Wojskowy prokurator nadużył uprawnień? Sąd miażdży zatrzymanie gen. Pytla
Pełnomocnik oficera mec. Antoni Kania-Sieniawski uważa, że była to decyzja podyktowana względami politycznymi. Nie musi być to ocena na wyrost, jeśli weźmie się pod uwagę okoliczności sprawy.
Gen. Piotr Pytel kierował Służbą Kontrwywiadu Wojskowego do listopada 2015 roku.
fot. Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Gen. Piotr Pytel kierował Służbą Kontrwywiadu Wojskowego do listopada 2015 roku.

Warszawski sąd rejonowy uznał, że zatrzymanie byłego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego gen. Piotra Pytla, do którego doszło 6 grudnia ubiegłego roku, było bezzasadne. – Prokurator, który się podpisał pod postanowieniem o zatrzymaniu generała nadużył uprawnień. Uważam, że była to decyzja podyktowana względami politycznymi – mówi pełnomocnik oficera mec. Antoni Kania-Sieniawski.

Zarosa dostał ważne sprawy

Nie musi być to ocena na wyrost, jeśli weźmie się pod uwagę okoliczności sprawy oraz osobę prokuratora. To ppłk Jan Zarosa, którego opisaliśmy w lipcu w POLITYCE. Pisaliśmy wówczas, że Zarosa trafił do Warszawy z Lublina po tym, gdy wiosną 2016 r. wojskowe struktury prokuratury trafiły pod kontrolę ludzi Antoniego Macierewicza. Okazał się na tyle godny zaufania, że dostał do prowadzenia najważniejsze sprawy z punktu widzenia ówczesnego szefa MON. A więc m.in. sprawy o rzekome szpiegostwo na rzecz Rosji byłych szefów SKW, generałów Janusza Noska i Piotra Pytla. Przy czym ten ostatni dostał zarzut współpracy z obcym wywiadem czyli z rosyjskim.

Właśnie po to, by przedstawić mu ten zarzut Zarosa zdecydował o jego zatrzymaniu i doprowadzeniu do prokuratury przez Żandarmerię Wojskową. Pretekstem było to, że gen. Pytel nie stawił się w prokuraturze (przechodził badania w szpitalu), choć jego adwokat uprzedził o tym prokuratora proponując nowy termin.

Macierewicz chciał się wykazać

Ppłk Zarosa nie tylko jednak polecił zatrzymać Pytla, zastosował również środki zapobiegawcze – dozór policyjny oraz zakaz opuszczania kraju z zatrzymaniem paszportu. Wszystko działo się w chwili, gdy główny przełożony Zarosy, czyli Antoni Macierewicz, bliski dymisji drżał o swoją posadę i za wszelką cenę chciał się wykazać „sukcesami”.

Czytaj także: Prestiżowa porażka MON – resort przegrał proces z byłym szefem SKW

Jednak już dwa miesiące później, w lutym tego roku warszawski sąd rejonowy uchylił zabezpieczenia. Teraz ten sam sąd podważył również zasadność samego zatrzymania. Wytknął Zarosie, że zamiast zatrzymywać i doprowadzać oficera, mógł skontaktować się z jego pełnomocnikiem by wyznaczyć nowy termin stawienia się w prokuraturze. Orzeczenie sądu jest prawomocne. Mec. Kania-Sieniawski zapowiada teraz pozew przeciwko skarbowi państwa o zadośćuczynienie dla swojego klienta.

Sprawa rzekomej współpracy byłych szefów SKW ciągnie się od dwóch lat. Mimo to akt oskarżenia nie powstał do dziś. Największym chyba ewenementem jest to, że żaden z oskarżonych oficerów – w sumie trzech – nie został objęty nawet dozorem policji.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną