Kazimierz Kujda, bliski człowiek PiS, był agentem SB
Związany z PiS wieloletni szef spółki Srebrna ujawnił, że w latach 80. był agentem Służby Bezpieczeństwa. To kolejna odsłona afery z „taśmami Kaczyńskiego”.
Kazimierz Kujda
Simona Supino/Forum

Kazimierz Kujda

Kazimierz Kujda (przez wiele lat szef spółki Srebrna, aktualnie prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej) przekazał „Gazecie Wyborczej” oświadczenie, w którym przyznaje, że w latach 80. był agentem Służby Bezpieczeństwa. W piśmie tłumaczy: „Wiem, że popełniłem błąd i bardzo pragnę, żeby został mi wybaczony. Ośmielam się przy tym twierdzić, że przez 25 lat pracowałem lojalnie dla Polski i obozu niepodległościowego, z którym czuję się ideowo związany. Wierzę, że ta okoliczność zostanie wzięta pod uwagę. Głęboko ubolewając, pragnę wyjaśnić okoliczności sprawy” (dalej pełna treść dokumentu).

Kujda zapowiedział, że wystąpi do IPN i podda się autolustracji.

To kontynuacja afery z „taśmami Kaczyńskiego”. Jak wynika z kolejnych opublikowanych nagrań, Kujda negocjował z austriackim biznesmenem Geraldem Birgfellnerem w imieniu prezesa PiS. Rozmowy toczyły się w siedzibie Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska.

Kazimierz Kujda w archiwach IPN

Nazwisko Kujdy w oficjalnym inwentarzu IPN zauważyli internauci. Reporterzy „Wyborczej” poszli tym tropem. Nazwisko faktycznie figuruje w dokumentach – pod pseudonimem „Ryszard”. Zgadzały się daty i miejsce urodzenia, drugie imię oraz imię ojca. „Prawdopodobieństwo, że doszło do przypadkowej zbieżności danych, jest nikłe” – pisze „GW”.

Dziennik wysłał zapytanie do Klubu Parlamentarnego PiS, czy zdaje sobie sprawę, że bliski współpracownik partii ma agenturalną przeszłość. „Prezes PiS Jarosław Kaczyński nie wiedział o współpracy K. Kujdy z SB i nie wie, z jakiego powodu i kiedy dokumenty K. Kujdy znalazły się w zbiorze zastrzeżonym. Sprawę będzie wyjaśniał” – odpowiedział w imieniu prezesa szef biura partii Krzysztof Wilamowski.

Sam Kujda z początku zaprzeczał, jakoby był agentem SB. „Oświadczam, że nigdy nie byłem tajnym współpracownikiem SB i nie podpisywałem zobowiązań do współpracy ze służbami specjalnymi PRL” – napisał w mailu do „GW” 6 lutego. Jako szef NFOŚiGW nie musiał składać oświadczenia lustracyjnego.

Czytaj także: Czy karuzela afer z ostatnich tygodni przewróci PiS?

Teczki Kazimierza Kujdy

Teczki Kujdy to dwa tomy dokumentów: personalny i związany z pracą, jaką Kujda wykonywał dla SB. W sumie 105 stron raportów różnego rodzaju. Z dokumentów wynika, że Kujda współpracował z bezpieką w Siedlcach w latach 1979–87. Obie teczki do kwietnia 2018 r. znajdowały się w zbiorze zastrzeżonym („Z”), który po upadku PRL był pod nadzorem kolejnych służb (UOP, potem ABW i AW). PiS, zwolennik lustracji, obiecywał odtajnić dokumenty, które zawiera, spodziewając się sensacyjnych odkryć – ale uderzających w jego oponentów.

Kujdę zwerbowano do SB, bo miał odpowiednie wykształcenie, wyjeżdżał za granicę, znał język angielski i ludzi z kręgów akademickich. „W wyniku rozmowy przeprowadzonej z kandydatem na tw dokonałem pozyskania wymienionego do współpracy z organami Służby Bezpieczeństwa” – zanotował esbek, prawdopodobnie (jak pisze „GW”) ppor. kontrwywiadu Tadeusz Wielgórski.

Kujda potwierdził fakt nawiązania współpracy pismem odręcznym: „Ja, Kazimierz Kujda, wyrażam zgodę na nawiązanie dialogu z pracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Fakt ten zachowam w ścisłej tajemnicy przed rodziną oraz przed sądem, prokuraturą, milicją i osobami trzecimi. W dialogu tym będę przekazywał wiadomości autentyczne i zgodne z prawdą. Dialog dotyczy spraw o charakterze naukowym (gospodarka energetyczna), wynikających z moich kontaktów z zagranicą”.

Zdaniem SB Kujda sumiennie wywiązywał się z zadań. Donosił głównie na obcokrajowców, którzy niepochlebnie wypowiadali się o kraju. Miał „opory psychiczne” przed ujawnianiem informacji o przyjaciołach Polakach; w 1984 r. wnioskował o zerwanie współpracy. Jak wynika z dokumentów, jego dalsze kontakty z SB były już tylko „towarzyskie”.

Współpracę z SB Kujda przerwał ostatecznie w 1987 r. ze względu na „brak możliwości wywiadowczych i kontrwywiadowczych”, odmowę współpracy z innymi esbekami niż Tadeusz Wielgórski oraz „rozstrój nerwowy” spowodowany problemami zdrowotnymi w rodzinie.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj