Kraj

Czy Chrzanowski przewróci Kaczyńskiego?

Jarosław Kaczyński Jarosław Kaczyński Adam Stępień / Agencja Gazeta
Gdyby podobna sprawa wyszła na jaw w którymś z państw Zachodu, z pewnością doprowadziłoby to do dymisji rządu. Ale my nie jesteśmy „którymś z państw Zachodu”. Niestety.

Wygląda na to, że w kręgach najwyższych funkcjonariuszy państwa, pod okiem niewidzącego prezesa, powstała grupa przestępcza mająca bardzo śmiały i intratny plan. Korzystając z nacjonalistycznej i etatystycznej ideologii partii rządzącej, w myśl której wszystko, co się da, powinno być polskie i państwowe, a wszystko, co obce bądź prywatne, zagraża naszej suwerenności, przekonano Jarosława Kaczyńskiego o konieczności nacjonalizacji, czyli wykupywania zagranicznych banków przez banki polskie. W tym celu usiłowano (a nawet wciąż się usiłuje) doprowadzić do przyjęcia przez Sejm – w formie poprawki do ustawy o finansowaniu Komisji Nadzoru Finansowego – przepisu umożliwiającego przejmowanie w trybie administracyjnym banków mających trudności finansowe przez inne banki. Przyjęcie tej poprawki, forsowanej przez dotychczasowego przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego, stwarzałoby możliwość szantażowania właścicieli polskich i zagranicznych banków, to znaczy wyłudzania od nich pieniędzy w zamian za powstrzymanie się od przejęcia, czyli de facto zaboru ich banków przez państwo.

Śledztwo pod nadzorem Zbigniewa Ziobry

Genialny pomysł został wypróbowany na szefie Getin Noble Banku Leszku Czarneckim, od którego Marek Chrzanowski zażądał 40 mln zł w zamian za pozostawienie jego banku w spokoju. Niestety, Czarnecki nie dał się zaszantażować i po pół roku zwłoki ujawnił dowody szantażu. Chrzanowski został usunięty ze stanowiska, jakkolwiek prawdopodobnie pozwolono mu na zniszczenie bądź zabranie z biura jakichś dokumentów. Śledztwo znalazło się pod nadzorem prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. Tyle na dziś.

Afera wykraczająca poza ramy korupcji

W sprawie pojawia się kilka nazwisk osób związanych z frakcją rywalizującą o wpływy z formalnym przełożonym szefa KNF, czyli premierem Morawieckim. Są to ludzie Zbigniewa Ziobry, powiązani interesami i znajomościami z właścicielami SKOK-ów oraz, zapewne, z Tadeuszem Rydzykiem i jego ludźmi w obozie „zjednoczonej prawicy”. Z czym mamy do czynienia i czego możemy się spodziewać?

Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że jest to afera daleko wykraczająca poza ramy zwyczajnej korupcji, gdzie ktoś bierze pieniądze za załatwienie jakiejś sprawy. To skomplikowany, angażujący wiele osób mafijny układ z najważniejszymi politykami w tle. Wygląda na to, że sprawa stanowi dalszy ciąg nierozliczonych patologii osłanianego przez PiS i Rydzyka układu wokół SKOK-ów. To tylko hipoteza, lecz bardzo prawdopodobna.

Czytaj także: SKOK Rafineria – drugi Amber Gold?

Gdyby podobna sprawa wyszła na jaw w którymś z państw Zachodu, z pewnością doprowadziłoby to do dymisji rządu. Ale my nie jesteśmy „którymś z państw Zachodu”. Niestety. To, w jakiej mierze afera Chrzanowskiego zostanie wyjaśniona i rozliczona oraz w jakim stopniu przyczyni się do upadku do cna skorumpowanej władzy, zależy od determinacji polityków opozycji i mediów.

Czy wyborcy PiS przejmą się aferą KNF

Ciężar gatunkowy afery już dziś wydaje się większy niż w przypadku afery Rywina, która kosztowała SLD utratę władzy. Jednak od tamtego czasu standardy moralności publicznej uległy znacznemu obniżeniu, a wraz z tym stępiała moralna wrażliwość opinii publicznej. Nie wydaje się, aby twardzi zwolennicy PiS mieli za złe swojej partii, że chciała trochę podskubać jakiegoś bankiera i przejąć jego bank. Jednak wielu spośród tych, którzy głosowali na PiS tylko dlatego, że nie znosi PO, może okazać się wrażliwymi na wieści o złodziejstwie na szczytach władzy. W naszych czasach jest to jednak możliwe wyłącznie pod warunkiem, że afera Chrzanowskiego stanie się medialnym serialem, który dotrwa do wyborów parlamentarnych 2019 r. Mogłaby w tym pomóc komisja sejmowa, która jednak, z oczywistych względów, nie powstanie (powstanie zapewne w następnej kadencji Sejmu). Skoro więc nie komisja, to pozostają śledztwa dziennikarskie i stały nacisk na prokuraturę, aby prowadziła intensywne śledztwo.

Czy Kaczyński skorzysta z okazji i utrąci Ziobrę

PiS, ręka w rękę z Ziobrą, będzie robić wszystko, aby opinii publicznej zdawało się, że władze dążą do wyjaśnienia sprawy – de facto jednak nie mogą jej wyjaśnić, gdyż oznaczałoby to założenie sobie pętli na szyję. W tej sytuacji kluczowe staje się pytanie, czy Kaczyński skorzysta z okazji, aby pozbyć się Ziobry. Jeśli znajdzie dość sił, aby wyrzucić go ze stanowiska, „ofiara z Ziobry” może wystarczyć do uratowania reputacji partii w oczach co bardziej krytycznych jej zwolenników. Szkopuł w tym, że tylko Ziobro wie, co ma w swoich „kwitach” i na kogo. Poza tym wyrzucenie go to jedno, a usunięcie dziesiątek pracujących dla niego prokuratorów i sędziów – to drugie. Operacja zaiste niełatwa. Dla Kaczyńskiego nastały sądne dni – jeśli sobie nie poradzi z tym pożarem, to sam się w nim spali.

Afera Chrzanowskiego będzie nas kosztować miliardy

Oprócz politycznych konsekwencji krajowych są te ekonomiczne i międzynarodowe. Nie ulega wątpliwości, że w oczach zagranicznych finansistów oraz przywódców UE od dziś Polska będzie jawić się nie tylko jako państwo autorytarnie rządzone przez nacjonalistów i populistów, lecz również jako państwo mafijne. Mogłoby tak nie być, gdyby Polska poprosiła instytucje finansowe Unii o audyt swojego systemu nadzoru bankowego – trudno jednakże wyobrazić sobie taki gest. A jeśli tak się nie stanie, to już żaden poważny bankier z Zachodu nie będzie chciał robić w Polsce interesów. Również polskie obligacje i polska waluta stracą na znaczeniu w międzynarodowym obiegu finansowym. Afera Chrzanowskiego będzie nas kosztować miliardy. I kto wie, czy właśnie nie te ekonomiczne jej skutki najbardziej przyczynią się do strat politycznych, jakie afera przyniesie w końcu reżimowi Kaczyńskiego.

Czytaj także: Co dalej z Getinem?

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Homofobusy jeżdżą po polskich miastach. Szokują i wykluczają

Homofobusy rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat osób LGBT. To akcja Fundacji Pro-Prawo do Życia, która wbrew nazwie odmawia osobom nieheteroseksualnym prawa do wolnego od dyskryminacji życia w Polsce.

Agata Szczerbiak
17.07.2020
Reklama