Zamarłem z brzytwą w ręku. W środę 1 sierpnia 2018 r. w godzinach porannych (nadawali „Poranek” w Radiu TOK FM). Akurat się goliłem, kiedy usłyszałem, że Joachim Brudziński to „ciepły człowiek”. O tym, że minister jest „ciepłym człowiekiem”, mówił redaktor Michał Szułdrzyński z „Rzepy”, którego w przeszłości nie raz cytowałem w pozytywnym kontekście (także za odwagę noszenia muszki), ale tym razem – gdybym go miał w zasięgu brzytwy – tobym go ogolił na sucho, bez mydła.
Nikogo z obecnych w studiu to nie poruszyło, a mnie – tak! Na tle Macierewicza każdy jest „ciepły” jak Matka Teresa, bo to jest potwór, który co tydzień obiecywał nowe śmigłowce i kolejne odkrycie smoleńskie, a co odkrył? Brudziński jest może ciepły, kiedy na urlopie nagania ryby prezesowi, ale jako ojciec chrzestny inwigilacji Hołdysa to polityk zimny jak meduza i nad wyraz cyniczny. Kiedy Kaczyński rzucał z mównicy „cała Polska się z was śmieje”, ciepły Brudziński podchwytywał „komuniści i złodzieje”. Złodziei Brudziński nie znosi szczególnie. Doktor G. to dla niego „ordynarny, obrzydliwy łapówkarz”.
Pycha go rozsadza, a o innych mówi z pogardą. „Gdyby Tusk nie podjął gry z Putinem, to nie doszłoby do katastrofy”. „Zostawił ciało prezydenta w błocie, w ruskiej trumnie na deszczu. Taki premier nie zasługuje na mój szacunek”. „Jeżeli przyszłe pokolenia będą pamiętać Donalda Tuska, to tylko w kontekście listy hańby narodowej”. „Tusk jest niemieckim popychlem” – mówi ten ciepły człowiek.
O Sikorskim: „Nie wiadomo, dureń czy zdrajca”. „Kreuje się na brytyjskiego lorda, który chodzi po salonach europejskich, jakby połknął kij od szczotki.