Nietykalny Bierecki

Za duży, by upaść
Bezpartyjny senator Grzegorz Bierecki – mimo wychodzących na jaw co rusz nowych informacji o dziwnych machinacjach z pieniędzmi SKOK – dla Jarosława Kaczyńskiego pozostaje nietykalny. Jak to się mówi niekiedy o bankach: „jest za duży, by upaść”.
Atak jest ulubioną formą obrony senatora Biereckiego.
Michał Dyjuk/Forum

Atak jest ulubioną formą obrony senatora Biereckiego.

Rozpisywano się, że Bierecki w siedem ostatnich lat zarobił 65 mln zł, głównie na spółkach zbudowanych z pieniędzy kas.
Jacek Domiński/Reporter

Rozpisywano się, że Bierecki w siedem ostatnich lat zarobił 65 mln zł, głównie na spółkach zbudowanych z pieniędzy kas.

Do 55-letniego senatora Grzegorza Biereckiego, przewodniczącego senackiej komisji finansów, jak bumerang znów wróciły sprawy SKOK. Dziś uparcie się od nich odcina. Co dziwi, zważywszy, że przez lata był ich dumnym ojcem założycielem, ich twarzą, a przez 20 lat szefował Kasie Krajowej. Do dziś czerpie z tego systemu sowite profity przez skomplikowaną sieć spółek, które narosły wokół SKOK.

Nową burzę wokół SKOK rozpętało kilka zdań rzuconych niejako mimochodem przez bankiera Leszka Czarneckiego w końcówce nagranej i ujawnionej niedawno rozmowy z szefem KNF Markiem Chrzanowskim. „Wie pan, też taka ciekawa historia ze SKOK…” – zaczął bankier. „Kiedy zaczęło być bardzo gorąco koło kas SKOK, i tej fundacji Biereckiego, Luxemburg, on przyszedł do nas do banku z prośbą włożenia depozytu. Już w tej chwili nie pamiętam – 60, 70 mln zł (…)? Ostatnia rzecz, której ja chciałem, to przyjmować depozyt od Biereckiego (…). Zadzwoniłem wtedy do Kwaśniaka i powiedziałem, że ja wiem, że zgodnie z prawem mi nie wolno odmówić przyjęcia depozytu, ale my go nie przyjmiemy (…). Ja się po prostu boję tych pieniędzy. Nie wiem, co będzie dalej, czy przypadkiem nie będę gdzieś tam miał podejrzenia o współudział w praniu brudnych pieniędzy, jak się okaże, że on te pieniądze ma nielegalnie wyciągnięte ze SKOK”.

O finansowych poczynaniach Biereckiego wiadomo też z upublicznionego w marcu 2015 r. pisma KNF do najważniejszych osób w państwie – premiera, marszałków Sejmu i Senatu, a także szefów ABW i CBA. KNF informował w nim o wyprowadzaniu pieniędzy z systemu SKOK do prywatnych spółek powiązanych z Grzegorzem Biereckim. Zdaniem komisji 77 mln zł z konta Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych trafiło do prywatnej spółki Spółdzielczy Instytut Naukowy, założonej przez Grzegorza Biereckiego, jego brata Jarosława i prawnika Adama Jedlińskiego. Do tego jeszcze z systemu SKOK do zarejestrowanej w Luksemburgu innej prywatnej spółki SKOK Holding wypłynęło 80 mln zł.

Bianka Mikołajewska pisała o tym w POLITYCE już dawno temu, ale za tekstami nie poszły działania prokuratury ani konsekwencje dla Biereckiego. Raportu KNF nie można było przemilczeć. W kontekście fali upadłości SKOK, wypłat idących w miliardy złotych dla klientów, których oszczędności nagle gdzieś zniknęły, raport był dla PiS – w czasie trwającej kampanii parlamentarnej – wizerunkową katastrofą. PiS zatem spektakularnie wyrzuciło Biereckiego jak zbędny balast za burtę, zawieszając go w prawach członka. Jarosław Kaczyński mówił wtedy: „Nie chcę w tej chwili oceniać czyjejś uczciwości. Senator jest zawieszony i moralne aspekty sprawy są badane (…)”.

Odwrót do przodu

W tamtym czasie wieszczono koniec Biereckiego. „Myśli pan, że Grzegorz leży i jest bliski klęski?” – pytał dziennikarz „GW” jednego z dawnych przyjaciół Biereckiego. Ten odpowiadał: „Na to wygląda. Ten raport Komisji Nadzoru Finansowego nie brzmi dobrze. Było 77 mln zł, niby wspólny kapitał całego ruchu Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych, a teraz okazuje się, że te pieniądze poszły do spółki Biereckiego. Wyborcy są czuli na takie sprawy”. Ale może nie był do końca pewien upadku senatora, bo na wszelki wypadek wolał zachować anonimowość. Tłumaczył: „Nie warto się narażać na proces, a wiadomo, że Bierecki otacza się świetnymi prawnikami i pozwy sądowe są w jego działaniach po prostu metodą walki”.

On sam bronił się przez atak. Próbował uderzać w KNF, stawiając zarzut, że komisja w ogóle nie miała prawa badać przepływów ze SKOK do jego spółek. Pisał do ówczesnej premier Ewy Kopacz, której podlegał KNF, domagając się jako senator informacji o kosztach sporządzenia tej analizy przez KNF. Pytał też, kto je sporządzał i kiedy je sporządzono, i kto wydał polecenie dotyczące ich sporządzenia”.

Atak jest ulubioną formą obrony Biereckiego także w innych przypadkach. Pozwał kiedyś do sądu ważnego działacza podziemia z Wybrzeża (w którym również działał) z Kodeksu cywilnego i dołożył proces karny z prywatnego aktu oskarżenia, po tym jak ów działacz opowiadał o wydarzeniach z jego udziałem. Procesu nie było, bo działacz zażądał badania wariografem siebie i Biereckiego, i sprawa rozeszła się po kościach. Drugiego działacza pozwał za to, że opowiadał o wspólnych interesach – odpłatnych kursach dokształcających, jakie zorganizował razem z Januszem Molke, który po 1989 r. okazał się funkcjonariuszem SB rozpracowującym NZS.

Notabene, o Molkego do dziś ma żal marszałek Bogdan Borusewicz. Jak mówi w rozmowie z POLITYKĄ, w 1988 r. Bierecki zgłosił się do niego po powielacz. Kiedy powiedział, że obsługę lokalu i powielacza ma wziąć na siebie Molke, Borusewicz odmówił, zaznaczając, że nie ma do niego zaufania. Bierecki miał przekazać dalej tylko tyle, że KOR po prostu nie chce dać NZS powielacza, co doprowadziło w konspiracji do konfliktów.

Gdy w efekcie ujawnienia notatki KNF o przepływach pieniędzy ze SKOK na konta prywatnych spółek Bierecki nie znalazł się na listach wyborczych PiS, jesienią 2015 r. założył własny Komitet Wyborczy Wyborców Grzegorza Biereckiego, wpłacił na jego konto 55 tys. zł i w tym samym co poprzednio okręgu nr 17, obejmującym Białą Podlaską, ruszył z kampanią jako niezależny kandydat na senatora. PiS nie wystawił w tym okręgu swojego kandydata. Bierecki wrócił więc do Senatu z tarczą. I z miejsca awansował w strukturze PiS. Przesiadł się z drugiego rzędu do pierwszego i dostał prestiżową funkcję przewodniczącego komisji finansów.

Srebrna i spiż

Gdy teraz temat SKOK wrócił, do nagranej rozmowy doszły dalsze konkrety. „Gazeta Wyborcza”, weryfikując historię opowiedzianą przez Leszka Czarneckiego, dotarła do dowodów, że istotnie na wiosnę 2014 r. księgowa z adresu mailowego Kasy Krajowej SKOK wysłała pytanie do banku o możliwość zdeponowania lokat dwóch fundacji związanych z Grzegorzem Biereckim. Gdy pierwsza, Fundacja Grzegorza Biereckiego Kocham Podlasie, dostała odmowę, o to samo wystąpiła druga, Fundacja Edukacji Spółdzielczej. W odpowiedziach bank stwierdzał wprost, że to dla niego ryzykowna transakcja i może zostać posądzony o pomaganie w wyprowadzaniu środków pieniężnych z Kasy Krajowej SKOK do prywatnej fundacji. Pytany Grzegorz Bierecki przyznał, że jest założycielem obu tych fundacji, ale oświadczył, że nic nie wiedział o depozytach.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną