, jeden z trzech (obok filozofii greckiej i religii chrześcijańskiej) filarów cywilizacji europejskiej, odznaczało się taką doskonałością. Dość powszechnie się powiada, że było perfekcyjnie zestrojone z ówczesnymi potrzebami społecznymi, np. z rozszerzeniem obywatelstwa z wąskiej klasy rzymskich ekwitów na wszystkich wolnych mieszkańców Imperium Romanum. Proponuję słowo „jurys-stulticja” („stultitia” – głupota) na oznaczenie głupoty prawnej.

Czytaj także: Co by było, gdyby PiS obchodził 50-lecie swoich rządów

Głupota prawna zwycięża

Oto garść przykładów jurysprudencji i jurys-stulticji. Kazimierz Wielki rozumiał, czym jest mądrość prawna, i wielce przyczynił się do jej rozpowszechnienia w Polsce, np. gdy mu papież nie zatwierdził uniwersytetu w Krakowie, powołał akademię do kształcenia prawników. Z drugiej strony liberum veto, powołane w szczytnym celu ochrony wolności, okazało się dramatycznym przykładem głupoty prawnej i walnie przyczyniło do upadku I Rzeczpospolitej. II RP uznała unifikację i unowocześnienie prawa za priorytet. Franciszek Fierich, prezydent Komisji Kodyfikacyjnej RP, miał powiedzieć po wyborze Narutowicza: „Powiedzcie mu, że jest drugim prezydentem w Polsce – ja jestem pierwszym”. Plan reformy prawa polskiego został zrealizowany tylko częściowo, ale znakomicie. Kodeks karny z 1932 r. i kodeks zobowiązań z 1933 r. były arcydziełami jurysprudencji.

Potem było gorzej, np. pojawiła się konstytucja z kuriozalnym przepisem, że prezydent jest odpowiedzialny przed Bogiem i historią. Powody, dla których głupota prawna zwycięża, są rozmaite. Można np. wykazać, że ustroje totalitarne czy autorytarne na ogół sprzyjają jurys-stulticji. Historia Niemiec pokazuje, że nawet wysoka kultura prawna nie zabezpiecza przed głupotą prawną (oczywiście, zbrodniczy charakter prawa nazistowskiego czy stalinowskiego nie sprowadza się do ich stulticji).

Obecnie ważnym elementem sprzyjającym jurysprudencji jest funkcjonowanie państwa prawa i instytucji międzynarodowych. Unia Europejska może być traktowana jako swoiste laboratorium w tym względzie. Nie jest i nigdy nie będzie tworem idealnym. Ma swoje problemy, np. imigracyjny, różnice pomiędzy aspiracjami a tradycjami jej poszczególnych członków czy trudności zewnętrzne w postaci mniej lub bardziej napiętych stosunków z Rosją czy ostatnio – z USA. Nawiasem mówiąc, amerykański prezydent wygląda na typowego jurys-stultitę, któremu doraźne i specyficznie pojmowane interesy amerykańskie przesłoniły wszystko inne. W praktyce jurysprudencja i jurys-stulticja mieszają się sobą, ale te państwa są stabilne, w których przeważa ta pierwsza.

Kto za, kto przeciw, kto się wstrzymał

Zdarzyło się, że pewna Rada Wydziału licząca 90 osób głosowała wniosek o nadanie stopnia doktora osobie X. Dziesięciu głosujących było za, trzydziestu – przeciw, a pół setki wstrzymało się od głosu. Dziekan ogłosił, że wniosek nie został przyjęty, a potem skomentował to tak: Pan X osiągnął sukces naukowy, bo postawił problem, nad którym dyskutowano, ci, co byli przeciw, kierowali się nienawiścią do X, natomiast reszta doceniła jego wysiłek. Komunikat służb prasowych kontrolowanych przez Rektora (tj. przełożonego Dziekana) głosił: „Wniosek w sprawie nadania X stopnia doktora został odrzucony głównie głosami tych, co byli przeciw, reszta głosowała za bądź wstrzymała się od głosu”. Otóż system głosowania w ciele zbiorowym (np. Radzie Wydziału, Sejmie, Senacie) jest narzędziem podejmowania decyzji większością głosów, tj. w sposób uznany za najbardziej racjonalny. Sugerowanie, że gdyby owa trzydziestka wstrzymała się od głosu, to wniosek by przeszedł, jest przejawem jurys-stulticji podobnej do tej, która wygenerowała zasadę, że wystarczy jeden głos przeciw, aby zerwać Sejm. Dyskusja nad tym, dlaczego jedni są za, drudzy przeciw, a jeszcze inni wstrzymują się, dotyczy zupełnie innej kwestii. Mieszanie wyników głosowania zgodnego z regulaminem i powodów, dla których głosuje się tak lub inaczej, np. z nienawiści do kogoś lub na rozkaz Rektora, jest kolejnym przejawem głupoty prawnej.

Ta sama Rada Wydziału została poproszona przez Rektora o przygotowanie prawa o sposobie wyboru Najwyższego Kolegium Sędziów Piłkarskich i jego przewodniczącego. Rektor nie ukrywał przy tym, że chciałby zmienić dotychczasowego szefa, tj. Y. Problem w tym, że ustawa o sporcie przewiduje, że przewodniczący pełni funkcję przez sześć lat i jest nieodwoływany. Rektor postanowił zmienić to przy pomocy rozporządzeń i zaproponował (Rada Wydziału to uchwaliła), że członkiem NKSP (z przewodniczącym włącznie) może być ktoś, kto nie ukończył 65 lat (zamiast 70), chyba że zgłosi do Rektora wniosek o pozwolenie na dalsze urzędowanie. Rektor sprytnie wymyślił, że Y albo nie złoży wniosku (wtedy z mocy rozporządzenia stanie się emerytem), albo złoży i nie dostanie zezwolenia. Rektor tłumaczył, że przecież Y mógłby otrzymać zezwolenie, ale też nie ukrywał, że rzeczony nie nadaje się na przewodniczącego – tak więc, by użyć klasyki, był za, ale bardziej przeciw kandydaturze Y.

Czytaj także: PiS domyka system. To ważny sprawdzian dla sędziów

Na rzecz demokracji

Mimo wszystko potrzebne były dalsze nowelizacje (w sumie pięć). W ich rezultacie (upraszczam sprawę) powołano Krajową Radę Sędziów Piłkarskich, w której znalazły się osoby mające cenzus sędziego, niekoniecznie piłkarskiego. KRSP ma opiniować kandydatów do NKSP, przy czym kandydować może dowolny sędzia, np. orzekający w zapasach, a potem wskazać kandydatów na członków NKSP – ostatecznie powołuje go Rektor. Powołane grono wybierze przewodniczącego NKSP. W uzasadnieniu całej akcji można przeczytać, że Rektor miał na uwadze wzmocnienie niezawisłości sędziów piłkarskich, udoskonalenie systemu trójpodziału władz w środowisku sędziowskim, a dopuszczenie do kandydowania sędziów w zapasach, boksie, pływaniu itd. było wynikiem troski o różnorodność grona arbitrów piłki nożnej w celu udoskonalenia sędziowania.

KRSP najpierw uznała, że ochrona danych osobowych kandydatów uniemożliwia ujawnienie ich nazwisk, ale następnego dnia, możliwe, że na polecenie Rektora, zmieniła zdanie i okazując swoją niezależność, orzekła, że tzw. RODO wręcz nakazuje jawność w rzeczonej sprawie. Rektor postanowił też wzmocnić solidarność sędziowską, ustalając, że postępowanie odwoławcze w związku z wyłanianiem kandydatów na sędziów jest możliwe tylko wtedy, gdy wszyscy wysuną obiekcje. Tego typu przewaga kolektywizmu nad indywidualizmem jest wielce nowatorska z punktu widzenia tradycyjnych zasad postępowania sądowego czy administracyjnego i działa na rzecz demokracji.

Przewaga ustawy zwykłej nad zasadniczą

Przy okazji ostatniej nowelizacji omawianego rozporządzenia pojawił się problem legislacyjny. Otóż jeden z artykułów odsyła do paragrafu, którego nie ma. Skomentował to wyjątkowo złotousty członek Izby Refleksji Narodowej o wyrazie twarzy poświadczającym jego bezwarunkową rację i wyjaśnił, że ta usterka nie stanowi powodu, aby Rektor nie podpisał nowelizacji. W samej rzeczy Rektor podzielił tę opinię i złożył stosowne signum. Wada jest na tyle istotna, że potrzebna jest kolejna nowelizacja. Podobieństwo opisanej sytuacji do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe, ale wnikliwy czytelnik z łatwością zidentyfikuje stosowne przykłady jurys-stulticji w rodzimym funkcjonowaniu porządku prawnego, zwłaszcza w związku z nieoczekiwaną przewagą ustawy zwykłej nad zasadniczą.

Dotychczasowe uwagi dotyczyły kwestii formalnych, tj. toku procedowania. Wszelako jurys-stulticja zdarza się również w kwestiach materialnych. Już wypowiadałem się na temat pytań p. Dudy w sprawie referendum. Ostatecznie było ich mniej, ale jakości podobnej co poprzednio. W samej rzeczy głupotą prawną jest sugerowanie, że konstytucja ma chronić pracę, decydować o wieku emerytalnym, konkretnych świadczeniach materialnych, podziale państwa na jednostki terytorialne czy godnej egzystencji osób niepełnosprawnych. Nie są to materie konstytucyjne i z tego, że znajdą się w ustawie zasadniczej, nic (powiedzmy ostrożniej – niewiele) nie wyniknie, bo nie może. To nie jest problem użycia takich lub innych słów, ale kwestia powagi ustawy zasadniczej, której zadaniem jest regulacja fundamentów ustrojowych, a nie zmiennych detali.

Akty łaski Andrzeja Dudy

TK wydał niedawno wyrok, w którym stwierdził (sygn. akt K 9/17 orzeczenia Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego), że Prezydent RP w stosowaniu prawa łaski jest ograniczony przez kodeks postępowania karnego, a także fakt, że ułaskawienie stosuje się w przypadku, gdy dotyczy ono osoby skazanej prawomocnym wyrokiem (por. mój felieton). Pokrótce przypomnę, iż p. Duda ułaskawił p. Kamińskiego (Mariusza) i trzy inne osoby w trakcie postępowania karnego przeciwko nim. Zaskakujące, że jeszcze jakiś czas po tymże akcie łaski można było przeczytać, że prawomocne skazanie poprzedza ułaskawienie, a jeszcze później wykreślono to, że wyrok ma być prawomocny.

Wszelako są inne ciekawostki. Wszystkie dalsze akty łaski ze strony p. Dudy dotyczyły osób prawomocnie skazanych. Wszystkie z wyłączeniem komunikatu w sprawie p. Kamińskiego i jego kolegów zawierają wskazanie, że została przeprowadzona stosowna procedura zgodnie z kodeksem postępowania karnego. Tedy ułaskawianie p. Kamińskiego okazało się wyjątkiem od praktyki. I ten wyjątek został usankcjonowany orzeczeniem TK. Interesujące jest również to, że TK nie podał uzasadnienia wyroku ani treści zdania odrębnego jednego z sędziów. Wstydzi się? Tak czy inaczej samoośmieszanie się organu mającego strzec podstaw ustrojowych nie jest znamieniem jurysprudencji, a wręcz przeciwnie.

Czytaj także: Za co Andrzej Duda powinien stanąć przed Trybunałem Stanu

PiS działa racjonalnie

Jurys-stulticji towarzyszą takie zjawiska jak niewybredna propaganda sukcesu (vide: nowelizacja ustawy o IPN), ideologizacja prawa (vide: uznanie namalowania napisu PZPR za propagandę totalitaryzmu), krętactwo (vide: podziękowanie protestującym przed Sejmem za zrozumienie, że policja ich chroniła). Jasne, że partia polityczna jest po to, aby władzę zdobyć i utrzymać. Tedy nic dziwnego, że partia dobrej zmiany chroni swoje interesy, np. przy konstrukcji prawa wyborczego (na razie tylko ordynacji do PE, ale jeszcze sporo przed nami). Zachowanie jej emisariuszy powoli przypomina sławne zawołanie Gomułki, że władzy raz zdobytej nigdy nie oddamy (no może „nigdy” trzeba wymienić na „długo”). Poczynania dobrej zmiany są racjonalne z tego punktu widzenia.

Nie są jednak takowe, a nawet wręcz przeciwnie, są symptomem głupoty prawnej w ładzie demokratycznym, zwłaszcza europejskim. A dramatycznym tego przejawem jest brak koherencji pomiędzy kroczącym łamaniem prawa (nie tylko konstytucji) a zapewnianiem, że jesteśmy państwem prawa. O dalszych skutkach jurys-stulticji w kolejnym felietonie.

PS Jurys-stulticja nie jest znamieniem głupoty w sensie potocznym, ale stosunku do prawa. Tedy jeśli ktoś znajdzie w tym, co powyżej, podobieństwo do siebie, nie powinien uznawać moich uwag za kwestionowanie jego mądrości, np. jako lekarza. Nie mam jednak wątpliwości, że niniejszy felieton zostanie uznany za obraźliwy i niewybredny atak na tych, którzy nie chcą, aby było, jak było. Przypuszczam, że nie powiedzą tego jurysprudentes.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak rozpoznać depresję u dzieci?

Niedawno pisaliśmy o niewydolnym systemie pomocy dla najmłodszych, którzy coraz częściej zmagają się z problemami psychicznymi. Jak działać, gdy system nie działa? – pytamy Lucynę Kicińską z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, koordynatorkę telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111.

Joanna Cieśla
09.04.2019
Reklama