Tak złej sytuacji w lotnictwie wojskowym nie było nigdy

Polskie myśliwce naziemne
Połowa eskadr lotnictwa bojowego nie lata od prawie dwóch miesięcy. Całość misji aktywnej obrony powietrznej spoczywa na F-16 bazujących w Poznaniu.
MiG-29 na niebie. Od dwóch miesięcy samoloty tego typu w Polsce są uziemione.
Kuba Bożanowski/Flickr CC by 2.0

MiG-29 na niebie. Od dwóch miesięcy samoloty tego typu w Polsce są uziemione.

Tak złej sytuacji w lotnictwie wojskowym nie było nigdy. Od katastrofy, w której 6 lipca pod Pasłękiem zginął pilot MiG-a, zawieszone są loty samolotów myśliwskich MiG-29 i uderzeniowych Su-22. Powodem uziemienia są obawy, że fotel katapultowy K-36 używany w maszynach radzieckiej konstrukcji nie zadziałał jak należy.

To jedna z rozpatrywanych hipotez tragicznej śmierci pilota z malborskiej bazy – pierwszego śmiertelnego wypadku w lotnictwie wojskowym od katastrofy pod Smoleńskiem i pierwszego takiego zdarzenia w ciągu prawie 30-letniej historii maszyn MiG-29 w Polsce. Jak to zwykle bywa, wśród lotników mnożą się spekulacje, ale żadnych oficjalnych komunikatów na temat przyczyn katastrofy nie ma – jest na to zwyczajnie za wcześnie.

Czytaj także: Coraz więcej wątpliwości po katastrofie MiG-a pod Warszawą

MiG-i mogą być uziemione na dłużej

Dla lotnictwa bojowego najdotkliwsze jest wstrzymanie lotów na MiG-ach. Polska ma dwie eskadry tych maszyn: bazujące w Mińsku Mazowieckim na wschód od Warszawy i pod Malborkiem na północy kraju. Samoloty MiG-29 rozpoczęły dyżury bojowe w sojuszniczym systemie obrony powietrznej w 1999 r., w chwili wejścia Polski do NATO, i dopiero później częścią tych obowiązków podzieliły się z F-16.

Poradzieckie myśliwce nie są samolotami wielozadaniowymi, ich przydatność do misji uderzeniowych jest znikoma. Są za to szybkie, więc najlepiej sprawdzają się w przechwyceniach. W siłach powietrznych to właśnie MiG-i wypełniały większość zadań związanych z patrolowaniem przestrzeni powietrznej w kraju i za granicą. Wykonały sześć z siedmiu misji w ramach kontyngentu Orlik na Litwie, wspierając obronę powietrzną państw bałtyckich. Uziemienie MiG-ów, jeśli będzie się przedłużać, znacznie osłabi naszą obronę powietrzną.

A niestety są sygnały, że myśliwce pozostaną na ziemi dłużej. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych potwierdziło, że wbrew zapowiedziom z maja tego roku to nie MiG-i, a F-16 polecą na Litwę w ramach ósmej zmiany Orlika. Od stycznia do maja 2019 r. polscy piloci mają ponownie pełnić dyżury w bazie w Szawlach. MON zapowiadał, że wyśle na misję załogi z 23. bazy lotnictwa taktycznego w Mińsku Mazowieckim. Jednak wstrzymanie lotów myśliwców uniemożliwiło przygotowanie misji. Nieoficjalnie słychać, że także kolejna rotacja misji Baltic Air Policing, tym razem w estońskiej bazie Amari, miałaby być wykonana przez F-16.

Czytaj także: O wnioskach, jakich nie wyciągnęliśmy z katastrofy Casy

Tylko jedna czynna baza

Zawieszenie lotów MiG-ów w Mińsku Mazowieckim i Malborku nie tylko zmniejsza liczbę samolotów dostępnych do dyżurów bojowych, ale też zakłóca szkolenie. To samo dotyczy liczącej 18 samolotów eskadry Su-22 ze Świdwina, używanej już głównie w celu podtrzymania nawyków lotniczych. Jeśli sytuacja będzie się przedłużać, pilotom grozi nawet utrata uprawnień do wykonywania lotów – nie mówiąc już o tym, że absolwenci dęblińskiej szkoły orląt nie będą mogli nawet zacząć szkolenia taktycznego.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj