Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Kraj

Dom polityka jego twierdzą?

„Impreza u Jarka” – demonstracja przed domem Jarosława Kaczyńskiego „Impreza u Jarka” – demonstracja przed domem Jarosława Kaczyńskiego Wojciech Kryński / Forum
Węgry okazują się w coraz większej mierze ustrojowym ideałem dla władzy PiS, więc niewykluczone, że i nad Wisłą zostanie wprowadzony nowy pomysł znad Dunaju: zakaz manifestacji pod domami polityków.

Na Węgrzech właśnie wchodzi w życie ustawa o ochronie życia prywatnego, która stanowi, że każdy ma prawo do spokoju w domu. To zdawałoby się oczywistość, tyle tylko że ustawa w specjalnym przepisie podkreśla, iż dotyczyć ma to także tzw. osobistości oficjalnych. A za naruszenie takiego spokoju uważa nie tylko, co oczywiste, wtargnięcie do domu polityka, ale również – jak to relacjonują agencje – „inną bezprawną ingerencję odbywającą się w sposób obraźliwy albo dokuczliwy”. Sformułowanie to można interpretować również w ten sposób, że zakazane zostają chociażby manifestacje urządzane pod domem osób pełniących funkcje publiczne. Pojawiają się jednak wtedy liczne pytania: czy zakaz jest absolutny, jakiego szczebla osobistości dotyczy, w jakiej odległości od posesji obowiązuje, co uznać za miarę dokuczliwości bądź obraźliwego charakteru? I tak dalej.

Zakaz manifestacji pod domami polityków także w Polsce

W Polsce władza też zaczęła wprowadzać podobne restrykcje. Symbolem stały się barierki odgradzające teren parlamentu postawione na polecenie marszałka Sejmu z powołaniem się na zasadę miru domowego. Nią też marszałek tłumaczył pozwy kierowane przeciwko obywatelom, którzy chcieli skorzystać ze swego prawa do obserwowania prac parlamentarzystów. W rzeczywistości jest jasne, że chodzi o uniemożliwienie wyrażania sprzeciwu wobec poczynań władzy PiS. Podobne szlabany pojawiają się też na szczeblu lokalnym – ostatnio choćby specjalne szlabany kazał zmontować w swoim biurze wojewoda opolski.

A że Węgry stały się od pewnego czasu ustrojowym wzorem dla strategów PiS (w tym samego prezesa Kaczyńskiego), więc niewykluczone, że i nad Wisłą zostanie wprowadzony ów pomysł znad Dunaju: zakaz manifestacji pod domami polityków. Zwłaszcza że prezes zapewne pamięta, jak to w apogeum protestów przeciwko łamaniu konstytucji demonstrowano także pod jego żoliborską willą.

Czytaj także: Czym się różnią Węgry Orbána od Polski Kaczyńskiego

Sąsiad Andrzej Duda

Tak się (nieszczęśliwie) złożyło, że w Krakowie jestem sąsiadem Andrzeja Dudy. Mieszkamy na tym samym osiedlu, więc za każdym razem, gdy sąsiad zajeżdża na łono rodziny, oglądam i wysłuchuję urządzane przezeń wszystkim imponujące widowisko z gatunku światło i dźwięk. Kawalkada limuzyn i wozów obstawy mknie na pełnym gazie, świecąc i trąbiąc na potęgę, z lotniska w Balicach wąskimi uliczkami na Prądnik Biały Wschód – pod blok, w którym przemieszkuje pierwsza para RP PiS (bo Andrzej i Agata Dudowie mieszkają w Krakowie w zwykłym czteropiętrowym bloku).

Czasem konwój zajeżdża też do miejscowego marketu, bo warto przecież zrobić sobie kilka zdjęć z suwerenem. Oczywiście blok jest obstawiony przez okrągły tydzień, a osiedlowa wieść niesie, że na potrzeby ochrony wynajęte jest też jedno z mieszkań w newralgicznej klatce schodowej. Temu akurat trudno się dziwić. Pytanie tylko, co by się stało, gdyby grupa obywateli chciała, korzystając z konstytucyjnej wolności zgromadzeń, zorganizować, przykładowo, spontaniczną demonstrację na tej akurat osiedlowej uliczce. I skandować podczas niej „Trybunał Stanu!” albo „Będziesz siedział!”, bądź po prostu „Konstytucja”?

Czytaj także: Za co Andrzej Duda powinien stanąć przed Trybunałem Stanu

Reklama

Czytaj także

Nauka

Przeklęta ewolucja! Chodzenie to kontrolowane upadanie

O tym, dlaczego stanęliśmy na nogach, co dzięki temu zyskaliśmy, a co straciliśmy, opowiada prof. Jeremy DeSilva, paleoantropolog z Dartmouth College.

Tomasz Targański
19.01.2022
Reklama