MON na wojnie z oficerami? Chodzi o pieniądze
Szef MON Mariusz Błaszczak
Ministerstwo Obrony Narodowej

Szef MON Mariusz Błaszczak

Kampania dezinformacyjna przeciw oficerom

Próby przedstawienia sytuacji „po swojemu” nie skończyły się na komunikacie zawieszonym na internetowej stronie resortu. Można podejrzewać, że to, co zobaczyliśmy we wtorek wieczorem w „Wiadomościach” TVP, miało również na celu promowanie wyłącznie oficjalnej narracji. W materiale łączącym udział polskich żołnierzy w misji w Bośni i Hercegowinie z kwestią podwyżek powtórzone zostało nieprawdziwe sformułowanie o przyjęciu ich propozycji z satysfakcją przez przedstawicieli wszystkich korpusów. Oprócz dwóch wypowiedzi ministra Mariusza Błaszczaka telewizja rządowa udzieliła głosu dziekanom dwóch korpusów: szeregowych zawodowych i podoficerów, którzy chwalili przyjęte w MON rozwiązania. Nie ma się co dziwić, oni bowiem zyskali na nich najbardziej i mają prawo być zadowoleni. O innym zdaniu oficerów nie wspomniano ani słowem. Przemilczenie to było wymowne i zostało w wojsku zauważone. Spotkałem się z określeniami, że przeciw oficerom prowadzona jest kampania dezinformacyjna.

Następnego dnia, kiedy MON zorientował się, że pismo Banaszewskiego znalazło się w medialnym obiegu, z profilu resortu na Twitterze popłynęły komunikaty kwestionujące wersję komandora, ale przeczące też wcześniejszemu komunikatowi, jakoby wszystko ustalono w trakcie poniedziałkowego spotkania. „Po spotkaniu z przedstawicielami korpusów minister rozmawiał telefonicznie z przewodniczącym konwentu dziekanów korpusu oficerów. Podczas tej rozmowy przewodniczący wyraźnie zaakceptował propozycje podwyżek. Stąd nasze zdziwienie jego postawą” – napisał do kilku dziennikarzy oficjalny profil MON prowadzony przez pracowników Centrum Operacyjnego. Komandor Banaszewski w swoim piśmie tak opisał te telefony: „Późniejsze rozmowy telefoniczne z Panem Ministrem [Błaszczakiem] oraz panem ministrem Markiem Łapińskim [sekretarzem stanu w MON] uznać należy za próby skłonienia mnie do zaakceptowania proponowanych stawek uposażenia żołnierzy zawodowych”.

Niestety, najprawdopodobniej nie istnieje oficjalny zapis tych rozmów, trudno więc stwierdzić, jak wyglądały. MON upiera się, że w obliczu grożącego konfliktu wyciągnął rękę do oficerów, choć zaznacza też, że intencja większych podwyżek dla korpusu szeregowych i podoficerów była od początku wszystkim znana. Banaszewski mówi o zaskoczeniu telefonicznymi próbami nacisku, czy – jak kto woli – przyjętym przez resort sposobem negocjacji. Może to oznaczać, że nie tyle MON jest na wojnie z oficerami, ile sytuacja wymknęła się spod kontroli, a obie strony stosują różne taktyki, w tym wycofywanie się na umocnione pozycje.

Ile zarabiają szeregowi żołnierze i oficerowie

Żołnierzom podwyżki bez wątpienia się należą. MON walczy o atrakcyjność służby na niezwykle trudnym obecnie rynku pracy. To dlatego resort stara się, by średnia pensja w wojsku (choć pamiętajmy, że średnie w praktyce nie istnieją) na papierze przewyższała średnie wynagrodzenie w kraju – po zrealizowaniu obiecanych podwyżek o około tysiąc złotych, do 5,5 tys. To sporo i na pewno jest to argument dla młodych ludzi decydujących się na karierę zawodową.

Szeregowy zawodowy ma od 2019 r. dostawać 3650 zł brutto, co po odliczeniu podatków, ale przy doliczeniu innych świadczeń, oznacza, że mniej więcej tyle dostanie „na rękę”. Podoficerowie to już zarobki od 4 tys. wzwyż. Oficerowie zaczynają od 5,2 tys., a czterogwiazdkowy generał na szczycie tabeli (etatowo tylko jedno stanowisko – szefa sztabu generalnego) kończy na ponad 16 tys. uposażenia zasadniczego. Te najwyższe pobory są jednak praktycznie bez znaczenia dla systemu, gra toczy się o atrakcyjność pensji „menedżerów średniego szczebla”, jakimi są w wojsku oficerowie rangi majora czy podpułkownika.

Jeśli wyobrazić sobie, że dowódca batalionu zarabia ok. 6–7 tys. podstawowej pensji, a ponosi odpowiedzialność za kilkuset ludzi, wart setki milionów sprzęt i jest podstawowym narzędziem prowadzenia walki, to gołym okiem widać, że coś jest nie w porządku. W dodatku kiedy widzi, że starszy szeregowy z długą wysługą (po zniesieniu limitu 12 lat służby) może zarabiać o ledwie tysiąc mniej. Jeszcze mniejsze różnice powstaną między szeregowymi a niższymi rangą oficerami.

Czytaj też: MON nie chce ujawnić, co robi w resorcie człowiek Macierewicza

WOT też skorzysta na podwyżkach

Ale MON walczy jeszcze o coś innego niż atrakcyjność służby. W roku wyborczym większego znaczenia nabiera szerokie poparcie, również dla decyzji resortu, które mogą się przekładać na pozycję ugrupowania rządzącego. Jeśli można zdobyć poparcie szersze, to w imię interesu politycznego należy to wykorzystać. Zwłaszcza że na wzroście uposażeń skorzystają nie tylko żołnierze zawodowi, ale również pełniący terytorialną służbę wojskową, czyli WOT.

Patrząc z tej perspektywy, trudno się dziwić wyborowi MON, by doinwestować liczniejsze szeregi szeregowych, podoficerów i ochotników, nawet jeśli wywoła to sprzeciw mniej licznego korpusu oficerów. Skutki wynikające z tego konfliktu na dłuższą metę są mniej ważne, a być może w ogóle nieistotne, biorąc pod uwagę ogólnie antyelitarne nastawienie rządzących. O żadnym buncie oficerów rzecz jasna mowy nie ma, jednak niesmak w korpusie pozostanie, a pytania, „po co było się uczyć?”, będą zadawane coraz częściej. Czy służy to budowie silnej i profesjonalnej armii oraz deklarowanemu przez MON uatrakcyjnianiu służby? Oficerowie już znają odpowiedź.

Czytaj też: NIK odsłoni luki w polskiej obronności

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj