Tak złej sytuacji w lotnictwie wojskowym nie było nigdy

Polskie myśliwce naziemne
MiG-29 na niebie. Od dwóch miesięcy samoloty tego typu w Polsce są uziemione.
Kuba Bożanowski/Flickr CC by 2.0

MiG-29 na niebie. Od dwóch miesięcy samoloty tego typu w Polsce są uziemione.

Czasowy ubytek trzech na sześć eskadr lotnictwa bojowego zwiększa presję na trzy pozostałe – na samolotach F-16. Dowództwo Operacyjne zapewnia, że myśliwce wielozadaniowe „w pełni zabezpieczają potrzeby narodowe i sojusznicze” podczas wyłączenia MiG-ów ze służby. Ale warto pamiętać, że obecnie F-16 bazują tylko na jednym lotnisku – Poznań-Krzesiny. Baza w Łasku jest od ponad roku wyłączona z powodu planowego przedłużania drogi startowej i innych inwestycji. Prace mają się zakończyć w tym roku.

Oznacza to, że Polska ma tylko jedną czynną bazę lotnictwa myśliwskiego ze zdolnymi do działania samolotami. Fizyki i geografii się nie oszuka, z Poznania jest dalej w północno-wschodnie rejony kraju, gdzie występuje największe ryzyko naruszenia przestrzeni powietrznej nad lądem. Dla lotów nad Bałtyk, gdzie statystycznie dochodzi do największej liczby naruszeń, brak dostępności bazy w Malborku też jest pewnym problemem, choć gdy chodzi o same F-16, nie ma większej różnicy: Łask czy Poznań.

Czytaj także: TYLKO U NAS. Czesko-polska bitwa o broń

Trzeba szybciej wymieniać sprzęt

Na całe szczęście wszystkie nasze F-16 są w kraju. Polska zakończyła udział kontyngentu lotniczego w operacji Inherent Resolve i cztery samoloty wróciły już z Kuwejtu. W obecnej sytuacji każda zdatna do lotu maszyna jest bezcenna. Dostępność F-16 utrzymywana jest, według nieoficjalnych informacji, na poziomie 70–75 proc., co oznacza, że z 48 samolotów nawet 15 może być wyłączonych (przechodzić przeglądy, naprawy, modernizacje) – i to jest całkowicie normalne.

Wojsko nie podaje, ile faktycznie maszyn może latać, ale niemal zawsze jest to mniej niż etatowa liczba. To z kolei znaczy, że przy braku wsparcia ze strony MiG-ów obciążenie F-16 jest jeszcze większe. Jeśli sytuacja będzie się przedłużać, z pewnością odbije się to na szkoleniu, sprawności technicznej samolotów, kondycji załóg.

Dlatego nie ma w tej chwili pilniejszej kwestii niż wyjaśnienie, co było przyczyną śmierci pilota z Malborka w katastrofie z początku lipca. Najlepiej oczywiście byłoby móc wykluczyć usterkę techniczną i jak najszybciej przywrócić loty na uziemionych samolotach. Jeśli przyczyny technicznej wykluczyć się nie da, wojskowi inżynierowie powinni jak najszybciej obmyślić plan przywrócenia pełnej sprawności samolotów i ich wyposażenia. Nawet jeśli będzie się to wiązać z koniecznością interwencyjnego zakupu jakichś części lub elementów wyposażenia produkowanych w Rosji, rząd nie powinien się wahać podjąć takich rozmów. Chyba że ma jakiś inny plan – choć pewnie każdy inny byłby bardziej skomplikowany i kosztowny.

W perspektywie kilku najbliższych lat samoloty MiG-29 są nie do zastąpienia, nawet jeśli dziś podpisalibyśmy umowę kupna innych samolotów, nowych czy używanych. Cała sytuacja pokazuje bowiem, że mamy po prostu za mało maszyn bojowych, a coraz większe trudności z dostępem do części dla starszych typów produkcji radzieckiej sprawiają, że w jednej chwili możemy utracić nawet połowę eskadr. Dla strategicznie myślących decydentów powinno to być sygnałem alarmowym i impulsem do przyspieszenia wymiany sprzętu.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj