Kraj

Afera ze Stefanem Niesiołowskim przykryje „taśmy Kaczyńskiego”?

Stefan Niesiołowski Stefan Niesiołowski Wojciech Barczyński / Forum
Nawet jeśli informacje o seksaferze Stefana Niesiołowskiego okażą się prawdziwe, to trudno uznać za przypadek moment ujawnienia sprawy.

Prokuratura Krajowa planuje złożyć do gabinetu marszałka Sejmu wniosek o uchylenie immunitetu Stefanowi Niesiołowskiemu. Poseł miał przyjmować łapówki w postaci usług seksualnych w zamian za umożliwianie biznesmenom zawierania kontraktów ze spółkami Skarbu Państwa. Ten zaś twierdzi, że akcja ma przykryć ujawnione przez „Gazetę Wyborczą” taśmy Kaczyńskiego.

O samej sprawie jak na razie wiadomo niewiele. Jako pierwsza informacje podała Wirtualna Polska, powołując się na źródła zbliżone do prokuratury, ta zaś dysponuje materiałem operacyjnym zebranym przez CBA. Z dokumentów wynika, że Niesiołowski zapewnił intratne kontrakty trzem łódzkim biznesmenom. Wszyscy zostali już zatrzymani.

„Jurny” Stefan Niesiołowski versus taśmy Kaczyńskiego

Stefan Niesiołowski zaprzecza, jakoby przyjmował jakiekolwiek łapówki, a pytania w tej sprawie poleca kierować do Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Nawet jeśli informacje okażą się prawdziwe, to trudno uznać za przypadkowy moment ich ujawnienia. Przeciek opublikowany w Wirtualnej Polsce nie jest suchą notą, a „źródło zbliżone do prokuratury” informuje, że na zabezpieczonych – a jakże – taśmach znajdują się wzmianki o „jurnym Stefanie”, który miał „zarwać łóżko i teraz musi korzystać z kanapy”.

Rewelacje powtórzył wspierający obóz Prawa i Sprawiedliwości portal wPolityce.pl, dodając od siebie, że proceder miał trwać w latach 2008–17 (a nie, jak podała WP, 2013–15). Powołując się na własne źródła zbliżone do prokuratury, wPolityce.pl informuje, że poseł w ramach usług seksualnych kazał przygotowywać sobie posiłki. Stenogramów z nagrań jednak brak. Wymowne, że ktoś w prokuraturze zdecydował się poinformować o sprawie różne media, podając pikantne szczegóły.

Czytaj także: Zatrzymanie byłego szefa Grupy Lotos próbą przykrycia taśm Kaczyńskiego?

Seksafera Niesiołowskiego przykrywa taśmy, taśmy przykrywają inne afery PiS

Czy sprawa przyćmi taśmy Kaczyńskiego? Spójrzmy na wyniki Google Trends, narzędzia do śledzenia popularnych fraz w internecie. Z wtorku na środę niekwestionowanym królem polskiej sieci był Jarosław Kaczyński, już absolutnie zdeklasowany przez doniesienia o Niesiołowskim. Niby to tylko wyszukiwania w internecie, ale zarazem dość dobry barometr zainteresowań Polaków.

Sprawa taśm Kaczyńskiego jest dość zagmatwana i łatwo się w niej pogubić. Głównie dlatego, że nie da się przekonująco i niepodważalnie wskazać, czy i w którym momencie rozmowy doszło do złamania prawa. Owszem, z nagrań dowiadujemy się, że prezes Pekao SA potrafi wiele rzeczy załatwić na telefon, a także że Jarosław Kaczyński nie zapłacił austriackiemu biznesmenowi za usługi. Ale w kraju, w którym relacje pracodawca–pracownik oparte są na wyzysku, ludzie nie mają umów o pracę, a mediana zarobków wynosi trochę ponad 2 tys. zł, nie wzbudzi to wielkich kontrowersji. Sam Kaczyński obawiał się zresztą raczej strat wizerunkowych.

Nawet prawnicy światopoglądowo zbliżeni do obozu opozycyjnego mają wątpliwości, czy da się cokolwiek z tych taśm wyciągnąć. Ba, zaryzykowałbym tezę, że afera ze spółką Srebrna samym swoim istnieniem przykrywa inne problemy PiS. Między innymi: zatrzymanie Bartłomieja M. (a skoro już wiemy, że spędzi w areszcie trzy miesiące, to nie mogą być to zarzuty dęte), sprawę KNF czy aferę wokół SKOK Wołomin, jedną z największych w czasach III RP.

Nic tak nie elektryzuje jak seksafera

Historia Niesiołowskiego jest z zupełnie innego porządku. Po pierwsze, chodzi o łapówkę, a nikomu nie trzeba wyjaśniać, czym łapówka jest i dlaczego szkodzi życiu publicznemu. Po drugie, posłowi PSL (tak, Niesiołowski opuścił szeregi Platformy w połowie 2016 r.) sugeruje się udział w „seksaferze”, a nic nie wzbudza takiego medialnego zainteresowania. Nie jest to wyłącznie polski przypadek (por. Bill Clinton).

Skandale obyczajowe przyklejają się do polityków na zawsze, głównie dlatego, że nie da się z nich wytłumaczyć, nie ponosząc przy tym strat wizerunkowych. O ile idee wojny sprawiedliwej lub tłamszenia wolności obywatelskich można uzasadnić wyższym dobrem (np. walką z terroryzmem), o tyle nie można powiedzieć, że spało się z kimś dla dobra obywateli. Zwłaszcza w kontekście akcji #MeToo.

Kto stanie w obronie Niesiołowskiego

Po trzecie – i być może najważniejsze – posła Niesiołowskiego mało kto lubi. Przez lata publicznej aktywności zasłużył na łatkę medialnego rozrabiaki, faceta, który bez ogródek atakuje przeciwnika i używa niewybrednego języka. Oczywiście był czas, kiedy przynosiło to Platformie Obywatelskiej korzyści i np. odciągało uwagę od palących problemów ówczesnego rządu. Dziś Niesiołowski jest balastem i to z bardzo kiepskim piarem. Jest na świecie paru polityków, którym skandal tego kalibru uszedłby na sucho – dość wspomnieć wyczyny Silvio Berlusconiego czy Donalda Trumpa. Ale obaj należą do wąskiej kasty kipiących maczyzmem starców, będących wzorem do naśladowania dla rówieśników, którym nie udało się zrobić tak błyskotliwych karier. Pytanie, czy w Polsce znajdzie się teraz ktokolwiek, kto powie: „szalenie zazdroszczę Stefanowi Niesiołowskiemu”?

Zarówno Platforma (z którą teoretycznie Niesiołowski nie ma już nic wspólnego), jak i PSL powinny się błyskawicznie odciąć od kłopotliwego posła. Trudno będzie naprawić już wyrządzone straty wizerunkowe. PiS nie po raz pierwszy pokazuje, że w walce o władzę nie uznaje miękkiej gry. Nie zawaha się synchronizować prac prokuratury i służb specjalnych z partyjnym kalendarzem.

Czytaj także: Czy rewelacje z ulicy Srebrnej wywołają polityczne przesilenie?

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Polska piłka: produkt futbolopodobny

Trzeci sezon z rzędu żaden polski klub nie zagra w europejskich pucharach. To zła wiadomość, ale jest jeszcze gorsza: wszystko wskazuje na to, że ta seria jeszcze potrwa.

Marcin Piątek
10.09.2019
Reklama